To już stały element gry politycznej prezesa Jarosława Kaczyńskiego, mający się wpisywać w tradycję mszy świętych, odprawianych co miesiąc w całej Polsce w okresie stanu wojennego i po nim. Ci, którzy pamiętają tamte czasy, wiedzą, że uczestniczenie w mszy było demonstracją postawy patriotycznej. Nie miało większego znaczenia, czy ktoś był wierzący, czy nie. Każdy, kto chciał wyartykułować swój sprzeciw, brał udział w mszy. To rzecz jasna nie była jedyna forma ekspresji własnych poglądów. Trudna jednak była do zwalczania w czasach, kiedy obowiązywał zakaz zgromadzeń. A zgromadzeniem były już trzy osoby. W kościołach nie tylko się modlono. Przy kościołach działały Kluby Inteligencji Katolickiej, które organizowały wystawy czy spektakle artystów bojkotujących oficjalne instytucje kultury, a zwłaszcza telewizję i radio. Wyświetlano także filmy, jak choćby słynny „Jesus Christ Super Star”, czy niosący za sobą przesłanie anty militarne „Hair”. Poza kościołem nie istniało życie kulturalne. Księża skupiali wokół siebie wszystkie przejawy życia duchowego, a nierzadko ponosili ofiarę krwi. To jeden z najświetniejszych okresów kościoła w Polsce, zważywszy, że od momentu ustania reżimu komunistycznego, następuje systematyczny odwrót od tej instytucji, co być może jest oznaką procesu laicyzacji społeczeństwa polskiego.
Comiesięczne manifestacje zwolenników Jarosława Kaczyńskiego wyraźnie nawiązują do symboliki okresu stanu wojennego i to jak najbardziej świadomie. Obrona krzyża to wówczas, a jak chcą ci ludzie – i teraz, ekspresja wolności. Przejście z Katedry św. Jana pod Pałac Prezydencki to wyraz sprzeciwu. Męczennikiem Solidarności stał się ks. Jerzy Popiełuszko budzący w robotnikach godność i aspiracje wolnościowe. Martyrologia budowana wokół Lecha Kaczyńskiego, który był prezydentem sprzeciwu, nawiązuje do tej postaci. Manifestanci spod znaku krzyża domagają się prawdy o katastrofie smoleńskiej i maszerują z tą samą, patriotyczną pieśnią na ustach wołając „Ojczyznę wolną daj nam wrócić Panie”. Na tych transparentach niosą te same hasła potępiające bolszewizm, a Kaczyński nawołuje o łaskę opamiętania.
Przyglądając się manifestacjom 10 każdego miesiąca ma się wrażenie, że czas się zatrzymał, zwłaszcza teraz, w grudniu, gdy leży śnieg i grupa manifestantów idąca z transparentami i pieśnią kościelną na ustach budzi, i o to pewnie chodzi, wspomnienia. Zastanawiające jest co takiego się stało, że ci ludzie, manifestujący z wiarą i przekonaniem o słuszności swoich racji, zatrzymali się tamtego 13 grudnia? Dlaczego odrzucają możliwości, które daje im dzisiejsza rzeczywistość, a chcą iść w tym pochodzie zniewolonych? Erich Fromm w Ucieczce od wolności” pisze o „wolności od” i „wolności do”. „Wolność od” to wolność negatywna, prośba do Boga aby chronił przed... , aby wrócił Ojczyznę, aby oświecił maluczkich. „Wolność do”, to wolność pozytywna, wolność, która niesie za sobą odpowiedzialność, wolność, która niesie ze sobą ciężar dnia dzisiejszego. Ucieczka od tej wolności to akt samozniewolenia, odrzucenia, odwrotu, pójścia na łatwiznę. To wymaga odwagi zaśpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”, bo wtedy nie będzie już żadnej wymówki.
Manifestanci z 13 grudnia szli do wolności. Ci z 10 grudnia oddalają się od niej...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)