Poncyliusz robi wrażenie zniewieściałego. W każdym razie jest spolegliwy, uległy i bojący. A z pewnością przedkłada własny interes nad przyjacielską lojalność. Właśnie - przyjacielską, bo takie uczucia zadeklarował w stosunku do wyrzuconych z PiS-u Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak.
To za mało spotkać się z koleżankami w gronie autorów prezydenckiej kampanii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, w obliczu linczu jakiego dokonuje prezes PiS wobec tej grupy. Do spotkania doszło wczoraj. A prócz Kluzik-Rostkowskiej, Jakubiak i Poncyliusza, wzięli w nim udział także Paweł Kowal, Adam Bielan i Michał Kamiński. Poncyliusz zaprzeczył, że powstaje nowe ugrupowanie, o czym ostatnio dość głośno. Zapytany o odczucia w stosunku do Ziobry, dopowiedział krótko - żadne. Pytanie padło w kontekście zasugerowanej przez Kluzik-Rostkowską wiadomości, że to Zbyszek rządzi w partii.
Polska Plus istniała ledwie rok i posłowie, którzy z hukiem opuścili PiS, wrócili na łono partii skruszeni i posłuszni. Sceptycyzm PiS-owskich liberałów wobec możliwości utworzenia nowego ugrupowania nie powinien dziwić. Nawet oświadczenie Ołdakowskiego, będące swoistym aktem solidarności z Kluzik-Rostkowską i Jakubiak, że "Prezydentowi nie spodobałoby się rozbijanie PiS-u", wywołało natychmiastową ripostę Sasina, że "takie słowa są oburzające". Zimna kalkulacja nakazuje Poncyliuszowi i innym, grę na dwie strony. Do tego aby rzucić legitymacją w twarz Kaczyńskiemu trzeba mieć charakter.
Niewykluczone, że to jeszcze nie koniec czystek. Pretekst prędzej czy później się znajdzie. Niektórzy wolą jednak siedzieć przycupnięci i czekać w nadziei, że prezes o nich zapomni. Nie zapomni, tacy nie zapominają!



Komentarze
Pokaż komentarze (3)