Coraz częściej z silnie ochranianego przed przeciekami dworu Donalda Tuska dociekają informacje o wojnach partyjnych w Platformie Obywatelskiej. Chodzi o schedę po premierze Tusku. Choć jeszcze niedźwiedź biega po lesie, to już pazerni na władzę liderzy PO dzielą na nim skórę. Do wyborów prezydenckich zostało jeszcze dość sporo czasu, ale co to przeszkadza zająć dobrą pozycję do startu na urzędu premierostwa.
Między Bronisławem Komorowskim a Zbigniewem Chlebowskim narasta konflikt. Przyczyną sporu są ich polityczne ambicje. Obaj chcieliby objąć stanowisko premiera po Donaldzie Tusku, jeżeli ten wygrałby najbliższe wybory prezydenckie.
Chlebowski ma pretensje do Komorowskiego zwłaszcza o sposób prowadzenia obrad Sejmu. Z kolei marszałka Sejmu drażni, że przewodniczący klubu PO dyktuje mu, kiedy ma się zajmować określonymi ustawami - pisze „Dziennik”.
W politykach Platformy uderza zakorzeniony w nich dysonans między tym, co mówią, a tym, co robią. Mówią o polityce miłości, elegancji, spokoju, a w gruncie rzeczy tną wszystkich - także siebie nawzajem - ostrymi kłami agresji. Aby tylko jak najboleśniej dogryźć, aby do głębi zabolało, aby przeciwnik wiedział, że nie wygra, że ze mną nie ma szans. I pokazują pożółkłe kły.
Jak długo media będą jeszcze skrywać walkę bulterierów pod puszystym dywanem PO? Tak długo, jak szefowie mediów nie zauważą, że ludzie już nie chcą trzeci rok słuchać tych samych kawałków o PiS i Jarosławie Kaczyńskim, podawanych w ten sam sposób od kilku lat, przez tych samych dziennikarzy, bezgranicznie oddanych swoim przełożonych. Oczywiście w myśl zasady: Albo misja ( dziennikarska) albo kasa. Oczywiście, że kasa.
A Donald Tusk patrzy. I tylko od czasu do czasu, któregoś ministra przeklnie szpetnie po kaszubsku. Bynajmniej nie dla fasonu. Ale z ledwie skrywaną wściekłością. Miłość to trudna rzecz. Łatwiej o niej mówić, w Sejmie, gdziekolwiek. Trudniej nią żyć. Szczególnie w polityce.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze