Wolność słowa jest skarbem, który należy chronić bardziej, niż większość innych niematerialnych skarbów.
Przerażające jest to, co się ostatnio dzieje w tej materii. Przerażające jest nie tylko to, że rządzący ostentacyjnie lekceważą wolność słowa. Straszniejsze jeszcze jest to, że coraz więcej ludzi, w imię róznych idiotycznych, chwilowych sympatii nakręcanych przez media stają murem za tymi, którzy starają się odebrać nam wolność słowa.
Nie jest to oczywiście nic nowego, trwające już od co najmniej dekady ataki na Radio Maryja i stosunek ludzi z ulicy do tego radia są doskonałym przykładem zjawiska, o którym piszę. Jednak to, co się dzieje obecnie wzbudza moje przerażenie z wielu przyczyn. Jedną z nich, podstawową, jest to, że do walki z wolnością słowa przyłaczyli się i kierują nią ludzie, którzy właśnie jej brak uważali swego czasu na jedną z najgorszych cech komuny.
Historia pana Krzysztofa Czumy to tylko epizod, ale znaczący. Andrzej Czuma był kiedyś moim idolem (poznałem go w 1979 roku) ale chyba już przestał nim być. Brak jego NATYCHMIASTOWEJ i JEDNOZNACZNEJ reakcji na wybryki syna są dla mnie znakiem, że dziś już na nikim nie można polegać. Znam ludzi, którzy głosowali na PO TYLKO ze względu na Czumę. Szkoda mi ich
Szkoda mi ogólnie ludzi, którzy wierzą, że głosując zmienią cokolwiek. To, co się dzieje obecnie jest kolejnym dowodem na to, że nie ma już żadnych przedstawicieli ludu, że politycy, którzy rządzą działają w imieniu i na rzecz bardziej lub mniej zidentyfikowanych sił, mając w głębokim poważaniu jakieś ideały czy "wolę ludu".
Jesteśmy coraz bliżej świata 1984. Pamiętajmy, że ludziom w nim żyjącym też wydawało się, że to normalny świat.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)