Weekend obfitował w bardzo ciekawe zjawiska. Okazało się, że wolno lustrować, ale nie każda strona sporu może to robić. Zaczęło się wprawdzie nie od lustracji, ale od olśnienia prawicowych dziennikarzy, że jednak potrzebny jest rozdział Kościoła od państwa. Co skłoniło niepokornych dziennikarzy do takiej opinii? Pewne niewinne wydarzenie:

Oczywiście dziennikarze nie widzieli niczego złego kilka dni temu gdy miało miejsce inne wydarzenie z udziałem duchownego i polityków.
Drugim (kto wie czy nie ciekawszym) wydarzeniem, była zaskakująca reakcja prawicowców na lustrację krewnych kandydata Andrzeja Dudy. Nie pochwalam tego typu działań, uważam, że wyciąganie przeszłości krewnych kandydata w trakcie kampanii wyborczej trzeba potępiać, bo to nie służy niczemu dobremu. Z drugiej strony warto też pamiętać, jak "lustruje" prawicowa strona sporu, i jaka wówczas jest reakcja dziennikarzy, którzy dzisiaj są oburzeni.
Najpopularniejszym przykładem "słusznej lustracji" jest oczywiście pewna książka, która swego czasu osiągnęła zaskakujący sukces sprzedażowy.
Wówczas prawicowi dziennikarze nie widzieli w grzebaniu w czyimś życiorysie niczego złego, a niektórzy uważali, że to jest konieczne.
Najnowszym przykładem właściwej lustracji jest artykuł popularnej dziennikarki niepokornej:

Jak widać, wolno lustrować wtedy, kiedy się działa w słusznej sprawie.


Komentarze
Pokaż komentarze