Czym jest krzyż?
Cierpieniem. Symbolem śmierci. Czymś czego nie akceptujesz w swoim życiu. Udręką. Czymś co Cię niszczy.
Właśnie oglądałem TVN, gdzie kreuje się o tej porze (?) rzeczywistość uśmiechniętą, zadowoloną. Wieczorkiem nadają tam odwrotnie jakieś W11 i inne takie - gdzie widoczne są emocje (negatywne), osądzanie i potępianie przestępców mącących tę rzeczywistość, do której zapewne mamy prawo. "Mamy prawo i obowiązek być szczęśliwi" - powiedziała kiedyś Ninka i pamiętam do dziś.
Obwieszczę Wam oto, no może tylko ujawnię, za to Tajemnicę Wielką (*TW), skrywaną i niedostępną dla wielu z nas. O tym nie uczą w szkole, nie mówią w TVN, ani w RM, nie piszą w GW ani w GP - no może nie zauważyłem. A to prwada generalna!
Oto ona - nie czerwona, nie zielona - na czerwono wyróżniona:
Generalnie to nie ma człowieka, który by nie miał swojego krzyża. Nawet Janusz P. (uważany przez wpływowe niewiasty za idola, bo do czegoś doszedł i jeszcze nie rządził) - jestem tego na 100% pewien, że też ma swój krzyż, nie wiem tylko jaki. I nie zdejmie go, choćby chciał i choćby go zidentyfikował jednoznacznie - nie myślę bynajmniej o symbolu. Ja też mam. Chciałbym, tak samo jak Platforma Obywatelska RP odnosić same sukcesy, żeby wszystko było super, ekstra, cymes, bardzo dobre, fajne i cudne, a tymczasem rzeczywistość bywa taka jaka bywa. Oczywiście to nieprawda. Tak to tylko na platformie obłudy. PO RP nie ma samych sukcesów tylko kreuje rzeczywistość, głównie poprzez przekaz medialny i zapewnianie o tym, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Amerykanie zapytani jak leci ponoć odpowiadają - ok, dzięki. Polacy ponoć narzekają - stara bida. "Przeginanie" w jedną lub w drugą stronę uważam za niewłaściwe. Należy mówić prawdę. Nie powinno się zbytnio panikować i mówić, że wszystko jest źle, bo czasami to może się zacząć realizować - "samospełniająca się przepowiednia". Nie należy też z drugiej strony zakrywać kłamstwem rzeczy niewygodnych. Najlepiej mówić prawdę.
O co chodzi z tym zdjęciem krzyża w Sejmie? Nie wiem. Wiem jednak, że krzyż nie jest rzeczywistością, której musimy się aż tak lękać. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, to tak. Zdecydowanie lepiej żyć, niż umrzeć. Jeśli jednak zmartwychwstał, to pokazał, że w krzyżu jest zbawienie. Też od tych lęków i panicznego strachu, którym determinowani decydujemy się na niszczenie rzeczywistości, która jak się nam wydaje nas niszczy bezpowrotnie.
Tymczasem doświadczenie własnego życia pokazuje nam, że z niejednego cierpienia wyprowadził nas … ten, który jest Panem historii - co by było uniwersalnie i poprawnie politycznie.
Nie jestem samobójcą i nie lubię jak mnie coś niszczy lub mi zagraża. Wręcz przeciwnie - unikam, uciekam, jeśli możliwe lub inne sztuczki stosuję, by cierpienia unikać.
Jeśli jednak odrzucimy krzyż to co zostanie? Cukierkowata rzeczywistość? Otóż, jeśli odrzucimy krzyż, to się pozabijamy. Jeśli ktoś rzuci na Ciebie kamieniem lub słowem, a Ty mu nie odpuścisz, to łańcuszek się nie skończy, bo na Twoją odpowiedź on odpowie. Jego kolesie staną się twoimi nieprzyjaciółmi na zasadzie solidarności grupowej i podobnie twoi wierni druhowie się zachowają. Porachunki mafijne. A ktoś może zacząć tę wojnę przez przypadek - na skutek nieporozumienia nawet, ponieważ odebrał niewłaściwe sygnał. Wydawało mu się, że mu zagrażasz.
Przyjęciem krzyża jest też umiejętność nie odreagowania, wytrzymanie tej chwili, która cię boli, bo ktoś coś nie tak powiedział. Nie musisz od razu oddawać. Posłuchaj do końca, jeśli możliwe, co ma do powiedzenia. Może się okazać, że ma jakieś swoje racjonalne racje. Może nawet to być cenne wiadomość dla Ciebie.
Pewien Włoch powiedział mi, że Polacy to głupki. Wytrzymałem. Spytałem - dlaczego tak uważa. To co powiedział było cenne. Nie było obraźliwe. Było prawdziwe. Bez tego nie rozumiałbym wyników ostatniego głosowania. I tak nie rozumiem, ale wiem o co chodzi.
Ten krzyż w sejmie to tylko symbol. I aż symbol. Symbol walki o prawdę. Symbol zwycięstwa nad komuną. Ja to tak odbieram. Próbę jego usunięcia traktuję też symbolicznie. Jako … co prawda tylko symbol, aczkolwiek też aż.
Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. (2Kor12,7-10)
Wklejono z <http://www.apostol.pl/forum/viewtopic.php?f=12&t=241&start=20>



Komentarze
Pokaż komentarze (2)