PeZet PeZet
146
BLOG

Mój Prezydent i ja.

PeZet PeZet Polityka Obserwuj notkę 11

Kilka godziny temu TVP wyemitowała na swojej antenie rozmowę z Prezydentem Lechem Kaczyńskim. Ze względu na to, ze głowa naszego państwa dość rzadko udziela tego typu wywiadów, postanowiłem z duża uwagą go wysłuchać. Nie ma co ukrywać nazbierało się kilka tematów, które, jak przewidywałem, zostaną poruszone.

Niestety rozmowa ograniczyła się w zasadzie wyłącznie do komentarzy Prezydenta na temat brukselskiego szczytu oraz kilku uwag na temat aktualnej sytuacji politycznej w kraju (pisząc to drugie mam jednak smutne wrażenie, ze wyolbrzymiam). 

Na początku chciałbym zacząć od fragmentów rozmowy, które wprowadziły mnie w nastrój pozytywny. Będzie więc miło, ciepło i przyjemnie. Prezydent przekonał mnie, ze w Brukseli osiągnęliśmy sukces. Po pierwsze wyjaśnił, ze zgodnie z tym co wynegocjowaliśmy do 2017 roku będziemy mieli Niceę, natomiast później zastąpi ją system przeliczania głosów określany jako „podwójna większość”. Jestem zadowolony z tego obrotu sprawy, byłbym zaś wściekły, gdyby było odwrotnie, 10 lat „podwójnej większości”, a potem dopiero Nicea. Dlaczego? Już wyjaśniam.  

Unia Europejska została założona 15 lat temu, 18 lat temu skończył się w Polsce komunizm, przez ostatnie 10 lat praktycznie w każdym kraju Europy zmieniła się diametralnie opcja rządząca (nawet w Szwecji), ba 10 lat temu mieliśmy innego Sekretarza Generalnego ONZ, Papieża, a Saddam Husejn szykował się jeszcze na kolejne 5 lat rządów w Iraku. W tym czasie Chińczycy wysłali pierwszego „taikonautę” w kosmos, narodził się talent Adama Małysza, a Robert Kubica z gokartów przeniósł się do Formuły Pierwszej. Krótko mówiąc dzisiejszy świat rozwija się tak szybko i tak nieprzewidywalnie, że za 10 lat czyli w 2017 roku Unia Europejska może składać się z 28 krajów (Chorwacja), 29 (Turcja i Chorwacja), a może nawet 30 (Chorwacja, Turcja, Ukraina). To całkowicie może zmienić podejście głównych europejskich polityków do sprawy sporu na temat przeliczania głosów. Wystarczy sobie przypomnieć jak wiele emocji wyzwalało uchwalanie „systemu nicejskiego”. Padały wtedy wielkie, wręcz wizjonerskie deklaracje, ze jest to ostateczny system głosowania itd. Teraz, raptem po kilku latach większość krajów postanowiła renegocjować traktat. Nikt nie zagwarantuje więc, nawet najwięksi zwolennicy „klęski brukselskiej”, ze za 10 lat nagle nie okaże się, ze cała Europa nie jest usatysfakcjonowana „podwójna większością”. I tu dochodzimy do sedna „sukcesu brukselskiego. Lech Kaczyński powiedział, ze był popierany wyłącznie przez premiera Czech Mirka Topolanka. Reszta „władców Europy” chciała by „podwójna większość” weszła w życie już w 2009 roku. Fakt, że wejdzie (a właściwie jest to mocno wątpliwe) dopiero w 2017 roku jest więc sukcesem polskich negocjatorów. 

Teraz przejdźmy do dalszej części analizy. Zwłaszcza, że im dłużej trwał ten wywiad, odnosiłem wrażenie, ze lepiej dla Prezydenta by się skończył. Przede wszystkim padło pytanie, apropos „sukcesu brukselskiego”, że przecież polska delegacja miała walczyć o pierwiastek, że przecież brat Prezydenta, Jarosław Kaczyński powiedział „pierwiastek albo śmierć”. Odpowiedz głowy państwa wprowadziła mnie w osłupienie. Niestety nie znalazłem w internacie wywiadu w formie tekstowej, wiec cytatu nie będzie. Generalnie Prezydent dał do zrozumienia, że dziennikarze wymusili na Premierze (sic!) taka deklarację. Po pierwsze Lech nie stawia w dobrym świetle Jarosława. Co to za Premier, który pod wpływem emocji i mediów jest w stanie rzucać „pod publiczkę” mocne słowa?  Po drugie warto więc zadać pytanie, czy cała nasza pozycja negocjacyjna powstała tylko w wyniku „wymuszenia na Premierze” słów, które padły na konferencji prasowej.... Podsumowując Lech Kaczyński przypadkiem, bo trudno go podejrzewać o niechęć do brata, podważył profesjonalizm Jarosława i naszych negocjatorów. 

Drugą rzeczą, która już całkowicie mnie rozłożyła na łopatki jest komentarz Lecha Kaczyńskiego do tzw. „sprawy Zalewskiego”. Przypomnę, ze poseł PiS, wybrany „posłem roku” przez „Politykę” (sic!), został zawieszony w swoich prawach, ze względu na to, ze skrytykował niekomunikatywność Minister Spraw Zagranicznych Anny Fotygi. Prezydent najpierw stwierdził, że kara jaką poniósł Zalewski jest bardzo mała. Już to mnie zdziwiło. Zauważyłem, ze chyba nieco inaczej od pana Prezydenta rozumiem określenie „lojalność”. Ze słów Kaczyńskiego wynika, że poseł PiS musiał popełnić przestępstwo, ba nawet zbrodnię! Ironizując wręcz, można powiedzieć, ze Zalewski zachował się bardzo niecnie, gdyż ośmielił się skrytykować świtę Prezydenta. Problem w tym, ze chyba ta moja ironia jest prawdziwym tokiem rozumowania głowy mojego kraju... W ogóle dla mnie sprawa wygląda tak. Lech Kaczyński, Prezydent Polski, ma, niczym król, swój dwór. Jako, ze jest królem to współpracownicy są jego wasalami, którzy nie mogą powiedzieć złego słowa na członków dworu, gdyż obrażają majestat swojego Pana.. Obraza takiego majestatu, kończy się zazwyczaj dla winnego tragicznie. I tu dochodzimy do drugiego fragmentu wywiadu. Otóż, Kaczyński stwierdza, ze zakończył znajomość z posłem Zalewskim. 

Państwo wybaczą, ale moja pierwsza reakcja była mniej więcej taka: „Jezu ile on (L.K.) ma lat?”. Doprawdy, obrażanie się za zawrócenie uwagi podwładnemu nosi znamiona paranoi. A tu mamy do czynienia nie tylko z obrazą, ale tez z całkowitym zakończeniem znajomości. Niebywałe! 

Z moich obserwacji wynika, ze poseł Zalewski jest jednym z najlepszych parlamentarzystów aktualnej kadencji, w PiS powinien grać pierwsze skrzypce, a informację o tym, że został Ministrem Spraw Zagranicznych przyjął bym z taka radością jak wieść, ze na fotelu tym zasiądzie Jacek Saryusz Wolski, albo powróci na niego Władysław Bartoszewski. Z tym ostatnim, dla mnie chyba aktualnie jedynym żyjącym w moim kraju autorytetem z prawdziwego zdarzenia, wiąże się podobna sytuacja jak z posłem Zalewskim. Też ośmielił się skrytykować Fotygę, Prezydent też się obraził, i tez zakończył znajomość. Moim zdaniem na skutek tego typu zagrań Lech Kaczyński stracił dwie razy. Po pierwsze, dwóch ludzi, którzy na pewno mogliby w rożnych sytuacjach nieść przydatne rady, a Władysław Bartoszewski mógłby jeszcze kilka razy tak „przygadać” (mam nadzieje, ze Profesor mi wybaczy to stwierdzenie, zresztą kto choć raz słyszał jego przemówienia wie o czym mówię) Niemcom, ze Ci całkowicie zmarginalizowali by znaczenie pani Steinbach. Po drugie Prezydent traci coś więcej, coś ulotnego, coś czego nie zastąpi kolejnym milionem nowych współpracowników. Traci klasę. Dżentelmeni nie kończą swoich znajomości przez media, nie zachowują się jak rozkapryszone gwiazdki Hoolywood. Biorą broń i idą na pojedynek. Mówią sobie co im na sercu leży i albo zostają przyjaciółmi, albo ich drogi się rozchodzą. I chyba właśnie bardziej za to, a nie za fakt rezygnowania z całkiem porządnych doradców, mam żal do Prezydenta. 

Podsumowując Lech Kaczyński przekonał mnie, ze w Brukseli, jakby to powiedzieli Amerykanie wykonał ‘good job”, jednocześnie tracąc w moich oczach klasę i ośmieszając Premiera, prywatnie swojego brata. Warto było obejrzeć ten wywiad. 

P.S. Całe szczęście, ze nie znam się osobiście z Prezydentem. Gdyby było inaczej, jutro przeczytałbym w „Dzienniku” albo w „Gazecie Wyborczej”, ze Prezydent skończył ze mną znajomość, ze kara jaka mnie spotkała jest „zadziwiająco mała”. Naprawdę, mogę więc odetchnąć. Ufff.... 

Pozdrawiam.

 

PeZet
O mnie PeZet

"Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie, którzy przeszli przez ruch kibicowski, są dziś jacyś normalniejsi. Niewolne od patologii kibicowanie wpajało jednocześnie wartości, których nie uczyło ani chore państwo, ani serwujące głupkowatą popkulturę media. Szkoła, uczelnia? Cóż, dawała mniejszą lub większą wiedzę. Ale nader często wychowywała karierowiczów i konformistów. Kibicowanie nie dawało kasy, zmuszało do zdzierania gardła i całodziennego tłuczenia się pociągami, by dojechać na mecz na drugim końcu Polski. Uczyło przy tej okazji bezinteresownej przyjaźni, patriotyzmu, miłości do lokalnej wspólnoty, nonkonformizmu - wobec tych, co chcą nam coś dla własnej korzyści narzucać, odwagi, fantazji czy choćby poczucia humoru." Niezależna Gazeta Polska. Liczba odwiedzin od 23 października 2007 roku: Dziękuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka