Paweł Poncyliusz odnalazł w sobie siłę i postanowił ująć się za koleżankami wyrzuconymi przez Kaczyńskiego, kilka dni temu, na polityczny bruk. Warto to odnotować, bo w tym przypadku realpolitik ustąpiła miejsca przyzwoitości i solidarności. To ważne nawet jeśli słowa Poncyliusza brzmią naiwnie i niedojrzale. A powiedział, że "plułby sobie w brodę gdyby nie podjął próby przywrócenia do PiS-u Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak". Powrót "do normalności" w partii jest jego zdaniem możliwy, jeśli możliwe było swego czasu przejście Ryszarda Czarneckiego z Samoobrony do PiS. Trudno jednak wierzyć w powroty. Na razie Poncyliusz nie mówi wprost o odejściu z partii. Wspomina tylko, że trudno by mu było bez koleżanek.
Ocena tego co się dzieje w PiS-ie z punktu widzenia Poncyliusza zawiera krytykę skierowaną w stronę Jacka Kurskiego. Strategia partii jest błędna i trudno będzie liczyć na poparcie jeśli nadal wpływ na nią zachowa Kurski. Partie, w których ma miejsce "zapędzanie batem do kąta" źle kończą, zdaniem Poncyliusza. I wydaje się, że ma sporo racji, bo z elektoratu na poziomie 36% w wyborach prezydenckich pozostało niewiele ponad 20%. Nie ma co liczyć na twardy elektorat, którzy się obudzi o poprze PiS - powiada polityk.
Oświadczenie swoje Poncyliusz wygłosił w 7 miesięcy po tragicznej katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Nawet jeśli polegnie, a jest to bardzo prawdopodobne, to zachowa twarz, a to jest bardzo ważne w polityce, zwłaszcza dziś. Mimo dotychczasowego sceptycyzmu w sprawie powstania "PiS light", wydaje się, że szansę ewentualnej partii banitów rosną. To byłaby ciekawa alternatywa choćby z tego względu, że dawałaby nadzieję na partię reprezentującą pewne "standardy w polityce", o czym niedawno było równie głośno. Czy jednak Poncyliusz jest gotowy na bycie liderem partii? Jeszcze nie. Ale przechodzi metamorfozę, dojrzewa do politycznej dorosłości, i miejmy nadzieję, że zdąży na czas.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)