Marszałek Sejmu został przyłapany przez dziennikarzy programu TVN „Teraz my”, gdy mknął po stolicy swoim służbowym BMW. Polityk PO tłumaczył się, że prowadził służbowy kierowca. Mówił też, że „nie jest od pilnowania prędkości”. Jechał do Parzniewic, był już godzinę spóźniony na spotkanie Platformy. Mimo że samochód kilka razy przekroczył dozwoloną prędkość, Komorowski nie poczuwał się do winy. Przyznał, że jego kierowcy wiedzą, w których punktach Warszawy znajdują się fotoradary.
I o to chodzi! Wiedzieć, gdzie ustawione są te radary i nadto mieć wsparcie w osobie pierwszego policjanta kraju czyli szefa MSWiA. Bo jeśli chodzi o ustawienie tych radarów, to ja nie wiem. Mój sąsiad też nie, podobnie jak 99,90 procent Polaków.
No, jak się ma takie wsparcie Grzegorza Schetyny, to można hulać po Warszawie, że ho, ho! Toż pan Bronisław ma szczęście! Elita po prostu: nie dość, że wiezie go szofer, to ten jeszcze wie, gdzie są tego dnia ustawione radary.
Natomiast pierwszy policjant RP Grzegorz Schetyna w „Kropce nad i” mówił, że marszałek nie powinien tak szybko jechać, ale dodawał: - Spieszył się na spotkanie. Być może to go usprawiedliwia. Ale było to spotkanie PO.
A! „Spotkanie z PO”. No, skoro to było spotkanie Platformy, to wszystko jasne: można gnać ulicami jak wariat, łamać przepisy, jechać „ na szachownicę”, bo wszak cel jest szczytny: „spotkanie z PO”. A tak doprawdy, panie Schetyna, marszałka Sejmu nic nie usprawiedliwia. Jeśli ktoś jest usprawiedliwiony - jak podpowiada mi mój dziennikarski nos - to tylko szofer. -Przecież mógł odmówić tak szaleńczej jazdy! - niby przytomnie zauważy ktoś, kto myśli o sobie, że jest mądry. Odmówić? Marszałkowi Sejmu? Proszę państwa, realizmu trochę!
Zatem bracia kierowcy, jeśli już namierzą nas „suszarką” tudzież inną zabawką, to pierwotnie chciałem zaproponować tłumaczenie się a’la Komorowski, że to niby „jedziemy na spotkanie PO”, że już jesteśmy spóźnieni. Jednak po głębszym zastanowieniu stanowczo odradzam. Stanowczo. Policjanci ostatnio są tak wkurzeni z powodów niskich płac i innych problemów, że wiecie co - lepiej nie wyjeżdżać do nich z tekstem o jeździe na spotkaniem z Platformą. Lepiej nie. Gdybym wyjechał do chłopaków z takim tekstem, że „jadę na spotkanie z PO”, to już bym szybował ku górnej granicy stosownego mandatu. Lepiej po prostu nic nie mówić. Milczeć. To pomaga.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (1)