Piotr Sobieski Piotr Sobieski
252
BLOG

Zwierzenia palacza

Piotr Sobieski Piotr Sobieski Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Mogę o sobie powiedzieć, że o paleniu wiem wszystko. Paliłem dużo, ponad dwie paczki dziennie, paliłem przez niemal ćwierć wieku, rzuciłem ciężko to odchorowując, trwam w abstynencji prawie 10 lat. Dlatego wiem więcej o paleniu niż ci, którzy palą.

Od jutra wchodzi w życie nowa, bardziej restrykcyjna ustawa o ochronie zdrowia, ograniczająca swobodę palenia w miejscach publicznych. Jest jednak cały czas zbyt liberalna. Palnie zabija, to truizm, który na nikim nie robi wrażenia. Wrażenie palący starają się wywrzeć odwołując się do najwyższej wartości współczesnego świata - wolności. Pusty śmiech we mnie budzi ta warta lepszej sprawy obrona tytoniowej barykady. Że niby to przyjemność. G... prawda! To nałóg. Niewiele przyjemności dawało mi palenie. Może kilka razy... To nałóg, który kazał mi palić pety w czasach, gdy papierosów brakowało. Z tego samego powodu każdego papierosa wypalałem "do końca". To nałóg, który upokarzał, gdy prosiłem kogoś o poczęstowanie, bo "właśnie skończyły mi się papierosy". To nałóg, który budził mnie w nocy, aby sięgnąć po nieodzowny rekwizyt w sypialni - papierosy i zapałki. To wreszcie nałóg, który powodował panikę, gdy wieczorem stwierdzałem, że w paczce pozostał ostatni papieros i nie będę miał co zapalić z rana. Gnałem więc na dworzec PKP, a później do najbliższej stacji benzynowej i kupowałem zapobiegliwie nie jedną, a dwie paczki papierosów. To wreszcie nałóg, który kosztował mnie mnóstwo pieniędzy. Dlatego niech mi nikt nie mówi, że to wolność, ani że przyjemność. Nie ma nic przyjemnego w paleniu w szkolnym sraczu. Podobnie jak nie ma nic przyjemnego w bólu oskrzeli budzącym mnie raz po raz nad ranem gdy byłem już nałogowcem z kilkuletnim stażem. Przyjemności w tym tyle co nic.

Nikogo nie zmuszam do niepalenia. Każdy wie co robi, a przynajmniej tak twierdzi. Denerwuje mnie jednak gdy wchodzę do WC w pracy i muszę dokonywać tam czynności w kłębach dymu po jakimś „wolnym” palaczu, lub idę po klatką schodową do domu i wciągam cały ten smród, którego ci zagorzali zwolennicy dymka nie chcą mieć w domu bo cuchnie, więc wychodzą na klatkę…

Każdy palacz, podobno, chce rzucić palenie. Nie wiem, ja chciałem. Chciałem, chociaż nie wierzyłem, że to możliwe. Nikotyna działa na psychikę i powoduje, że dym tytoniowy staje się tak ważny jak tlen. Wręcz niezbędny do życia.  Jak rzucić? Każdy sposób jest dobry. To boli! 25 lat nałogu musi boleć i trzeba być na ten ból przygotowanym. Ale ból mija. Można sobie pomóc. Ja używałem plastrów i żułem gumę. Tak są to drogie rzeczy, ale tańsze niż papierosy. Skoro rzucałem palenie to mogłem powstałe rezerwy finansowe przeznaczyć na coś, co mogło mi pomóc. Celebrowałem swoją abstynencję. Przygotowywałem się do niej. Wyrzuciłem zapalniczki, potłukłem popielniczki, żona zmieniła pościel, powiesiła czyste firanki i zasłony. I udało się. Gdyby się nie udało dzisiaj byłbym czynnym palaczem z 35 letnim stażem. Ile znam osób tyle lat palących? Może dwie. Kilka bliskich mi osób z tego powodu zmarło. Więcej znam tych palących koło 20 lat… Jak wytrwać? Po porostu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości