Staroście raciborskiemu Adamowi Hajdukowi gratulujemy czujności rewolucyjnej. Raciborzowi oddanego starosty.
Platforma Obywatelska przekroczyła granice poczucia rzeczywistości i przyzwoitości. Jej funkcjonariusze już tak poczuli się pewnie, że postanowili cenzurować historię.
Spotkanie Walentynowicz z maturzystami zorganizowała Teresa Frencel, pedagog i związkowiec nauczycielskiej „Solidarności” w Raciborzu. „Walentynowicz to postać kontrowersyjna, ale to legenda „S”, żywa postać, która przeszła do historii” - tłumaczyła istotę swojego przedsięwzięcia „Rzeczpospolitej”.
Ale inne zdanie miał Adam Hajduk, który nie zatracił swojej rewolucyjnej czujności i wykrył podstępne knowania Anny Walentynowicz czynione z raciborską młodzieżą i nauczycielską „Solidarnością”.
„Nie zgadzam się, żeby uprawiano politykę w miejscach, które służą do czegoś innego” - powiedział starosta, któremu niedawne spotkanie z Jerzym Buzkiem z młodzieżą wcale nie przeszkadzało, bo Buzek rozmawiał z gawiedzią tylko i wyłącznie o kwasach, zasadach i reakcjach chemicznych.
„Dowiedziałam się w kuratorium, że spotkanie miało charakter historyczny i nie można nam nic zarzucić. To miała być lekcja historii i była, tylko nie taka, o jaką nam chodziło” - odpowiada Teresa Frencel.
Jasne! Takiej lekcji historii zorganizowanej licealnej młodzieży przez głównego cenzora szkolnego powiatu raciborskiego tylko pogratulować! Nawet towarzysz Szmaciak byłby zadowolony. A ja już myślałem, że gdzie jak gdzie, ale „w głębokim terenie” nie znajdą się ludzie wyposażeni w mentalność cenzorów z ulicy Mysiej. A tu masz! Trafił się taki na Śląsku. Związany z PO. A jakże! Rozsierdzony - niby sekretarz gminny PZPR - starosta Adam Hajdukm przegnał młodzież z sali, rozgonił towarzystwo, jak nawalony osiłek zabawę w remizie.
Panu Adamowi chodziło o dobro młodzieży. O to, aby młodzi nie gorszyli się treściami niezgodnymi z ustaleniami Ministerstwa Prawdy. Za pół roku matura, egzamin ważny przecież, a tu jakieś nieprawomyślne relacje i jeszcze do tego pytania kłopotliwe można zadawać. A sio! Wynocha. Młodzież do nauki!
A mnie się w odwecie aż chce odezwać stary studencką odzywką: ORMO - Studenci do nauki! A studenci na to: Pasta do zębów! Obawiam się, że ormowcy, zomowcy i całe to mundurowe i bezmundurowe badziewie wtedy nie bardzo rozumiało tę grę słów. A pan starosta?
Czytam ten tekst i łza się w oku kręci. Dosłownie. Adam Hajduk jest jakby żywym klonem ówczesnych towarzyszy. Z tym że za moich licealnych lat działacze PZPR i ich ówcześni nauczycielscy słudzy robili odwrotnie - otóż siłą zaganiali nas na różne czerwone spędy. Znaczna cześć z nas pryskała już po drodze, pozostali kiedy tylko się dało, tchórze zostawali. Do dzisiaj pamiętam, jak w 1978 roku podczas takiego „desantu” rozdarłem na płocie moją amerykańską marynarkę w kratę, którą dumnie nosiłem.
Nie wiem, co pan starosta raciborski robił w latach ’80, ale odnoszę wrażenie, że Adam Hajduk i jego naśladowcy wdarli się na piastowane stanowiska po plecach pani Anny Walentynowicz i wielu innych dzisiaj przeliczanych, zapominanych ludziach „Solidarności”. O mojej skromnej osoby, biegającej w owych ponurych czasach z plecakiem to tu, to tam, gdzie nas ci starsi posłali, wspominam tak tylko mimochodem.
Jak znam życie nie wszyscy z tych młodych ludzi z Raciborza dali sobą pomiatać. Jedni nie dali się wygonić, inni dyskretnie wrócili na spotkanie z Anną Walentynowicz.
Droga młodzieży i organizatorzy! Proszę się niepokoić. Pan starosta łaskawie oznajmił, że nie będzie wyciągał konsekwencji. Zatem ZOMO nie naśle. A mógł! I co? Ulga? Okazuje się, że wcale nie takie złe panisko z tego Hajduka jest.
Platforma Obywatelska przekroczyła granice poczucia rzeczywistości i przyzwoitości. Jej funkcjonariusze już tak poczuli się pewnie, że postanowili cenzurować historię.
Spotkanie Walentynowicz z maturzystami zorganizowała Teresa Frencel, pedagog i związkowiec nauczycielskiej „Solidarności” w Raciborzu. „Walentynowicz to postać kontrowersyjna, ale to legenda „S”, żywa postać, która przeszła do historii” - tłumaczyła istotę swojego przedsięwzięcia „Rzeczpospolitej”.
Ale inne zdanie miał Adam Hajduk, który nie zatracił swojej rewolucyjnej czujności i wykrył podstępne knowania Anny Walentynowicz czynione z raciborską młodzieżą i nauczycielską „Solidarnością”.
„Nie zgadzam się, żeby uprawiano politykę w miejscach, które służą do czegoś innego” - powiedział starosta, któremu niedawne spotkanie z Jerzym Buzkiem z młodzieżą wcale nie przeszkadzało, bo Buzek rozmawiał z gawiedzią tylko i wyłącznie o kwasach, zasadach i reakcjach chemicznych.
„Dowiedziałam się w kuratorium, że spotkanie miało charakter historyczny i nie można nam nic zarzucić. To miała być lekcja historii i była, tylko nie taka, o jaką nam chodziło” - odpowiada Teresa Frencel.
Jasne! Takiej lekcji historii zorganizowanej licealnej młodzieży przez głównego cenzora szkolnego powiatu raciborskiego tylko pogratulować! Nawet towarzysz Szmaciak byłby zadowolony. A ja już myślałem, że gdzie jak gdzie, ale „w głębokim terenie” nie znajdą się ludzie wyposażeni w mentalność cenzorów z ulicy Mysiej. A tu masz! Trafił się taki na Śląsku. Związany z PO. A jakże! Rozsierdzony - niby sekretarz gminny PZPR - starosta Adam Hajdukm przegnał młodzież z sali, rozgonił towarzystwo, jak nawalony osiłek zabawę w remizie.
Panu Adamowi chodziło o dobro młodzieży. O to, aby młodzi nie gorszyli się treściami niezgodnymi z ustaleniami Ministerstwa Prawdy. Za pół roku matura, egzamin ważny przecież, a tu jakieś nieprawomyślne relacje i jeszcze do tego pytania kłopotliwe można zadawać. A sio! Wynocha. Młodzież do nauki!
A mnie się w odwecie aż chce odezwać stary studencką odzywką: ORMO - Studenci do nauki! A studenci na to: Pasta do zębów! Obawiam się, że ormowcy, zomowcy i całe to mundurowe i bezmundurowe badziewie wtedy nie bardzo rozumiało tę grę słów. A pan starosta?
Czytam ten tekst i łza się w oku kręci. Dosłownie. Adam Hajduk jest jakby żywym klonem ówczesnych towarzyszy. Z tym że za moich licealnych lat działacze PZPR i ich ówcześni nauczycielscy słudzy robili odwrotnie - otóż siłą zaganiali nas na różne czerwone spędy. Znaczna cześć z nas pryskała już po drodze, pozostali kiedy tylko się dało, tchórze zostawali. Do dzisiaj pamiętam, jak w 1978 roku podczas takiego „desantu” rozdarłem na płocie moją amerykańską marynarkę w kratę, którą dumnie nosiłem.
Nie wiem, co pan starosta raciborski robił w latach ’80, ale odnoszę wrażenie, że Adam Hajduk i jego naśladowcy wdarli się na piastowane stanowiska po plecach pani Anny Walentynowicz i wielu innych dzisiaj przeliczanych, zapominanych ludziach „Solidarności”. O mojej skromnej osoby, biegającej w owych ponurych czasach z plecakiem to tu, to tam, gdzie nas ci starsi posłali, wspominam tak tylko mimochodem.
Jak znam życie nie wszyscy z tych młodych ludzi z Raciborza dali sobą pomiatać. Jedni nie dali się wygonić, inni dyskretnie wrócili na spotkanie z Anną Walentynowicz.
Droga młodzieży i organizatorzy! Proszę się niepokoić. Pan starosta łaskawie oznajmił, że nie będzie wyciągał konsekwencji. Zatem ZOMO nie naśle. A mógł! I co? Ulga? Okazuje się, że wcale nie takie złe panisko z tego Hajduka jest.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?p=news&id=8&ida=13607


Komentarze
Pokaż komentarze