Kiedyś Francuzi, dziś NATO nie chce umierać za Gdańsk. Nomen-omen, na drodze stanęli Niemcy. Z ujawnionych przez Wikileaks materiałów wynika, że utworzeniu tzw. planów ewentualnościowych, to znaczy planów działania na wypadek agresji na członka NATO, dla państw Bałtyckich, w tym także i Polski, sprzeciwiał się Berlin, w obawie przed reakcją Moskwy. Plany takie negocjowane były z inicjatywy amerykańskiego admirała Jamesa Stavridisa, który jest Naczelnym Dowódcą Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie.
Przypomnijmy, że artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego brzmi:
Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.
O każdej takiej zbrojnej napaści i o wszystkich podjętych w jej wyniku środkach zostanie bezzwłocznie powiadomiona Rada Bezpieczeństwa. Środki takie zostaną zaniechane, gdy tylko Rada Bezpieczeństwa podejmie działania konieczne do przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.
To w zasadzie najważniejsza z zasad NATO, nakładająca na wszystkich członków Paktu Północnoatlantyckiego zobowiązanie do solidarnej reakcji, w przypadku napaści na którekolwiek z państw członkowskich. Ten punkt stanowił o sile NATO. Prace nad planami ewentualnościowymi obejmującymi państwa Bałtyckie, rozpoczęły się pod koniec zeszłego roku, i zostały zakończone przyjęciem, podczas listopadowego szczytu NATO w Lizbonie, po zgodzie Berlina.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)