75 obserwujących
457 notek
740k odsłon
190 odsłon

Rowerem z piko po górach Świętokrzyskich

Wykop Skomentuj17

Będzie reportaż z wycieczki rowerowej w Góry Świętokrzyskie. Mamy „ciekawe czasy” i należałoby skomentować tak zwaną bierzączkę ale mi się już nie chce. Skretynienie poszło tak daleko, że ręce i majtki opadają. Jeżeli większość tego nie widzi i nie protestuje, to nie ma o co kopii kruszyć. Kit im w ucho.

Natomiast każdy wie co to jest rower i co można za pomocą tego wspaniałego wehikułu osiągnąć.

Sobota rano, po niecałych 2 godzinach jazdy z okolic Warszawy nasza trójka jest na parkingu w Nowej Słupi u podnóża Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Ostatni rzut oka na sprzęt. Jest OK, łańcuch naoliwiony, hamulce odpowietrzone, oponki zapowietrzone, zęby w trybach na miejscu, przerzutki Deore LX sprawne.

image

Przed nami trasa zaplanowana przez Wojtka – ma być ciekawie i w ogóle. Pogoda super, humory jak widać również.

Piko z Danusią (żoną Wojtka) przed ruszeniem w trasę.

image

Czas start. Przełożenia ustawione na miękkie i w drogę – w góry, w góry miły bracie … . Nie ma jak zdrowy wysiłek, walka z przeciwnościami.

Po jakiś 300 m od ruszenia skończyło się rumakowanie – zaczęły się schody.
Na Łysą Górę (594 n.p.m.) z miejsca naszego startu nie było ścieżki tylko to co widać.

image

image

Zdjęcie nie oddaje stromizny ale daliśmy radę. Z rowerami na ramieniu byliśmy szybsi od turystów bez rowerów. Jakiś tata do synka powiedział: „no patrz ci państwo z rowerami szybciej wchodzą niż my bez rowerów” odpowiedziałem, że z rowerem jest zawsze szybciej niż na piechotę.

Po jakiś 30 minutach (2 km ostro pod górę) skończyły się schody i można było prowadzić rowery,

image

a potem nawet jechać.

image

Po drodze mijaliśmy stacje Drogi Krzyżowej. W tradycji katolickiej jest 14 stacji. Na poniższym zdjęciu 11. więc koniec już blisko … .

image

Udało się nam wjechać na sam szczyt u podnóża którego jest Bazylika mniejsza pw. Trójcy Świętej i sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.

Za wiki – zespół klasztorny założony przez benedyktynów, położony na Świętym Krzyżu (Łysej Górze), w Nowej Słupi. Przechowywane w nim są relikwie Krzyża Świętego, od których opactwo i wzgórze wzięło swoją nazwę.

image

Na drugim planie wieża telewizyjna.

Tak się wygląda po wejściu z rowerem i wjechaniu na Święty Krzyż.

image

Po chwili odpoczynku i refleksji czekał nas szaleńczy zjazd po asfalcie do wsi Huta Szklana. Pierwszy raz jechałem na rowerze z prędkością ok. 60 km/godz. Można pewnie było szybciej ale po co, zwłaszcza że bez kasku?

W Hucie Szklanej jest atrakcja turystyczna pt. „Osada Średniowieczna”. Akurat gdy ją mijaliśmy zmieniła się w „Osadę Indiańską” (Indianie, pióropusze, bębny, pal męczeństwa i te sprawy).

Dalej śmignęliśmy skrajem lasu w kierunku Kakonina mając w planie wjazd i zjazd z najwyższego szczytu Gór Świętokrzyskich czyli Łysicy (614 n.p.m.). Nieświadomi co nas czeka z uśmiechem podążaliśmy w wyznaczonym kierunku.

image

Przed wjazdem do Puszczy Jodłowej tankowanie w karczmie o ciekawej nazwie Chata Kaka. Oprócz piwa pajda chleba ze smalcem i skwarkami + ogórek kiszony.

image

image


Po posileniu zaczął się „najciekawszy” fragment wyprawy rowerowej. Do tej pory poruszaliśmy się drogą rowerowo-pieszą (pomijam schody na Święty Krzyż), która na mapie ma nazwę: Główny Szlak Świętokrzyski  im. Edmunda Massalskiego (pedagog, krajoznawca, popularyzator turystyki po Górach Świętokrzyskich).

Teraz wjeżdżaliśmy w teren przeznaczony raczej dla pieszych wędrówek. Na początku szło nieźle, było ostro pod górę ale dało się jechać. Niestety od szczytu o ładnej nazwie Agata (614m n.p.m.) już się nie dało. Po prostu był na drodze kamulec na kamulcu. Na Łysicę rowery zostały wniesione.

Tak się wygląda po wniesieniu roweru.

image

Ludzie dziwnie na nas patrzyli ale nikt na nasz widok nie stukał się w czoło. Myślę że nas podziwiali …

No i zostało zejście, które wyglądało tak

image

Wojtek z Danusią „pobiegli” z rowerami szybciej a ja ostrożnie, pomalutku spacerowałem po kamieniach, piargach, belkach, rozpadlinach i wykrotach. Po pierwsze kombinowałem żeby się nie glebnąć a po drugie myślałem co im powiem i zrobię jak ich spotkam.

Czekali w połowie zejścia w jakiejś altance. Wyglądali nieciekawie, też mieli dosyć. Uznałem, że nic im nie zrobię. Po krótkiej analizie map jednomyślnie uznaliśmy, że spadamy ze szlaku i jedziemy skrótem przez las. Akurat od tego miejsca była mocno stroma ścieżka bez kamieni, która prowadziła do szosy. Po dziesięciu minutach dosyć karkołomnego zjazdu byliśmy na asfalcie, którym dojechaliśmy do Świętej Katarzyny – kolejnego punktu naszej wyprawy.

W miejscowości Święta Katarzyna znajduje się kościół pod wezwaniem Świętej Katarzyny a tuż obok jest wejście na teren Puszczy Jodłowej na szlak prowadzący na Łysicę. Zgodnie z przepisami powinniśmy właśnie tędy zejść.

image

Od tego miejsca zaczęła się piękna rowerowa trasa. Dlaczego piękna? Z dwóch powodów – bo Puszcza Jodłowa jest piękna (lasy jodłowo-bukowe, strumyki, roślinność, itp.) a po drugie – była  PŁASKA. Jej przydługa nazwa tłumaczy płaskość –„Przyrodniczo-kulturowa ścieżka edukacyjna śladem kolejki wąskotorowej”.

Szlak Cedzyna – Wąchock (tak, ten sławny Wąchock) po części prowadzi tą trasą. Po jakiś 2,5 km odbiliśmy w prawo i skrajem Puszczy Jodłowej dotarliśmy do punktu startu czyli Nowej Słupi.

Z Wojtkiem na parkingu po wejściu/zejściu/przejechaniu ok 40 km trasy.

image

Okazało się, że rower trekkingowy sprawdził się nie gorzej niż górski a może nawet lepiej. Ja też się sprawdziłem.

Trasa liczyła nie całe 40 km, zrobiona w 5 godzin, łącznie przewyższenia ok. 1350m, spalone 2231 kcal.

image

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale