Niemiecka minister oświaty Annette Schavan wpadła na niecodzienny pomysł. Chce stworzyć wspólny dla całej Zjednoczonej Europy podręcznik do historii. Jako, że aktualnie to Niemcy przewodniczą Unii nie można przejść obok tej informacji całkowicie obojętnie. Pani minister używa dość przejrzystych argumentów. Nie znaczy to jednak, że są one wystarczająco mocne by przekonać mnie do tego projektu. Według niej wspólna historia to wspólna tożsamość, zaś edukacja milionów Europejczyków na podstawie tego samego podręcznika zapobiegnie konfliktom w przyszłości i zburzy wszelkie uprzedzenia (cytuję z pamięci z "Dziennika").
Kilka zdań komentarza. Pomysł na pewno jest szlachetny. W odruchu dziecięcej naiwności jestem w stanie wyobrazić sobie taki podręcznik. To fantastycznie gdyby np. cała Europa uczyła się o Odsieczy Wiedeńskiej z 1683 roku. Równie miło byłoby mi na duszy gdyby cała Europa dowiedziała się jak to Polacy zatrzymali w 1920 roku w Warszawie hordy komunistów z Armii Czerwonej.
I w zasadzie mój sen mógłby trwać. Niestety rzeczywistość uwielbia w takim momencie człowieka obudzić dość silnym uderzeniem. I tak też jest i tym razem.
Europejscy politycy, przedstawiciele, działacze nie byli w stanie stworzyć wspólnej treści konstytucji. Jedni chcieli odwołanie do wartości chrześcijańskich w preambule inni nie. Skoro tak fundamentalna rzecz nie jest możliwa jakim cudem Ci sami ludzie (a nawet inni, przecież tak na dobrą sprawę politycy są przekrojem społeczeństwa - Holendrzy nie chcieliby takiego odwołania, a Polacy wręcz przeciwnie) mieliby stworzyć (no właśnie, stworzyć czy zapisać na nowo, czy odtworzyć - bo to ważne) historię Europy.
W przeciągu 10 minut zauważyłem masę wydarzeń czy postaci historycznych, które w jednej części Europy oceniane są pozytywnie, w drugiej zaś negatywnie.Przykłady ? Proszę bardzo:
-
Wielkim problemem będzie spisanie historii wojen napoleońskich. Wszak dla Francuzów jest on bohaterem (nie dla wszystkich). Dla Polaków zaś wskrzesicielem (mało skutecznym) państwa polskiego. Dla Anglików tak jak i dla Niemców to zwykły tyran, którego trzeba było obalić by utrzymywać - tak dobry dla nich - status quo. Owa sytuacja zaś była dla Polski fatalna - nie było nas na mapie. Problem można rozwijać. Jak ocenić Somosierrę z 1808 roku ? Dla Hiszpanów to była klęska, porażka z tyranem. Dla Polaków jest to wielki popis polskiego oręża.
-
Bitwa Warszawska. Według Polaków to my rozbiliśmy Rosjan. Według Francuzów bez ich pomocy, sami nie dalibyśmy rady.
-
Kolejnym problemem byłoby porównywanie faszyzmu z komunizmem. Dla większości państw Europy Wschodniej oba te systemy są równie złe. W kilku krajach Europy potępiany jest tylko faszyzm. W kilku parlamentach do początku alt 90.tych zasiadali komuniści. Wiadomo jest, że w Europie Zachodniej komunizm jest nieco inaczej postrzegany od faszyzmu niż w krajach byłego ZSRR - proszę pokazać mi Litwina, który faszyzm uważa za coś gorszego od komunizmu, który na 45 lat zabrał mu niepodległość.
-
Takich problemów jest jeszcze wiele. Alianckie naloty na Drezno, styl w jakim okupowali nas Szwedzi podczas potopu (ciągłe grabieże), sposób w jaki zajęliśmy Zaolzie itd. itp.
Cóż chyba udowodniłem jak ciężko byłoby stworzyć taki "idealny" podręcznik. Mam tylko jedną cichą nadzieję. Jeśli faktycznie taki powstanie to proszę by obozy koncentracyjne z czasów drugiej wojny światowej były nazywane po imieniu: niemieckie obozy. Może wreszcie niektóre gazety przestaną kłamać pisząc, że to rzekomo Polacy je zakładali.
Pada argument, że napisanie takiego podręcznika nie byłoby wcale takie trudne, że Niemcy i Francja taki mają. No cóż, ostatecznie do 843 roku to był jeden kraj. Dopiero potem nastąpiło rozbicie. Na tej zasadzie na pewno łatwiej będzie Polakom napisać wspólny podręcznik z Litwinami (choć już na pewno nie rozdział o 'Litwie Środkowej") niż z Hiszpanami.
Generalnie uważam pomysł za bardzo mało realny, wręcz niemożliwy. Doprowadzi on do wywalenia na forum europejskie starych zaszłości z ubiegłego wieku czy nawet z lat wcześniejszych. A do tego przedstawiciele, szczególnie takich krajów, jak Niemcy dążyć nie powinni. Lepiej niech siedzą cicho. Jest w Europie kilka krajów, które mają większe prawo czy mandat to wychodzenia z takimi propozycjami.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)