piana piana
106
BLOG

Sztuczna inteligencja?

piana piana Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 Kontrola nad samym sobą to najlepszy rodzaj kontroli. Nikt nie doprowadzony do rozpaczy nie rzuca się z mostu, nie odkręca wszystkich kurków od gazu ani też nie łyka garści psychotropów. To jest całkowicie racjonalne działanie – odpowiedzialność za swoją rodzinę, za siebie plus oczywiście względy moralne powstrzymują nas mocniej niż tajne procedury zakodowane w umyśle Robocopa (kto nie widział, niech obejrzy przy okazji). Mechanizm jest zatem potężny i niezbędny do życia.

 

Co się jednak dzieje, gdy kto inny próbuje przedostać się przez nasze mechanizmy wewnętrznej samokontroli, aby nas wykorzystać (w celu zdobycia korzyści materialnych lub realizacji własnej ideologii)? Wówczas sprawa staje się co najmniej ciekawa i na tym się skupię. Zanim przejdę do sedna, pozwolę sobie na krótki wstęp.

 

Programowanie siebie (bo tak to należy nazwać), nauka i zapamiętywanie pewnych czynności z natury nie jest złe. Mycie zębów, prowadzenie samochodu czy mówienie w języku  norweskim - tych jak i wielu innych czynności uczymy się, a później wykonujemy niemal bezwiednie. Po prostu mamy je zakodowane. Są to rzeczy niezbędne do normalnego funkcjonowania. Kto takich podstawowych reguł nie potrafi opanować, ten jest tłumok i nie można się z nim zadawać, ani niczego mu powierzać. Reakcja naturalna –większe zaufania mamy do ludzi kulturowo bliższych i na pewnym poziomie. Ponoć Aborygeni w Australii nauczali małych chłopców na pamięć mapy okolicy, a egzamin (ichniejsza matura) miał polegać na powrocie do wioski przez pustynię. Nie wszyscy wracali.  

 

Na nieco wyższym poziomie mamy takie rzeczy jak odpowiednie zachowanie się przy stole, nauka formułowania myśli, czy też zwykła kultura osobista. Dlatego można śmiało przyjąć, iż w pewnym sensie jesteśmy programowani, a przez to przygotowani do życia wśród ludzi. Przyjęcie powszechnie stosowanych norm jest warunkiem niezbędnym do egzystencji. W ten sposób niejako wtapiamy się w naszą cywilizację, w naszą kulturę, Słowem przesiąkamy nią niczym gąbka wodą. Łatwiej współdziałać, tworzyć i dogadywać się gdy wyznajemy podobne wartości. Dodatkowo ułatwia to nam codzienne funkcjonowanie, gdyż nawiązywanie kontaktów jest prostsze w ramach danej kultury. Prościej jesteśmy określić zamiary innych i nie zmylą nas różne znaczenia poszczególnych słów czy gestów.

 

Dygresja. Ktoś nawet trafnie zauważył, iż kanibalizm został wyrugowany jako sposób zdobycia pożywienia czy element obrzędowo-kulturowy z czystej pragmatyki. Po prostu był nieopłacalny. Zakłócał handel, a nawet zwykłe kontakty międzyludzkie. Przez to traciły obie strony. Łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo podupadłoby miasto, gdyby w świat poszła informacja, iż tam mieszkają amatorzy ludzkiego mięsa. Koniec dygresji.

 

Podsumowując (a zarazem kończąc przydługi wstęp) - programowanie samego siebie, programowanie przez innych (rodzice, nauczyciele) nie jest złe. Oczywiście pod warunkiem, że jest to niejako świadome i otwarte. Co gdy takie nie jest? Tu zaczyna się główna część mojego wpisu.

 

Zacznę może od rysu historycznego. Wiecznie żywy Lenin do spółki ze Słońcem Narodów (idolem pewnej polskojęzycznej Noblistki) chcieli posiąść pełnię władzy nad ludźmi zgodnie z ideologią Marksa. Zaprzęgli więc ideologię Marksa nieco jednak podkręconą pod wymogi etapu (pomysł na sojusz robotniczo-chłopski, wymuszony przez słabe uprzemysłowienie Rosji, z pewnością wielokrotnie przekręcił Ojca Proletariatu w grobie). Byt warunkuje świadomość, więc zmieniamy świat, właściwy odbiór rzeczywistości powinien następować. Jak wiadomo nic z tego nie wyszło i w końcu sam Stalin musiał nieco spuścić z tonu, gdy wojnę z narodowo-socjalistycznymi Niemcami nazwał „Wielką Wojną Ojczyźnianą” (podkreślamy słowo „ojczyźnianą”).     

 

Zatem musimy zmieniać świadomość ludzi. Na wszystkich możliwych polach. I to się dzieje. Wszędzie wokoło. Cały czas. Witamy się ze współczesnością.

 

Zastanówmy się przez chwilę. Na ile rzeczy, które wykonujemy, wykonujemy świadomie, a na ile są to nasze wyuczone odruchy? Na ile świadomie kierujemy własnym życiem, własnymi myślami? Czy analizujemy docierające do nas sygnały, czy tylko wyczekujemy na papkę dla mózgu zapodaną za pośrednictwem massmediów?

 

Pójdźmy do sklepu. Jakie myśli kłębią się po głowie gdy przechodzisz pomiędzy półkami? Może takie, że jeśli chcesz być sobą, to musisz pić pewien czarny i słodki napój? Jak płyn do higieny intymnej, to od razu przychodzi do głowy ten, co go poleca Żanet Kaleta. Kosmetyki obowiązkowo z firmy, która ma w nazwie Njujork. Pamiętajmy także , że sprajt albo pragnienie nie maja szans, a jak jest Kranczips to od razu jest też zabawa. Czy robiąc zakupy i stojąc przy półce z produktem spożywczym nie zaczynasz przypadkiem podśpiewywać bon mot z reklamy? Co? Ty też?

 

Zatem sami możemy się przekonać, że mamy napaćkane (żeby nie powiedzieć gorzej) w naszych mózgach reklamami produktów spożywczych. Producenci faszerują nas reklamą niczym gęsi. Czy możemy jednak stwierdzić, że nie mamy również do czynienia z próbami zaprogramowania naszego życia i ułożenia go według takiej a nie innej ideologii? W sferze sposobu myślenia, poglądów politycznych, etycznych, seksualnych. Jak media, filmy, seriale, gazety kształtują nasze myślenie? Czy tylko „informują” o świecie, o nowinkach, o odkryciach i skandalach? Czy też może poprzez odpowiedni dobór słów, zdjęć, kontekstu programują nas za nasze własne pieniądze? To jest właśnie najgorsze. Skoro na paczkach papierosów muszą znaleźć się ostrzeżenia o szkodliwości palenia, to dlatego przy większości gazet, filmów czy programów telewizyjnych powinny znaleźć się stosowne ostrzeżenia.

 

Tego typu programowanie jest podświadome, ale jednocześnie bardzo skuteczne. Łącząc przekaz ideowy z profesjonalnie zrobioną informacją i rozrywką (niekoniecznie wysokich lotów) uzyskujemy atak, który przypomina skrzyżowanie uroku młodego kotka z salwą słynnych katiusz. Parafrazując reklamę, można powiedzieć inaczej - że to preparat na zatwardzenia, co to „przeczyszcza z siłą wodospadu nie przerywając snu”.

 

Jakiś czas temu czytałem o kabareciarzu, co to opowiedział publiczności dowcip polityczny. W pierwszej wersji był to dowcip o Tusku i publiczność nie wiedziała jak zareagować. Podczas następnego występu w „roli głównej” wystąpił Kaczyński, a publika ryczała ze śmiechu. Przypominam – ten sam dowcip. Czy to przypadkiem nie zadziałał wewnętrzny bezpiecznik?    

 

O to właśnie chodzi – aby mózg reagował na pewne treści tak, jak na propozycje odkręcenia gazu i otrucia wszystkich gości na przyjęciu komunijnym. W ten sposób tworzą się tzw. lemingi, czyli goście ślepo wierzący w mądrość etapu, choćby odwróciła się od poprzedniej o 180 stopni, niczym sojusze w „1984”. Jeśli mózg dobrze zaprogramować, to będzie reagował niczym automat – odrzucając wszelakie treści, które nie zgadzają się z zaprogramowanym wcześniej schematem. Rewelacja!

 

Wydaje się nam, że to my sterujemy telewizorem włączając pilota. Nic bardziej mylnego. Sprzężenie zwrotne działa z olbrzymia siłą i uderza wprost do mózgu. Otwieramy wrota (jak już kiedyś pisałem – nie mamy anty-medialnego genu) i cała masa treści – śmieciowych i wartościowych (z olbrzymią przewagą tych pierwszych) przewala się przez naszą świadomość niczym rozpędzony tir z naczepą przez wiejską drogę.

 

Używając terminologii informatycznej - program emitowany jest przez fale radiowo-telewizyjne niczym swego czasu nadawane przez radio programy komputerowe, co to się je nagrywało na kasety. Tym razem jednak aplikacja ściąga się i instaluje sama po naciśnięciu dowolnego przycisku na pilocie telewizyjnym.

 

Czy zatem nie stajemy się istotami człowiekopodobnymi? Komputery, roboty, automaty – staramy się je wyposażyć w sztuczną inteligencję. Co tymczasem z ludźmi? Czy spotkamy się zatem w połowie drogi? To znaczy komputery uzyskają szczątkową inteligencję, a my się jej całkiem wyzbędziemy? Czy ktoś zaryzykuje stwierdzenie, że tak już jest? Taki proces nazywa się konwergencją. Czy spotkamy się w nowym, wspaniałym , konwergentnym świecie? 

piana
O mnie piana

Gryziklawiaturek. Syn Mariana. Wiekowo w kategorii "stary grzyb". W młodości przebył chorą (dziś mówimy toksyczną) fascynację Misiem Uszatkiem, skutkiem czego do dziś zostało odstające ucho. Zwolennik teorii mówiącej, iż państwo polskie już nie istnieje. Mieszka na planecie Ziemia i jest do niej bardzo przywiązany siłą grawitacji. Wcześniejsze doświadczenia artystyczne ma już za sobą. Polityczne też. Uwielbia podróże do krainy absurdu. Nazwa bloga zaczerpnięta oczywiście z najlepszego utworu zespołu Papa Dance. Chwile ulotne łapie na twitterze jako @piana_pl. Przedruki dozwolone (a nawet mile widziane) wraz z podaniem autora i źródła (linku).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości