Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz
275
BLOG

Jak uniknąć eskalacji? Ateista o eutanazji.

Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz Polityka Obserwuj notkę 10
Często dyskusje o eutanazji czy aborcji w sposób bezpośredni bądź pośredni łączą się z kwestiami religijności bądź jej braku u dyskutantów. Zazwyczaj jest tak, że przeciwnikami tych procederów są wierzący, a niewierzący zwolennikami. Oczywiście to tylko taki ogólny obraz nie oddający całości rzeczywistości.

Jestem ateistą. A jednak jestem całkowicie i absolutnie przeciwny jakimkolwiek zmianom w prawie dotyczącym eutanazji. Uważam, że eutanazja nie powinna być dopuszczalna.

Nie będę się tu odwoływał do żadnych argumentów w stylu „postęp medycyny”, „zawsze trzeba mieć nadzieję” i im podobnych, tak jak i z przyczyn oczywistych nie będę się odwoływał do argumentów religijnych. Postęp medyczny jest faktem, ale często jest jednak zbyt powolny, a nadzieja, jak wiadomo, jest matką głupich i często zżera swoje dzieci.

Nie należy zapominać jednak o tym, że kwestie eutanazji to sprawy o wiele szersze niż, przepraszam za być może szokujące słowo, ANEGDOTYCZNE historie tego czy innego obłożnie chorego, który już ma dość swojego cierpienia. Anegdotyczne, tak jak argumenty oparte na historiach dzieci pochodzących z gwałtu w przypadku dyskusji o aborcji.

Uważam, że cierpienie to paskudna rzecz, i że nieprawdą jest, że, jak to niektórzy głoszą, uszlachetnia. Cierpienie BOLI i koniec, ale problem jest poważniejszy.

Nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyśmy teraz nagle zmieniać istniejące właściwie OD ZAWSZE zasady. Nic się nie zmieniło w stosunku do sytuacji sprzed 10, 50 czy 500 lat. Ludzie dzisiaj cierpią tak, jak cierpieli i wówczas i nie ma przyczyn, dla których nagle dziś mielibyśmy zacząć inaczej patrzeć na to cierpienie. Dziś co najwyżej cenimy inny sposób życia niż kiedyś, jednak fundamentalnie tak naprawdę nic się nie zmieniło.

Nasza cywilizacja opiera się na pewnym zbiorze zasad, które są częściowo wynikiem panowania chrześcijaństwa, częściowo są spadkiem po Rzymie, a częściowo są wynikiem praw naturalnych, czyli takich, które wydają się oczywiste dla każdego. Jednym z PODSTAWOWYCH elementów tych zasad jest ochrona życia. A ochrona życia dlatego, że powszechnie uznaje się, iż lepiej jest żyć niż nie żyć i że życie jest dobre, a śmierć jest zła.

Odniesieniem do tego rozumienia jest na przykład emblematyczne hasło lekarzy „Primum Non Nocere” – „Po pierwsze nie szkodzić”, którego naturalnym następstwem jest ochrona życia.

Czy pozostawienie człowieka w cierpieniu to nie jest szkodzenie? Czy śmierć nie jest wybawieniem – zapytają niektórzy?

Problem jest natury ogólnej. Nie wolno moim zdaniem dopuścić do sytuacji, w której przyszłego lekarza uczy się, że ma „ratować życie, chyba że…”, albo że „życie jest święte, jeśli się nie cierpi…” albo jeszcze podobnie. Myślę, ze stwierdzenie, że lekarzowi NIE WOLNO zabijać jest najlepszym podejściem do sprawy i najlepiej, bo najprościej reguluje to wszelkie ewentualne wątpliwości, które mogą się pojawić.

Ale… W tym momencie najczęściej pojawia się to słowo i następuje przytaczanie historii, o których się słyszało, które wskazują na to, że to nie jest takie proste. Tak, to nie jest proste, ale to wcale nie oznacza, że ANEGDOTYCZNE historie mają wpływać na kształtowanie prawa w kierunku łamania istniejących od wieków zasad. Praw nie powinno się tworzyć dla marginalnych, anegdotycznych właśnie przypadków, prawa powinno się tworzyć dla wszystkich.

W 1975 roku została uprawomocniona we Francji aborcja na życzenie. Wbrew zdecydowanym protestom środowisk naturalnie takim praktykom wrogich. Aborcję mogła przeprowadzić kobieta do 7 tygodnia ciąży, po uzyskaniu opinii specjalnych komisji. Simone Veil, ówczesny minister zdrowia, matka ustawy aborcyjnej, broniła jej zajadle tłumacząc wszystkim, że aborcja pozostanie zjawiskiem marginalnym, że inaczej być nie może, bo z jednej strony mamy prawo, które ogranicza wszelkie ewentualne objawy „przesady” w tej dziedzinie, a po drugie mamy francuskie kobiety, które są „odpowiedzialne”.

Szacuje się, że w 2001 roku było około 250 tysięcy aborcji we Francji. Dziś można jej dokonywać na życzenie, do 12 tygodnia (dziecko ma już rączki, nóżki, system nerwowy, mózg, bijące serce…), i mogą jej dokonywać również nieletnie bez wiedzy rodziców. Lekarz nie ma prawa odmówić wykonania aborcji.

To się nazywa ESKALACJA. To jest przerażające zjawisko, które w innej, też zabójczej formie można czasami spotkać w górach, gdy leci lawina. Zmiata wszystko na swojej drodze i nie ma możliwości jej zatrzymania.

Istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że w przypadku eutanazji byłoby podobnie. Chodzą słuchy, że już tak jest w Holandii, choć nigdy nie miałem wiarygodnych danych na ten temat. Eskalacja jest jednak faktem i nie ma powodu sądzić, że tym razem będzie inaczej. Prof. Sadurski pisze, że :

Tak tylko widzę możliwość uzasadnienia tego, co skrótowo nazywa się czasem eutanazją: jako pomoc w samobójstwie osoby cierpiącej, dla której w obecnym stanie wiedzy medycznej nie ma szans wyleczenia i znaczącego ulżenia cierpieniom, i która autentycznie, szczerze pragnie śmieci – tylko nie jest w stanie tego spowodować, z godnością i przy minimalnym cierpieniu.

Bardzo to pięknie brzmi… ma brzmieć! Ale JAK uniknąć eskalacji? Jak do niej nie dopuścić, skoro w innych, równie krytycznych sprawach eskalacja doprowadziła do jakichś koszmarów prawnych, jak sprawy aborcji we Francji?

A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Powroty - co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka