Postanowiłem, że napiszę tekst zachęcający do udziału w niedzielnych wyborach samorządowych. Stanę po stronie propagandy, agitacji, czy jak by to tam jeszcze nazwać. Kiedyś brzydziłbym się podobną działalnością, dziś jednak uważam, że udział w wyborach, to nie patriotyczny obowiązek, nie demokratyczna powinność, wreszcie nie konieczność dziejowa, ale najpełniejszy sposób bycia obywatelem. Zgodnie bowiem z klasycznym kanonem demokracji, wyznaczonym przez solonowe prawa w starożytnych Atenach, najwyższym uprawnieniem i powinnością obywatelską był udział w rządach. Dziś powiedzielibyśmy, że udział ten miał charakter bierny i czynny. Każdy obywatel nie tylko brał udział w głosowaniach, ale musiał być gotów do piastowania urzędów państwowych. Polityka była czynnością wartą zachodu i godną wolnego obywatela (nie każdy wolny człowiek był obywatelem). Wbrew pozorom starożytnie nie uprawiali jej z namaszczeniem i według ustalonych norm. Zdrada, awantura polityczna, czy populizm, nie są odkryciami naszych czasów. Zainteresowanych zachęcam do bliższego przyjrzenia się np. Alikibiadesowi. Często również na politykę oddziaływała religia (np. proces strategów z pod Arginuz). Nie o tym jednak chciałem...
W starożytnych Atenach, rządy po ojcu demokracji Solonie objął Pizystrat. Pizystrat był tyranem, a Ateny za jego rządów - krainą mlekiem i miodem płynącą. Wielu Ateńczyków chwaliło sobie rządy Pizystrata. Zachęcał do bogacenia się, handlu, działalności, którą nazwalibyśmy kulturalną (stąd może niechęć Platona do poetów), jednak zazdrośnie strzegł prawa do uprawiania najbardziej godnego zajęcia obywatela - polityki. Zajęcia te, dodajmy, były uważane za mniej godne niż uprawianie polityki.
Pizystrat pewnego dnia zwołał obywateli Aten i dotąd do nich przemawiał, aż jego słudzy zebrali całą ateńską broń. Wówczas oznajmił im, co się stało i zachęciwszy do zajęcia się własnymi sprawami odesłał do domów. Sprawy państwa pozostawił sobie. Aspiracje polityczne Ateńczyków znalazły ujście w działalności gospodarczej czy kulturalnej. Zajęci bogaceniem się, nie mieli czasu na politykę.
Dziś polityka nie jest uważana za godne zajęcie, a politycy za wzór cnót. Mamy jednak możliwość wpływania na nią, chociaż w tym krótkim momencie przy urnie. Demokracja jak żaden inny ustrój wymaga jednomyślności. Dzisiejsze standardy dopuszczają jednak wybór kandydata, na którego głosowała niewielka garstka uprawnionych. Co jednak zrobić, jeśli frekwencja wynosi 40%? Warto iść na wybory także dlatego aby świadomie doświadczyć owego najwyższego aktu obywatelskiego. Dziś żaden Pizystrat nam nie zagraża. Nic jednak nie jest dane raz na zawsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)