piana piana
63
BLOG

Używasz – przegrywasz

piana piana Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Nie, nie chodzi o narkotyki czy inne specjały. Chodzi o język. Język, którym się posługujemy na co dzień. Rozwijając nieco tytuł - jeśli zaczniesz używać języka narzuconego przez wroga, to już jesteś na straconej pozycji. Przegrywasz, bo zaczynasz myśleć jak oni. I właśnie o to właśnie chodzi. O Twój umysł i zdalną nad nim kontrolę.

 

W trakcie dyskusji (czy tez po) nie musisz zmieniać własnego zdania. Wystarczy, że już nie jesteś w stanie sformułować myśli, bo słowa narzucone w dyskursie przez drugą stronę po prostu to uniemożliwiają. Ktoś powie, że to zabawa w semantykę i że dzielę włos na czworo. Nic podobnego!

 

Przeanalizujmy to, niczym na lekcji polskiego w „podstawówce”. Mamy więc „zabicie dziecka (nienarodzonego)”. Zabicie – bardzo negatywne, dziecko – pozytywne. Olbrzymi kontrast wywołujący zapalenie się kontrolki w mózgu. W końcu jak można zabić dziecko, istotę ufną i bezbronną? To się nie mieści w głowie. Druga strona – „przeprowadzić zabieg” lub „dokonać aborcji”. Bardzo neutralnie, medycznie, coś jak „usunąć kamień nazębny” czy „zoperować kolano”.

 

Zapytam się teraz przyszłych tatusiów (tatusiowie doświadczeni mogą sobie przypomnieć). Czy czujecie się (czuliście się wówczas) jako „ojciec płodu” lub „ojciec zarodka”? A może  jako ojcowie dziecka, syna/córki (gdy już było wiadomo), bobasa, juniora, etc? Delikwent pytający się „Czy pan jest ojcem płodu?” mógłby liczyć na ostrą reprymendę albo i cios w szczękę. Taka jest właśnie normalna reakcja.  

 

Słowa, których używamy mają (wbrew pozorom) bardzo duże znaczenie. Sami się niejako przez to „nastawiamy” i takim właśnie widzimy świat. Kto czytał „1984”, ten zapewne pamięta urząd ds. likwidacji słów.  

 

Teraz tez nie jest lepiej, choć za to dużo dyskretniej i elegancko podane. Nie mówimy zatem „pederasta” (neutralne) mówimy „gej” (pozytywne). Nie mówimy „Cygan” (zabarwienie nienajlepsze – patrz „cyganić”), mówimy „Rom”. Nie mówimy „normalny facet” (neutralne), mówimy „homofob” (negatywne – bo fobia, ale co to w ogóle jest?).

 

Niby nie mówię nic nowego, ale warto sobie to przypomnieć, zważywszy na wylewający, niczym przepełnione szambo, atak medialny. Skoro nie ma chleba, to są igrzyska. Czymś trzeba przykryć kompromitującą nieudolność Donka i jego chłopaków z boiska.  

 

Niedawno mieliśmy więc szoł pod nazwą „propaganda w temacie mordowania dzieci nienarodzonych przez kobiety na obczyźnie”, który (ów szoł) został dla zmyłki nazwany „wysłuchanie obywatelskie w sprawie turystyki aborcyjnej”. Widzimy już różnice w nazwie.

 

Jak łatwo się domyśleć, wszystko było stronnicze i na jedno kopyto. Wszyscy dyskutanci mieli ten sam punkt widzenia i ich dyskusja przypominała rozmowę młodzieńców przed półką z wódkami pod hasłem co dziś pijemy. Ponieważ towarzystwo było ą-ę i spijało sobie z dzióbków, to nie padło hasło „wyskrobać bachora”, a powiem szczerze, że mi tego brakowało do kompletu. Nie było w sumie nic, czego by się nie można spodziewać. Zaskoczyło mnie jedno. Pewna kobieta obronę dzieci nienarodzonych nazwała „fiksacją na punkcie zarodka”. Przepraszam, ale czy z takim (za przeproszeniem) babsztylem można w ogóle rozmawiać?

 

Określenie płód, zygota czy zarodek ma na celu odczłowieczenie. Zdejmujemy ciężar człowieczeństwa, zmieniamy w przedmiot i już można się go pozbyć niczym zakurzonych pamiątek z Zakopanego. Podobnie postępowali komuniści i narodowi socjaliści. Nazwać kogoś podczłowiekiem, kułakiem, burżujem  czy kontrrewolucjonistą. Kogoś takiego już się można pozbyć i to definitywnie. Taki jest ostateczny cel. Likwidacja w sensie wykluczenie z człowieczeństwa, a potem fizyczna eksterminacja. Lata lecą, a metody i cele się nie zmieniają.

 

Już na sam koniec ciekawostka. Warto sobie przypomnieć, kto pierwszy zalegalizował na ziemiach polskich zabijanie dzieci nienarodzonych. Był to oczywiście znany wielbiciel Marksa, niejaki Adolf Hitler. Była to część (przepraszam za słowo) udupiania Polaków. „Postępowcy” spadkobiercami Hitlera? Najwidoczniej tak.  

piana
O mnie piana

Gryziklawiaturek. Syn Mariana. Wiekowo w kategorii "stary grzyb". W młodości przebył chorą (dziś mówimy toksyczną) fascynację Misiem Uszatkiem, skutkiem czego do dziś zostało odstające ucho. Zwolennik teorii mówiącej, iż państwo polskie już nie istnieje. Mieszka na planecie Ziemia i jest do niej bardzo przywiązany siłą grawitacji. Wcześniejsze doświadczenia artystyczne ma już za sobą. Polityczne też. Uwielbia podróże do krainy absurdu. Nazwa bloga zaczerpnięta oczywiście z najlepszego utworu zespołu Papa Dance. Chwile ulotne łapie na twitterze jako @piana_pl. Przedruki dozwolone (a nawet mile widziane) wraz z podaniem autora i źródła (linku).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości