Ponieważ ten tytuł troszkę zbytnio nawiązuje do dzieła Lenina (Что делать?), może powinienem był nadać tytuł – Czego nie robić? W żadnym przypadku nie chce być utożsamiany z Leninem, zgoliłem nawet w tym celu brodę, bo niektórym przypominałem w niej tego wodza rewolucji.
Czy jest jeszcze ktokolwiek, kto nie zawiódł się na polskiej polityce? Doszliśmy do sytuacji, w której już wszyscy mieli swoje pięć minut, swoją szansę pokazania co potrafią i efekty jakie są, każdy widzi.
Poziom hipokryzji w dyskursie publicznym polityków zaszedł tak daleko, że jestem całkowicie przekonany, że już tylko specjaliści od PR nie utracili cynizmu i nadal wiedzą, że to, czego uczą polityków, to odpowiedniego kłamania. Sami politycy zaś sprawiają wrażenie jakby już uwierzyli w to, co mówią, a przynajmniej w to, jak należy mówić, czyli jaki jest ogólny kierunek. Nikogo już żaden polityk zadziwić nie potrafi, nikt nie jest w stanie przedstawić jakiegokolwiek programu, jakiejkolwiek idei, która byłaby nakierowana jednoznacznie na dobro Polski i Polaków bez jakichkolwiek odniesień do spraw wyborów i kadencyjności. To, co stanowiło i stanowić chyba powinno podstawę polityki, to znaczy jakiś ponadpartyjny projekt dla Polski nie istnieje, a gdy pojawia się coś, co można by pod taką definicję podciągnąć, to następuje totalna konsternacja i brak jakichkolwiek działań – tak właśnie było w przypadku przyznania nam organizacji Euro 2012. A przecież poza faktem, że organizacja taka przekracza granice jednej kadencji, to tak naprawdę trudno nazwać to wielkim projektem dla Polski. Wielkie projekty nikogo już najwyraźniej nie interesują, bo nie są w stanie zazwyczaj przynieść wymiernych, szybkich korzyści. I koniec końców mamy więc rozliczanie poprzednich ekip, szybkie prywatyzacje tego, co jeszcze pozostało, przechwytywanie stołków, tworzenie coraz to nowych stanowisk urzędniczych i coraz większe zadłużanie państwa.
Nikt dziś nie ma wątpliwości, że politycy są nieudacznikami. Nie mówi się o politykach fachowcach, jeden po drugim znikają z polityki ludzie, którzy coś potrafią. Politykiem się zostaje raz, po czym już nic innego nie robi się, bo się nie potrafi. A po to, by się utrzymać na powierzchni, trzeba lawirować. A jak się nie chce lawirować, tylko chce się zdecydowanie i do końca bronić swych przekonań i idei, to się ląduje na śmietniku.
Cóż więc robić? Czyli Что делать? Ja mam jedną na to odpowiedź. Drastyczną i ostateczną, gdyż uważam, że tylko taka może być skuteczna – wypisać się z tego systemu. Nie brać w nim więcej udziału, wcale. Nie głosować. Nie głosować, bo po pierwsze nie ma to żadnego sensu – tego uczy nas doświadczenia, a po drugie tylko masowe odejście od głosowania może spowodować wystarczający ferment, by zreformować system wyłaniania władzy.
Głosowanie nie ma sensu, gdyż politycy ZAWSZE nas okłamują. I pisząc ZAWSZE mam na myśli ZAWSZE, a nie CZASAMI. Politycy najpierw obiecują, po czym nigdy nie realizują tego, co obiecali, gdyż celem polityki nie jest dziś realizacja jakichkolwiek obietnic, programów czy zapowiedzi, tylko wyłącznie przejęcie władzy, Po czym zagospodarowanie tego, co się przejęło. No i łupienie obywateli.
Głosując dajemy politykom legitymację. Mówimy im, że zgadzamy się, by przejęli władzę i nas łupili. Głosując dajemy również swoją zgodę na to, by władzę przejęli przeciwnicy tych, na których głosowaliśmy, czyli faktycznie odbieramy sobie moralne prawo krytykowania działań polityków, bo wrzucając do urny nasz głos zgodziliśmy się na ewentualną przegraną.
Uważam, że należy politykom tę legitymację odebrać. Jedyną drogą osiągnięcia tego może być masowa absencja wyborcza. Mam nadzieję, że prędzej czy później osiągniemy to, a wówczas koniecznym będzie przedefiniowanie całości systemu nadawania legitymacji rządzącym.
Ach, jakby wówczas mogło być pięknie…
A co do kanarów, to wciąż twierdzę, że nie istnieją!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)