To był zaiste piękny widok. Oto, gdy z porannej mgły, jak jasnowłosa nimfa z wód jeziora wyłoniła się z warszawskich oparów mgielnych biegnąca i zdyszana jasna postać Moniki Olejnik. Aż stokrotki ogłupiałe jesiennym ciepłem wyjrzały z trawników. I zapytały - A kto to?
Otóż na początku września pani redaktor założyła się z ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim o to, czy Michał Listkiewicz pozostanie prezesem PZPN na następną kadencję. Przegrała. I wzorowo wypełniła honorowe zobowiązanie - obiegła socjalistyczne cudo.
W biało-czarnym wdzianku i pomimo braku słońca w ciemnych okularach (aby się skryć przed ludem) obiegła dar Związku Radzieckiego adorowana przez grupę dziennikarzy, fotoreporterów, przygodnych gapiów. A na mecie czekał sam minister Drzewiecki wyposażony w spory bukiet czerwonych róż. Pani Pitera podobno już sprawdza, czy róże minister zakupił za swoje czy za rządowe pieniądze. Jak za rządowe, to będzie miał przechlapane.
Tak czy siak, dla warszawskiej gawiedzi widowisko było już od rana. I za darmo. Miejsce też było OK. To nie jakiś tam marny budyneczek, ale Pałac Kultury, dar ZSRR. Zatem Monice Olejnik i serce mocno zabiło i to bynajmniej nie tylko z zadyszki.
Nieudolnie nawiązując do złośliwości Moniki Olejnik, media zaczęły licytować, kogo prześcignęłaby pani redaktor z czasem 5 minut 50 sekund, a kto prześcignął by naszą słynną biegaczkę. I wyszło fatalnie. Stosując kilometrowy przelicznik biegów maratońskich prześcignąłby ją 60 letni Grzegorz Kołodko. Ale Kołodko to nic. „Daleko w tyle dziennikarkę zostawiłaby Sarah Palin, niedawna kandydatka na wiceprezydenta w USA - poszli na złośliwość koledzy z „Dziennika”. I tu paskudnie trafili swoją koleżankę w sam splot słoneczny. „Sarah Palin! Tylko nie ona! Republikanka!” - zawrzała w biegaczce gorąca krew. „Co innego, gdybym przegrała z jakąś panią od prezydenta-elekta Baracka Obamy” - pomyślała zapewne Monika Olejnik.
I byłaby nawet dumna. Oddać komuś takiej od Baracka zwycięstwo to honor. Oddanie się sprawie przyjaźni międzynarodwej to też honor. Całe to bieganie to też sprawa honoru. Zresztą red. Olejnik honor niejako przychodzi rodzinnie. Tata, jako oficer LWP, też przyjaźnił się służbowo lub nie, z towarzyszami radzieckimi. Taka przyjaźń honorowa, rodem z Ludowego Wojska Polskiego.
A ja mam pomysł na osiąganie przez Monike Olejnik lepszego czasu w biegach zakładowo-honorowych. Następnym razem, gdy Monika Olejnik będzie biegać wokół PKiN, bo przecież nie będzie biegać wokół ambasady rosyjskiej, proponuję na mecie i półmetku ustawić tablicę: Sarah Palin: 4 min 8 sek. To będzie dla redaktor silniejsze niż „koks” albo inny power czy dopalacz. Pokonać tę babę od Mc Caina! Hasło, które poniesie panią redaktor do zwycięstwa, nawet nad szybkim na trasie i w rachunkach niezapomnianym ministrem Kołodką.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze