Wracałem dziś przez pół Polski (to znaczy rejonu nazwanego Polską). Ledwo co wsiadam do samochodu, od razu musiałem z niego wysiąść. Oczom moim ukazuje się niezwykły widok.
Ludzie wokoło zaczynają wychodzić przed domy, przed bloki. Spontanicznie wynoszą jedzenie , alkohol, zaczynają razem świętować. Skłóceni sąsiedzi padają sobie w objęcia. Wszyscy podskórnie czują, że to dziś jest ich święto. To ich wolność i chcą wyrazić rozpierającą ich dumę i szczęście. Zdumiony, przecieram oczy z wrażenia.
Po chwili otrzeźwienia wsiadam do auta i jadę dalej. Chwile później doznaję jeszcze większego wstrząsu. Dzięki spontanicznej akcji wynikającej z potrzeby serca, mieszkańcy Opolszczyzny (dawniej wschodnia część Górnego Śląska, dawniej Śląsk Opolski) tworzą wzdłuż autostrady A4 łańcuch gorących serc trzymając się za ręce. w poparciu dla nowego święta.
Właśnie zaczyna mi szwankować odtwarzacz płyt Kompaktowa (Kompatow to był niepiśmienny chłop pańszczyźniany, co , jak sama nazwa wskazuje, wynalazł płyty nazwane później swoim imieniem). Zapuszczam więc radio, a tam same rewelacje. Cały naród, jak jeden mąż, ochoczą przystąpił do masowego festynu
Elity z narodem, narody z elitą. Nareszcie więź staje się mocna, Czołowi intelektualiści wystosowali list otwarty do narodów świata, aby uznali oni 4-go czerwca za światowy dzień wolności. Każdy stara się zatem uczcić święto na swój sposób. Pan Rysiek, kafelkarz z Białegostoku w ramach święta ułożył dwa metry kafelek więcej niż zwykle. Na „Rynku” w Katowicach 10.000 osób wypuściło w powietrze bąki. Specjalnie na tą okazję otrzymali dyspensę z Ministerstwa Środowiska. Jak zwykle można liczyć na nieocenione prządki z Łodzi. Nie tylko zresztą na nie. Prostytutki, stojące przy „gierkówce”, dawały dziś spory rabat kierowcom z samochodów przystrojonych w barwy biało-czerwone.
Nawet Heniek i Rysiek uczcili święto wypijając po dwa bełty przed sklepem „Słonko”. To znaczy oni codziennie wypijają po dwa bełty, ale dziś zrobili to jakoś tak inaczej, bardziej wyjątkowo. Cuda, wszędzie cuda. Na bloku socjalnym w Przemyślu grzyb ułożył się w kształt wąsów samego Lecha „bendem prezydentem” Wałęsy.
To nie koniec wyjątkowych zdarzeń związanych z tym symbolem. Otóż, Zygmunt (który facet po czterdziestce każe mówić sobie „Muniek”?) Staszczyk z zespołu Tilaw obiecał zmienić swoją piosenkę „Ajlowju”. Słowa „jeszcze wąsacza olewam na zdrowie” mają brzmieć „jeszcze kaczora olewam na zdrowie”.
Teraz będzie już całkiem na serio. Krótko. Inspiracja baj reklama Orang(e)utana.
Jestem tymi wszystkimi, którzy zbankrutowali dzięki działaniu zusów, fiskusów i reszty hołoty
Jestem tymi, którzy musieli wybrać emigrację, bo nie mogli się utrzymać
Jestem tymi, którzy wstydzą się być Polakami, bo wpędza się ich w kompleksy
Jestem tymi wszystkimi, co zginęli na fatalnych drogach,
Jestem tymi, którym zabiera się 75% zarobków dla ich dobra
Jestem tymi, co niewykształceni, starzy, z małych miejscowości
Jestem tymi, co umarli w szpitalach dzięki „rewelacyjnej” służbie zdrowia
Jestem …..
Jestem waszą pieprzoną wolnością, co ją se „wywalczyliście” lat temu 20


Komentarze
Pokaż komentarze (1)