Najpierw zimny prysznic za sprawą ujawnionych przez portal WikiLeaks depesz, z których wynikało, że Polska i Czechy były tylko kartą przetargową w rozgrywce między Rosją i USA. Co ciekawe, po ujawnieniu planów objęcia parasolem ochronnym tarczy rakietowej państw nadbałtyckich, to Rosja w ostrej nocie zażądała wyjaśnień od NATO. Zażądał, mimo że wcześniej wiedziała o nich. Ale... dyplomacja.
Później Prezydent Polski wyraził przed prezydentem Stanów Zjednoczonych zdziwienie z powodu wiz, o które, w tej części Europy, starać się muszą tylko Polacy. Zdziwienie prezydenta Komorowskiego było tym większe, że obok Anglii jesteśmy podobno najlojalniejszym sojusznikiem Ameryki na świecie. Pewne względy, tak by się przynajmniej wydawało prezydentowi Komorowskiemu, w obliczu takiej lojalności, należą się nam, jak psu – buda, kotu – dach, myszy – dziura, a lisowi – kura. O sprawie wiz na razie cisza, a lojalny sojusznik musi sobie radzić tak jak dotychczas.
No i ostatni news dotyczący stosunków między sojusznikami. Oto znany amerykański opiniotwórczy magazyn Time zamieścił artykuł oparty o ujawnione przez anonimowych żołnierzy amerykańskich fakty, że wojsko amerykańskie jest zażenowane działalnością Polaków w afgańskiej prowincji Ghazni. „Naszą porażką było zostawienie ich tam samych „ informuje jeden z informatorów. I dodaje: „nie można było się spodziewać niczego innego, biorąc pod uwagę możliwości Polaków”. Gazeta ujawnia, że stan w prowincji Ghazni nigdy nie był gorszy.
Innego zdania jest gubernator prowincji Musa Khan, który odniósł się do materiałów opublikowanego w Time. Ocenia on dobrze obecność i efekty działań podejmowanych przez Polaków (również cywilów) w podległej mu prowincji. Zaznaczył, że Polacy wykonali "szereg niezwykle potrzebnych i istotnych projektów rozwojowych".
Pewnie i bez oświadczenia pana gubernatora Khana można było założyć, że nieprzychylna publikacja w poczytnym magazynie ma jakiś powód. W ZSRR było w zwyczaju, że władza przemawiała do swojego narodu, ale i do świata za pośrednictwem Prawdy. Nieprzychylny materiał w Prawdzie o Polsce oznaczał gniew czerwonego lokatora Kremla. W zasadzie państwem, które jest swego rodzaju reliktem przeszłości wydają się być Stany Zjednoczone. I choć nie jest moim zamiarem zaprzeczanie istotnej roli tego mocarstwa w globalnym rozkładzie sił, to mam wrażenie, że pod pewnymi względami niczym się ono nie różni od Związku Radzieckiego.
Waszyngton się na nas pogniewał. Czy powinniśmy w związku z tym pogniewać się na Waszyngton? Czy może, jak ta Kluzik-Rostkowska z Jakubiak, wspierane przez Poncyliusza i Migalskiego trwać wiernie przy pryncypale, a w przypadku USA, przy dalekim sojuszniku, zamykając oczy na jego groźne pomruki? Ani to ani to. Nadarza nam się doskonała okazja grać Rosją przeciw USA, a USA przeciw Rosji. Trzeba by się jednak wyzbyć tej romantycznej otoczki, która, jakby przyrodzona, towarzyszy nam w działaniach politycznych, zamazując właściwe proporcje i pragmatyczny cel. A cel jest cały czas ten sam – to nasz interes jest dla nas najważniejszy! I jeśli Rosja zechce nam pomóc w jego zrealizowaniu, to warto się sprzymierzyć z Rosją. A jeśli Stany – to z nimi.
Pas d'illusions!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)