Oglądając filmy science-fiction sprzed dwudziestu-trzydziestu lat można było w nich wyczuć ducha rywalizacji między człowiekiem i maszyną (jak na przykład w “Terminatorze” czy “Łowcy Androidów („Blade Runner)”) oraz próby ulepszania ludzi (“Johnny Mnemonic”) czy wręcz tworzenia hybryd (“Robocop”). Oglądając czas jakiś temu wspomniane filmy w mojej głowie tworzyła się wizja intrygującej przyszłości, ciągłej rywalizacji człowieka z maszyną, fantastycznych wynalazków i zupełnej reorganizacji życia społecznego.
Życie skierowało moje myśli na nieco bardziej przyziemny kierunek, jednakże niedawno odkryłem, że moje stare wizje runęły impetem niczym maszt w Gąbinie. Już teraz, współcześnie żyjemy w nowej epoce stosunków społecznych opartych na relacjach człowiek-maszyna, tylko nawet tego nie zauważyliśmy. Problem w tym, że zamiast wykwintnego dania dostaliśmy na talerzu zimną kaszankę a do tego rozwodnione piwo. Procesy społeczne zazwyczaj zachodzą niepostrzeżenie i ciężko je zobaczyć gapiąc się w telewizor.
Stawiam zatem moją tezę: Roboty stają się coraz bardziej ludzkie, a ludzie pracują jako automaty.
Telemarketerzy czytają swoje wypowiedzi z ekranów niczym roboty. Urzędnicy w biurach nie dostrzegają bezsensu swojej pracy polegającej na stemplowaniu dokumentów i wysłaniu delikwenta na drugie piętro w celu uzyskania kolejnych stempli. Kasjerkom w supermarketach odgłosy pik-pik skanownych towarów dyktują rytm pracy jak niegdyś odgłosy krosna nie dawały zasnąć prządkom. O swoją pracę spokojni mogą za to ludzie od rozkładania towarów na półkach, bo cena zakupu i serwisu robota, który to wykona jest wielokrotnie większy niż koszt zatrudnienia za minimalną płacę.
Co śmieszniejsze, podobnie pracują działy skarg i zażaleń. Odpowiedzi na reklamacje, uwagi bądź zgłoszenia źle załatwionych spraw brzmią dziwnie podobnie (niezaleznie od instytucji, dostałem kilka takich). Coś w stylu: przepraszamy za zaistniałe niedogodności, podejmiemy kroki w celu wyeliminowania błędów, dziękujemy za cenne wskazówki, etc.
Guzik prawda! To nie jest błąd, czy też usterka w systemie. Tak właśnie system działa. On z założenia traktuje pracowników jak roboty a konsumentów jak mówiące bydło. Bydło, które samo nie wie czego chce. I właśnie dlatego całe sztaby ludzi od marketingu, psychologii i wywierania wpływu dniami i nocami kombinują jakby tu przechytrzyć ofiarę. Jak zaprogramować telemarketerów, aby złapali jak największą ilość “ofiar”.
Z drugiej strony mamy zaawansowane systemy sztucznej inteligencji wykorzystywane do zaspokajania potrzeb konsumenta. Po prostu wystarczyło wykorzystać algorytmy wnioskowania, zastosować definicję słów-kluczy i już komputer uzbrojony w dostęp do baz danych za pomocą sieci komputerowych (Facebook jest tu dobrym przykładem, choć słabo wykorzystuje swoje dane) jest w stanie wykonać lepiej swoją pracę niż człowiek za słuchawką potrafiący tylko klepać przez cały dzień swoje formułki.
Dziś to właśnie komputer staje się odpowiednikiem ekspedientki ze wsi czy małej miejscowości, która wie, że pan Henio pije tylko “Jabłuszko Sandomierskie” a pan Kazio “Sandrę Egzotic”. Duże sieci sklepów i korporacje tymczasem myślą Majakowskim (“jednostka zerem, jednostka niczym”). Dwa lata temu opisywałem swoje perypetie związane z zakupem węgla drzewnego na rozpalenie grilla (dawniej: rożna) w okresie mrozów sięgających około -10 stopni. Kto powiedział, że grilla nie można rozpalać zimą? Nie zdziwił mnie brak tego asortymentu, bo magazyny nie są z gumy i lepiej się wówczas sprzedawały łopaty do odgarniania śniegu. Zdziwił mnie jednak wzrok ekspedientów, którzy patrzyli na mnie jak na debila.
Rewolucja przemysłowa stworzyła robotnika, zrewolucjonizowała sposób pracy, spłodziła kapitalizm, de facto wywróciła świat do góry nogami. Z robotników wyrósł później proletariat, który Marks postanowił wyzwolić w iście mesjanistycznym stylu. Potem to już samo poszło jak z górki. Czy powstanie wkrótce nowy proletariat? Składający się z ludzi zredukowanych do poziomu automatu? Bardzo w to wątpię. Żyjemy obecnie w innym zupełnie świecie. Dawniej robotnicy zazwyczaj mieszkali w bliskiej okolicy - fabrykanci niejednokrotnie budowali domy dla swoich pracowników. Spotykali się po pracy, żony ich się przyjaźniły (bądź kłóciły) a dzieci spędzały ze sobą wspólnie czas.
Obecnie mamy inne ideały. Promowany jest też hedonizm. Pracownicy nie tworzą wspólnoty. Dodatkowo polityka kierownictwa nakierowana jest na napuszczanie jednych na drugich zgodnie ze starą maksymą “dziel i rządź”. Jeszcze jedno, najważniejsze pytanie: kto i kogo miałby wyzwalać? I po co miałby to robić? Skoro obecnie ideałem jest pełny brzuch, kufel piwa i jakaś ciekawa rozrywka, to czy można na tym budować jakąkolwiek wspólnotę? Ideał świętego spokoju, do jakiego zdaje się dążyć ludzkość wyklucza konflikty, a te są niezbędne przy każdej rewolucji. A może po prostu ludzie jeszcze nie wiedzą, że funkcjonują na wzór automatu? Ludzi nieuświadomionych najłatwiej jest kontrolować, zatem po co to zmieniać?
259
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze