Wiele zła dzieje się w państwie polskim. A zło zaczyna się tam, gdzie nie powinno go być, gdzie powinna dominować rozwaga w oglądzie sytuacją i maksymalna dążność do czegoś, co nazywa się sprawiedliwością. A choćby i społeczną. Tyle w teorii.
W praktyce praca sądów wygląda tak, że później Polska płaci kary, bo z kolei inny sąd, ten w Strasburgu, bierze w obronę Polaków sponiewieranych przez nasze sądownictwo. To który z tych dwóch sądów jest sądem, a który instytucją trującą życie zwyczajnemu człowiekowi, bo sędziowie leniwi, niechlujni, schematyczni i nigdy nie poddani procesowi deubekizacji i dekomunizacji. Kto mi powie, że takich sędziów nie ma? Jakże często, gdy z jakiegoś powodu życie zapędzi człowieka do przybytku Temidy, to odnosi się wrażenie, że panie ( ew. panowie, gatunek w tym zawodzie wyraźnie w fazie schodzenia ) - nieważne - czy to w togach sędziowskich, prokuratorskich czy adwokackich, to jacyś przebierańcy. Kto nie wierzy, niech zajrzy na prowincję. Tam widać to jak na dłoni.
Ale wszystko przebił Trybunał Konstytucyjny. Nie uznał lokatorów mieszkań spółdzielczych, którzy cale lata płacili i dawno spłacili wartość zajmowanego lokum, jako godnych bycia pełnymi właścicielami tychże nieruchomości. TK poszedł w ślady komunistów, którzy z góry zakładali, że zwykły Polak nie może być właścicielem swojego M-3. Jeszcze mi w uszach dźwięczy wypowiedź jakiegoś prezesa spółdzielni mieszkaniowe, który półtora roku temu plótł androny w I Programie Polskiego Radia, jak to niedobrze być właścicielem mieszkania, bo z tego tytułu, to same kłopoty. A jak się właścicielem na szczęście nie jest, to jest się człowiekiem wolnym, szczęśliwym i beztroskim - mówił prezes SM. Tak wolnym! Naprawdę ten cynik tak powiedział! I pewnie ciągnął dalej swoją opowieść gnoma, ale żona wyłączyła radio. Wściekła się, choć to oaza boskiego spokoju i dobroci. Radia już nie włączyłem.
Według postkomunistycznego kacyka własność zniewala. Ale wcale ta butna miernota pezetpeerowska samoprzedzięrzgnięta w czerwoną „arystokracje” nie jest zjawiskiem odosobnionym. To nie jest jakiś pojedynczy wybryk natury! W jego sposób myślenia wpisała się i Ewa Łętowska, sędzina TK. W swoim mętnym wywodzie prawniczym wmawiała setkom tysięcy Polaków, że własność społeczna lepsza jest od prywatnej i pomachała nam beztrosko z planety m…tj. z Marsa.
A ja protestuję! Nieprawda, że dinozaury wyginęły! One żyją! Żywe skamieliny PRL-u są wśród nas. Mają się dobrze. I wcale nie mieszkają w ponurych pieczarach, one tylko nimi zarządzają. I nieważne czy czynią to z pozycji wysokich stołków prezesów spółdzielni mieszkaniowych, czy z bogato rzeźbionych stolców dobrze płatnych sędziów TK.
Różowe PO rządzi do spółki z czerwonymi: PSL i SLD. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego przywracają peerelowski porządek, bo nie chce im się czytać Konstytucji, nawet tej podpisanej przez Kwaśniewskiego.
Gdyby przystanąć na chwilę i ku nawietrznej nadstawić ucha, to już słychać wyraźnie, jak miarowo, równym krokiem maszerują lata ’50.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze