0 obserwujących
97 notek
135k odsłon
  467   0

Debata bez dziennikarzy

Do bezpośredniego, słownego starcia pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem w tej kampanii już najprawdopodobniej nie dojdzie. Jednym z powodów jest brak zaufania lidera PiS do mediów. Ten problem da się jednak rozwiązać.

Jak Napieralski z Ministrem…

Grzegorz Napieralski spotkał się na – jak sam to określił – rozmowie z ministrem finansów Janem Vincent-Rostowskim. Wymiana argumentów, po początkowych zawirowaniach związanych z miejscem spotkania, odbyła się w jednej z sejmowych sal. Nie było gospodarza rozmowy, politycy poradzili sobie sami, bez pomocy dziennikarzy.

Pytania , które czasami przybierały formę monologów bądź oświadczeń, rozmówcy zadawali sobie naprzemiennie. Nie było miejsca na stronniczość – każdy starał się poruszać kwestie najbardziej kłopotliwe dla oponenta, zadawać najtrudniejsze pytania. Nie było dziennikarza, który jednego polityka dopytuje o powody upadku szpitala w przysłowiowym Pcimiu Dolnym, a drugiemu pozwala przedstawić swój ogólnikowym program, pytając „co zamierza Pan zrobić”. Zdarzało się, że dyskutanci przeinaczali fakty, by postawić konkurenta w kłopotliwej sytuacji, jednak druga strona żywo reagowała na tego typu manipulacje. Wbrew obawom, spotkanie nie zmieniło się w polityczną awanturę czy pozbawioną treści pyskówkę. Adwersarze potrafili zachować przyzwoitą dyscyplinę – nikt nie chciał wyjść ze starcia z plakietką populistycznego, agresywnego krzykacza.

Nie znaczy to, że nie było wchodzenia rozmówcy w słowo, przeinaczeń, czy wzajemnego szachowania się dokumentami. Nie oznacza to też, że obie strony miały tyle samo czasu na wypowiedź. Ale właśnie dzięki temu, że forma spotkania była możliwie najbliższa zwyczajnej rozmowie, wymiana zdań – pomimo potencjalnie trudnego i nużącego tematu – była wyjątkowo interesująca dla odbiorcy.

Mówiąc wprost – „rozmowa” Grzegorza Napieralskiego z Janem Vincent-Rostowskim okazała się najlepszą debatą tej kampanii. Pokazała zalety i słabości obu polityków – tak oratorskie jak i programowe. Odbioru nie zakłócały krzyki, komentarze czy salwy śmiechu z dowiezionej przez partie publiczności. Pytania były wyłącznie trudne i niewygodne. Wypowiedzi były swobodne i czasami odnoszące się do kwestii bardzo szczegółowych. Dlaczego? Bo był na to czas – żaden dziennikarz nie bawił się w moderatora, odpowiedzi nikomu nie przerwał gong. Okazało się, że dobrą, ciekawą rozmowę o polityce da się zorganizować bez nowoczesnego studia, profesjonalnego oświetlenia i przede wszystkim – bez prowadzącego spotkanie i przepytującego rozmówców dziennikarza.

…tak Tusk z Kaczyńskim?

Rostowski i Napieralski zaprezentowali formułę, w której rozmawiać ze sobą potencjalnie mogliby nawet najbardziej skonfliktowani politycy, także w systemie medialnym wyraźnie niesprzyjającym jednej ze stron. Pokazali jak powinna wyglądać polityczna, przedwyborcza debata, odkryli na nowo – pod względem realizacji technicznej – rozmowę o Polsce.

Pytanie, jak taki model sprawdziłby się w przypadku większej ilości dyskutantów i czy wtedy debata nie zmieniłaby się w walkę o zabranie głosu? Pewnie byłoby trudniej, zwłaszcza że polska kultura polityczna znajduje się dopiero w początkowej fazie rozwoju. Aczkolwiek trudno wyobrazić sobie lepszą formułę dla przedwyborczego, słownego starcia Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Wielka szkoda, że w takich warunkach najpewniej do niego nie dojdzie…

 

* * Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zostań ze mną na Facebooku. To dla mnie duże wsparcie i najlepsze podziękowanie. * *

 

.  

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale