Przed drugą turą w Bydgoszczy o fotel prezydenta miasta rywalizowali Rafał Bruski i Konstanty Dombrowicz. Bruski pełnił dotychczas funkcję wojewody kujawsko-pomorskiego, Dombrowicz był prezydentem Bydgoszczy przez dwie kadencje. Kampania obu kandydatów raczej nudna. Jeśli pojawiały się emocje to bardziej ulegali nim sami kandydaci niż elektorat. Obaj założyli sobie profile na facebooku i mam wrażenie, że nie za bardzo rozumieją po co to zrobili. Potraktowali to medium jako kolejny słup ogłoszeniowy, na którym powiesili lukrowane laurki. Ani Bruski ani Dombrowicz nie odpowiedzieli na pytania, które im zadałem na facebooku. Rzecz charakterystyczna – na poziomie lokalnym jakość polityków jest niższa. Mile wspominam facebookową dyskusję, którą prowadziłem z profesorem Nałęczem w trakcje kampanii prezydenckiej. Z Bruskim i Dombrowiczem nie dało się porozmawiać.
Mam wrażenie , że kampania Bruskiego wzbudzała mniejsze emocje w mieście. Polityk ten nie zdążył jeszcze zrazić sobie Bydgoszczan, jak zrobił to Dombrowicz. Ten uważany jest za aroganckiego i raczej głuchego na voice populi. „Zasłużył się” forsowaniem projektu poprowadzeniem drogi szybkiego ruchu przez centrum Bydgoszczy i innymi, podobnej miary pomysłami. Dombrowicz posługiwał się częściej dyskusyjnymi, pod względem etycznym, metodami wali z rywalem, zwłaszcza w drugiej turze. Pomijam tu zupełnie bezsensowne hasło, którym podpisywał własne bilbordy: „Człowiek poza polityką”. Usiłowałem dowiedzieć się, co miał na myśli, bo polityka, to walka o władzę lub jej utrzymanie. W jaki zatem sposób Dombrowicz chce być poza polityką, jeśli walczy o reelekcję? Chyba, że przewidywał własną przegraną. Nie udało mi się jednak, jak wspominałem, uzyskać odpowiedzi.
W przeddzień wyborów znalazłem w swojej skrzynce ulotkę dyskredytującą Bruskiego, której skan zamieszczam poniżej. Ulotka utrzymana jest w kolorach, których używa się do ostrzeżenia przed trutką na szczury, zawiera treści bardziej przypominające PiS-owską retorykę niż rzeczową argumentację. Niewykluczone, że to PiS przysłużył sięDombrowiczowi. Ulotka trafiła do mnie już w czasie trwania ciszy wyborczej i to w zasadzie ona przekonała mnie do oddania głosu na Bruskiego. Uznałem, że kogoś, kto posuwa się do takich sposobów przekonywania wyborców do siebie, należy izolować od władzy. Dombrowicz nie odpowiedział mi również z czego finansował swoją kampanię. Pewnie się już nie dowiem, kto płacił za pocztówki, podstawki pod piwo z wizerunkiem Dombrowicza i kalendarzyki na 2011 r., również z podobizną tego polityka. Na szczęście przegrał.
Frekwencja w Bydgoszczy, podobnie jak w Polsce, nie zachwyca – 35,31%. To może oznaczać to, że Polacy nie przywiązują zbyt dużej wagi do wyborów lokalnych, albo że jest im obojętne, kto będzie nimi rządził na tym poziomie. W Bydgoszczy wygrał kandydat PO, Rafał Bruski, który rywalizował z kandydatem niezależnym, Konstantym Dombrowiczem. Podział nie przebiegał w Bydgoszczy wzdłuż linii, wyznaczanej przez rywalizację toczą się na poziomie ogólnopolskim, między PO i PiS. W innych miastach, jak np. w Płocku, czy Lublinie – i owszem. To mogło także zniechęcać do udziału w wyborach lokalnych i przyczynić się do niskiej frekwencji w II turze wyborów lokalnych.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)