Swego czasu (a był to początek roku 2005) pewien zakonnik zaskoczył mnie stwierdzenie, że za komuny było lepiej. Zbity z tropu poprosiłem o wyjaśnienie. Otóż, jak wyjaśnił mi duchowny, pierwsza komuna działała z otwartą przyłbicą. Atakowała Kościół niczym średniowieczni rycerze na polu walki. Do takiej taktyki łatwo się przygotować, zmobilizować siły, wystawić bohaterów i podgrzać do walki. Obecnie “system” (żadne inne słowo mi nie przychodzi do głowy) działa niczym alkaida (czy inne cholerstwo w Iraku) - nie pokazuje twarzy, ukrywa się i robi krecią robotę.
Nie chciało mi się w to wierzyć, ale teraz przyznaję 100% racji. Sam to widzę. Teoretycznie zagrożenia nie ma (niech ktoś powie inaczej, od razu zostanie oszołomem na resztę życia), ale po owocach widać, że przegrywamy walkę o umysły. Ogłupiony, wycieńczony i zdemoralizowany naród polski się poddał i zniknął. Została tylko polskojęzyczna grupa językowa, która kultywuje jakieś tradycje z coraz mniejszym zaangażowaniem.
“Bądźcie zimni albo gorący”? “A co to k… jest?” zdają się pytać współcześnie żyjący ludzie między Odrą i Bugiem. Nic już nie jest wyraźne. Jestem katolikiem, ale… - to bardzo popularne stwierdzenie. No, jestem za lustracją, ale cywilizowaną. Wolny rynek tak, ale ktoś tym musi sterować. K… mać! Ja jestem pieprzonym wegetarianinem, tak pomiędzy 22 a 7 rano.A co? Nie wolno mi!
Benedykt XVI powiedział kiedyś, że przyszłość należy do małych, ortodoksyjnych, dobrze zorganizowanych grup. Resztę ogłupionej tłuszczy należy spisać na straty, niczym mięso armatnie rzucane z okopów prosto pod ogień z karabinów maszynowych. Adyjos! Smutne to, ale niestety prawdziwe.


Komentarze
Pokaż komentarze