Z marzeniami lepiej uważać, bo mogą się ziścić. Ileż to razy słyszałem życzenia „komuno wróć”? Los, jak widać, jest całkiem niezłym kawalarzem i lubi sprawiać psikusy, bo życzenie owo zostało spełnione. No, może nie do końca cała komuna wróciła. Zabrakło tych najsmaczniejszych kęsów, czyli Funduszu Wczasów Pracowniczych, pełnego zatrudnienia czy też możliwości wynoszenia z zakładu pracy wszystkiego co wartościowe.
Mamy za to dobrze znane klimaty rodem z PeeReLu: bylejakość, drogie i niekończące się budowy, pogardę okazywaną przez rządzących i prymitywna propagandę w mediach. Czy słynny „I etap reformy gospodarczej” z lat osiemdziesiątych nie brzmi jak „Polska w budowie”? Dalej wspomagamy bratnie kraje socjalistyczne (gwarancje dla Grecji), a prawo radziec… to znaczy unijne jest ważniejsze od miejscowego. Postępem może być jedynie zmiana przyczyn tajemniczych zgonów z „nieznanych sprawców” na „samobójstwa”, ale to jedynie różnica w formie.
Mamy także Partię przez duże P. Nieboszczka Szymborska nie zdążyła (niestety) nic napisać o niej równie patetycznego jak o „robotniczej” poprzedniczce. Poza Partią (tym razem nie „robotniczą” tylko „obywatelską”) i partami satelickimi mamy wyłącznie ekstremistów, warchołów i wichrzycieli, co to chcą podpalić świat i takie tam. Dalej słuchamy na baczność rozkazów z zagranicy w każdej sprawie. Brak możliwości stawiania/usuwania pomników bez pytania sąsiedniego państwa to już jest drobna zależność czy tylko utrata niepodległości?
Nie ustaje oczywiście walka na każdym froncie. Co prawda już nie z imperialistami czy kontrrewolucją. Teraz na tapecie antysemici i faszyści. Proletariat też się nam zmienił na bardziej europejski, już bez gumiaków, kufajek i traktorów. Awangardą postępu są dziś różnej maści mniejszości (w tym pederaści).
Reasumując – mamy to samo, ale nie tak samo. Forma nieco się nam zmieniła, bo i czasy inne, ale treść została dokładnie taka sama. Bareja nie zmartwychwstał, ale jego duch cały czas się nad nami unosi. Zresztą teraz już nie potrzeba kręcić filmów, bo wieczorne wydania wiadomości coraz częściej zamieniają się w seanse absurdu dla kogoś, kto potrafi dodać bezbłędnie dwa i dwa.
Nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie, że taki system długo nie pociągnie. Pierwsza komuna padła, bo nie wyrabiała gospodarczo. Potrzebny był NEP, a przy okazji zrzucenie ciężkiego balastu ideologicznego (to wcale nie takie łatwe mówić to, w co się nie wierzy) i obłowienie się na majątku „państwowym”. Jak widać, zmiany pozorne mają wiele z tzw. efektu yoyo (każda kobieta wie co to takiego) i właśnie obserwujemy powrót do komuny wraz z wszystkimi negatywnymi tego efektami. Co to rokuje na przyszłość? Albo system upadnie już na serio albo rozpocznie się festiwal zamordyzmu. Innej możliwości niestety nie ma.
671
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)