... między rosyjskim pragmatyzmem a polskim romantyzmem
Że polska i rosyjska słowiańska dusza mają wiele wspólnego deklarują zarówno Rosjanie jak i Polacy. Ale na tym podobieństwa się najprawdopodobniej kończą. Rosyjska dusza podobno jest romantyczna, a piosenki, zwłaszcza te śpiewane przy kieliszku i gitarze - „serceszczypatielnyje”. Polak za to potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji, a zwłaszcza wtedy, gdy przyzwyczajeni do luksusów przedstawiciele zachodnich nacji, rozkładają bezradnie ręce. Warto zadać jednak pytanie ile jest prawdy w tych stereotypach?
W sprawach politycznych Rosjanie są pragmatyczni, aż do bólu. Nie zostawiają sobie miejsca, a nawet cienia miejsca, na trudne do okiełznania emocje. Wszystko, zgodnie z tą prostą zasadą Rosjan, można w sposób logiczny uzasadnić, i wskazać łańcuch przyczynowo-skutkowy. I wcale nie chodzi tu o szukanie winnego. Kwestia winy staje się sprawą wtórną i automatyczną, wynikiem procedury, a nie jej elementem. Inaczej niż to mam miejsce w przypadku Polaków.
Polacy w polityce zawsze są romantykami, a nad rozsądną argumentację przedkładają emocje. Bo Polak ma swoją misję, swoją ojczyznę, a to nie jest sprawa do czczych dyskusji. Wszystko, może zagrozić dobremu imieniu ukochanej ojczyzny, dlatego wszystko należy traktować podejrzliwie, zakładając, że każde działanie ma jakiś ukryty, niekorzystny cel. Ojczyzna w najmniejszym stopniu nie może być niczemu winna, więc gdy pojawia się taka opcja, całe rozumowanie musi zostać uznane za fałszywe, a wszyscy oponenci przywołani do porządku. To nieco paranoidalne spojrzenie na rzeczywistość polityczną, dotyczy nas wszystkich, choć rzeczywiście, jednych mniej, innych bardziej. Mamy to jednak we krewi.
Sprawozdanie MAK musiało wzbudzić szok w kręgach polskich, zwłaszcza w sytuacji przyspieszonego ogłoszenia jego oficjalnej wersji. Sama treść sprawozdania i sposób jego ogłoszenia ,stanowią gorzką pigułkę do przełknięcia dla Polaków. Zarzucić proceduralnych uchybień jednemu i drugiemu, raczej nie sposób. Małgorzata Kidawa-Błońska przyznała, że raport wygląda na dość rzetelny. Skąd więc to rozczarowanie?
Rosjanie nie poczuwają się do winy, bo w zasadzie nie mają po temu powodów. Lot został uznany za cywilny, a więc odpowiedzialność spada na dowództwo samolotu. To sytuacja, w której Rosjanie udostępniają swoją przestrzeń powietrzną, ale nie biorą za nic odpowiedzialności. I to jest jasne od początku. A ponad to: Brak przewodnika na pokładzie i lądowanie we mgle jak mleko, mimo braku zgody, zdejmują całkowicie odpowiedzialność z Rosjan za nieprzygotowanie lotniska (niesprawne lampy, których i tak we mgle nikt by nie dojrzał). A my chcielibyśmy, żeby Rosjanie jednak wzięli na siebie część winy, chociaż te 10 %, żebyśmy nie wyszli na skończonych idiotów, którzy w czasach zaawansowanych, sterylnych technologii, wierzą naiwnie, że da się latać na drzwiach od stodoły.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)