Nie lubię jak ktoś robi ze mnie idiotę. Dlatego w pewnym momencie oglądania programu "Teraz My" na TVN z Maciejem i Joanną Damięckimi oraz Danielem Olbrychskim, po prostu trał mnie szlag.
Sprawę TW "Bliźniaka" znają chyba wszyscy homo politicus. Dopiero wczoraj wieczorem udało mi się odnaleźć w Internecie odcinek wyżej wymienionego programu. Zasiadłem do niego, znając doskonale poglądy na lustrację Andrzeja Kmicica oraz spodziewając się co na ten temat może powiedzieć były agent SB. Zabrzmi to nieskromnie, ale usłyszałem dokładnie to co przewidywałem.
To już jest chyba pewien zwyczaj w Polsce. Któraś z gazet - na skutek kontrolowanego bądź nie, przecieku - podaje informację, że ta i ta osoba w PRL była świnią. Następnie udaje się (gazeta) do tego agenta z zapytaniem czy to prawda. Oczywiście świnia, nazwijmy ją tu TW "X" zaprzecza. W tym momencie dziennikarze wyjmują dokumenty jasno pokazujące to, że X był świnią. Pojawia się fałszywa skrucha oraz piękna historyjka w jakich to dramatycznych okolicznościach dany człowiek dał się złamać. Oczywiście należy dodać, że TW X przyznaje się tylko do 1/10 zarzucanych mu czynów.
Następnie, jeśli TW X to postać powszechnie znana, zdarza się, że zostaje zaproszony do telewizji, by wszystko wyjaśnił.
Tak było w przypadku Damięckiego. Został zaproszony do "Teraz My" wraz z żoną, oraz z osobą, na która donosił. Co ciekawego powiedzieli uczestnicy programu ? W zasadzie nie wzbili się ponad standardy tego typu sytuacji. Najpierw usłyszeliśmy wzruszającą wypowiedź Bliźniaka, że w Polsce jest miejsce nie tylko dla bohaterów, do których on na pewno nie należy. Potem, dowiedzieliśmy się, że pan Maciej dał się złamać, gdyż gdyby odmówił SB to straciłby prawo jazdy oraz przepadałaby mu.... kariera.
Dygresja. To samo mówił Wielgus. Gdyby nie został SBkiem, nie mógłby wyjeżdżać, kształcić się etc. etc. Jest to argument, który odrzucam od razu. Dlaczego ? Bo jest bezczelny. Tak samo jak ten, który mówi, że agent został agentem, by "godnie żyć". Dlaczego uważam, że jest bezczelny ? Bo pozornie ułaskawia taka osobę. Ludzie, którzy jednak wybaczają, stawiają w fatalnej sytuacji tych, którzy złamać się nie dali. Ci prawdziwi bohaterowie, w tym momencie stają się... zwykłymi, przepraszam, frajerami. Mogli się kształcić, mogli odwiedzać, zwiedzać, mieć samochód, wreszcie, mogli być ponad prawem - no bo jak inaczej nazwać to, że Damięckiemu nie stało się nic, po tym jak po pijaku spowodował wypadek ? Jest to zwykłe postawienie się ponad prawem. Mógł to zrobić, bo został agentem SB. Koniec dygresji.
Następnie w "Teraz My" usłyszeliśmy tradycyjne wypowiedzi. Rozpoczęła, żona Damięckiego mówiąc, że to co zrobił Dziennik jest obrzydliwe. Co ? To, że ujawnił, że Damięcki zachowywał się obrzydliwie w PRL ? Czyli prawda jest obrzydliwa ?
Potem zaatakował, tradycyjnie w swoim stylu - zabrakło tylko cięcia szablą - Olbrychski. Nazwał lustrację aktem nienawiści. Określił to wszystko co się w Polsce dzieje, próba skłócenia, przez elity polityczne, aktorów. Zadziwiające. To, że TW Bliźniak na niego donosił, tak jak np. na Seweryna, mu nie przeszkadza.
Później nastąpił atak Państwa Damięckich. Żona zacytowała pana Osiatyńskiego, nazywając go "autorytetem moralny". W jego wypowiedzi pojawiła się teza, że większość akt SB jest sfałszowana. Kolejny typowy przykład lini obrony agenta, bądź jego rodziny. Samego siebie przeszedł Maciej Damięcki, zaznaczę, człowiek z wyższym wykształceniem. Wyraził on zdziwienie i ubolewanie, że IPN nie chciał mu przekazać swych akt, że może mu przekazać tylko te fragmenty, w których inny agent opisuje jego. Bliźniaka to dziwi. Smutne jest to, że Damięcki nie zna, nie chce znać, albo nie rozumie, prawa panującego w Polsce. Potem dodał jeszcze, że napisał góra 2-3 raporty - tfu! "wypracowania" - a nie 70kilka jak to podaje Dziennik i IPN. Oczywiście Bliźniak skomentował to, mówiąc, że ktoś "wsadza mu to w usta", imputuje. Kolejna typowa obrona. Ok, przyznam się, ale do 1/10.
Cóż... Program jak program. Każdy sobie oceni postać pana Macieja Damięckiego jak chce. Proszę tylko pamiętać o tych wszystkich, którzy złamać się nie dali, którzy sami siebie, a czasem i swoje rodziny, skazali, na ciężkie życie tylko dlatego, że chcieli być przyzwoici. Trzeba też, wziąć pod uwagę zachowanie Damięckiego, który na początku wyparł się wszystkiego, a gdy przedstawiono mu dokumenty, przyznał się do 1/10 zarzucanych mu czynów. Czy taki człowiek może być wiarygodny ?
P.S. Aha, byłbym zapomniał. Pani Joanna Damięcki powołała się na "autorytet moralny" Osiatyńskiego. Tak, tego, który IPN nazwał "Świętą Inkwizycją", a Antoniego Dudka "Inkwizytorem". Nie lubię jak ktoś robi ze mnie idiotę.
* * * * *
Wesołych!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)