Nie lada orzech do zgryzienia mają delegaci prezesa Kaczyńskiego w USA. Przypomnijmy, kilka dni temu Anna Fotyga i Antoni Macierewicz udali się do Stanów Zjednoczonych z listem od Jarosława Kaczyńskiego, w którym prezes PiS zwraca się o bratnią pomoc w rozwiązaniu "zagadki" smoleńskiej. Los tej misji był dosyć niepewny, w końcu zgodziła się przyjąć petycję kongresmenka z Florydy, Ileanie Ross-Lehtinen. Podobno są duże szanse na na powołanie międzynarodowej komisji ds. katastrofy smoleńskiej. Do zespołu ekspertów komisji Macierewicza dołączył były doradca prezydenta Putina Andriej Illarionow. Macierewicz zgadza się, że "bezpośrednią przyczyną katastrofy były fałszywe informacje podawane przez wieżę kontrolną i sposób nawigacji"...
Można by odnieść wrażenie, że to najważniejsze, co dzieje się w polityce w ostatnich dniach. Mimo hurra optymizmu niektórych kręgów, ta naprawdę duża polityka, żyje czymś zupełnie innym. Na 6 grudnia planowana jest wizyta w Polsce prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Od 2002 r. na tym szczeblu nie było spotkania ze stroną Rosyjską. Wizyta ta odbędzie się na fali wzajemnego ocieplenia stosunków. Niemal w całej prasie rosyjskiej pojawiają się artykuły o wyjątkowo przychylnej dla Polski wymowie. Nawet wygłupy prominentnych działaczy pewnej partii, komentowane są z wyrozumiałością, a jeśli i tak się nie da, z podkreśleniem, że są marginalne, bo jednak większość Polaków żywi przyjazne nastroje do Rosjan.
Domyślam się, jaką traumę przeżył Jarosław Kaczyński nie mogąc udać się na szczyt NATO do Lizbony, ani wysłać tam swojego brata Prezydenta. Mieliśmy przejaw tej frustracji, gdy wysmażył swoje prerogatywy na szczyt NATO w liście do Donalda Tuska, zawadiacko oświadczając, że Donald Tusk to "nie walczy o bezpieczeństwo Polski". Co przeżywa dziś, gdy dowiedział się, że po szczycie NATO, po wizycie Miedwiediewa w Warszawie, Bronisław Komorowski, jeszcze w grudniu, uda się do USA, na zaproszenie samego Baracka Obamy? Obama zdradził sprawę polską? A niech myśli sobie co chce...
Zaproszenie Komorowskiego przez Obamę to ważne wydarzenie. Zbliżenie między Rosją a USA jest już faktem. Co prawda Amerykanie podkreślają, że nie zrezygnują ze spraw zasadniczych, które zawsze były dla nich istotne, tj. jednolitości państwa Gruzińskiego, czy bezpieczeństwa energetycznego Europy. Naiwnością byłoby jednak sądzić, że dadzą się wciągnąć w niepotrzebne awantury, wywoływane przez jakiegoś tam watażkę z drewnianą szabelką. Państwa bałtyckie, w tym i Polska, muszą odnaleźć się na swoim, lokalnym poziomie, w układzie jaki proponują mocarstwa globalne. A mocarstwa nie wymagają już danin ziemi, nie narzucają ideologii, raczej wykazują zainteresowaniem wspólnym bezpieczeństwem, i interesem. Udział Rosji, w kończącym się szczycie NATO jest oznaką pewnej tendencji. Omawiane były sprawy związane z przystąpieniem Rosji do systemu obrony przeciwrakietowej w Europie. To oznacza, że znów jesteśmy z tym krajem po tej samej stronie.
Widoczna jest dobra wola Rosji i chęć porozumienia, dogadania się, wyjaśnienia zaszłości. Rosję lepiej mieć po swojej stronie, wiemy o tym doskonale. I to jest dziś możliwe, jak nigdy wcześniej w historii.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)