Medialnym wydarzeniem minionych dni był ślub w brytyjskiej rodzinie królewskiej. Sama ceremonia to tylko medialny szoł, igrzyska dla ludu. Kto miał do stracenia kilka godzin z życiorysu, ten mógł pogapić się w telewizor (pozostali w tym czasie musieli niestety/stety pracować). Wszystkie gazety i portale plotkarskie nie muszą się martwić o brak materiałów, dla nich to jak manna z nieba.
Pozwoliłem sobie popatrzeć na to z nieco innej perspektywy. Skoro (ponoć) demokracja jest najlepszym z systemów, a wszyscy jesteśmy już braćmi (bo związek nasz bratni ogarnął ludzki ród) to ślub obywatela Księcia z obywatelką Kopciuszkiem ma takie same znaczenie dla losów świata jak zaślubiny Bździągówny i Dziubdziukowskiego w Pcimiu Dolnym. Czym się zatem podniecać i po co gapić w telewizor niczym sroka w kość? Hmm…. transmisji z Pcimia Dolnego jakoś nikomu się nie chciało przeprowadzić.
Czy moje rozważania aby na pewno idą w dobrym kierunku? Może jednak demokracja jest nam potrzebna jak dziura w moście i ludzie tęsknią za monarchią? Monarchią, która byłaby przeciwieństwem do różnej maści fircyków ogłaszających swoje wielkie plany zrobienia dobrze każdemu dobrze i to w dodatku “tu i teraz”, oczywiście na kredyt. Z pewnością każdy kraj ma takiego Donalda na jakiego zasłużył....
Drugie spostrzeżenie. Pragmatyczni do bólu (poza piątkowymi wieczorami) Brytyjczycy potrafili sprzedać się, pokazać się światu. To jest w pewnym sensie broń, broń z kategorii “soft power”. My do tej swoistej bitwy możemy wystawić jedynie opowieści o bigosowaniu B. Komorowskiego, nauki savoir-vivre’u A. Kwaśniewskiego i L. Wałęsę, którego mądrości zostały niedawno “olane” przez Tunezyjczyków. Jednym słowem - od sukcesu do sukcesu.
475
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)