Wczoraj prasa poinformowała o dziwnym zachowaniu Cezarego Grabarczyka. Otóż w piątek w Sejmie minister infrastruktury nie wyglądał najlepiej - przysypiał, miał mętne oczy i lekkie problemy z zachowaniem równowagi. Złośliwi posłowie opozycji od razu przekonywali, że Grabarczyk zaraził się filipińskim wirusem, który od kilku tygodni sieje postrach na Wiejskiej.
A wszystko przez tę pogodę: dni krótkie, bez słońca, siąpi deszcz, mżawka, mgły majestatycznie przesuwają się nad rozmokłą ziemią, to i wirusy szaleją. Padła taka franca, przywieziona ze świata, (mówią, że podobno z Filipin) na niewinnego ministra od dróg i autostrad i narobiła szkód w jego systemie postrzegania rzeczywistości. Jak trojan w komputerze.
I jeszcze ci wredni dziennikarze! Dopadli tacy chłopa i dawać przepytywać, jak jakiegoś złoczyńcę, albo matka młodzieńca po pierwszych w życiu piwach. Pił pan, panie ministrze? Czy może pan nie pił? No takie głupie pytanie zadają szczeniaki poważnemu człowiekowi na posadzie ministra. A on broni się przed stadem dziennikarskich ogarów, jak dzielny samotny odyniec: szable taki nastawi, racicą ziemię rozgrzebie, i tylko okiem łypie, gdzie tu schronić się przed atakującymi.
A kto na pana ministra miejscu bywszy nie piłby - dajmy na to z różnych powodów. A to dlatego chociażby nawet, że tych dróg tyle się buduje, setki kilometrów autostrad oddaje kierowcom do dyspozycji, a to kolejny most w Warszawie, a to schetynówki, a to tamto. A że niby wszystko to wszystko jest wirtualne? No jest! I co z tego? Czy od tego wszystkiego nie można dostać zawrotów głowy? Można. A picie, jako żywo wirtualne nie jest. Prawdziwe. I w przypadku określonych płynów orzeźwiających postrzeganie rzeczywistości też może być ciekawe.
Inna sprawa, jeśli taki spragniony człowiek uzmysłowił sobie, że co prawda z trudem, z wydatną pomocą koleżanek i kolegów, ugasił to palące pragnienie, cieszy się ze świata, ż życia, jak rzadko kiedy jest z siebie zadowolony - to wtedy przychodzą tacy wredni żurnaliści, psują zabawę, nastrój i jeszcze do tego pytają: I co, panie ministrze, pił pan alkohol? - dopytują się szczeniaki, jakby chcieli wiedzieć, czy jeszcze tej coli zostało trochę dla nich, czy już nic nie zostało! Słusznie pytają, bo wydawcy dziennikarzy nie rozpieszczają mamoną! Oj nie! Zapłaci taki wydawca parę groszy, a jak jest wierzący, to jeszcze dorzuci „Bóg zapłać”, jakby Najwyższy był jakimś płatnikiem netto. A przecież każde dziecko wie, że nie jest. Poważniejsze sprawy ma na głowie, niż wyrównywać zarobków braci dziennikarskiej, bo trafił im się jakiś sknerus-wydawca.
I co odpowiada tak brutalnie nagabywany minister Donalda Tuska?
„Fakty decydują” - odpowiada Cezary Grabarczyk.
Tak Fakty. Ma racje chłop. Fakty! Jak w Faktach zdecydują, to tak ma być! „I cicho być!” - jak mawiał Smoleń w słynnym monologu.
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (1)