W polskich mediach od dwóch dni mamy do czynienia z prawdziwą nagonką na minister Fotygę, za to że bodaj w kwietniu odrzuciła zaproszenie na Kreml. Efektem tego mają być fatalne stosunki z Rosją oraz wielkie straty polskich producentów, dla których główna część dochodów opiera się na eksporcie swoich produktów do kraju Putina (wczorajsze TVN-owskie "Fakty"). Natknąłem się dziś na dwa ciekawe artykuły. Jeden w "Dzienniku", drugi w "Gazecie Wyborczej". Oto dwa interesujące fragmenty:
"GW":
"O dziwo, w statystykach handlowych nie widać tego chłodu w stosunkach Polski z Rosją, jaki sugerują wypowiedzi polityków. Przeciwnie - nasz eksport do Rosji coraz bardziej rośnie. W pierwszym kwartale tego roku wyeksportowaliśmy do Rosji towary za 1 mld 55 mln euro, czyli o jedną trzecią więcej niż przed rokiem. Ceny ropy naftowej na świecie były w styczniu i lutym niższe niż przed rokiem, więc wydaliśmy mniej na import tych surowców. I dzięki temu po raz pierwszy od wielu lat zmniejszyliśmy chroniczny deficyt w naszym handlu z Rosją."
"Dziennik":
"- Problem Polski jest problemem europejskim - oświadczył na konferencji przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Szef KE odniósł się w ten sposób do rosyjskiego embarga na import polskiego mięsa i blokowania w związku z tym przez Warszawę rozpoczęcia negocjacji nowego porozumienia o partnerstwie i współpracy między UE i Rosją. - Nie widzimy podstaw rosyjskiego zakazu importu mięsa z Polski - powiedział."
Jakie wnioski? Po pierwsze stosunki handlowe z Rosją nie są wcale tak dramatyczne jak przedstawiają to niektórzy politycy i media. Po drugie udało się osiągnąć polskiemu rządowi jeden z nadrzędnych celów polityki międzynarodowej. Unia stanęła za nami murem, i to ona prowadzi spór z Rosją.
Oczywiście przesadą jest gloryfikowanie naszej polityki międzynarodowej, ale na pewno nie jest tak źle jak mówią niektórzy, którym chyba przydałby się kubeł zimnej wody na rozpaloną głowę.
Pozdrawiam.



Komentarze
Pokaż komentarze