Platforma Obywatelska: Partia fachowców i ludzi, którzy mówili o sobie, że rządzenie krajem wyssali z mlekiem matek, sypie się jak próchno. Pomimo, że PO ma za sobą sprzyjające media, to mimo wszystko rząd nie daje sobie rady z narastająca odpowiedzialnością. Drży jak osika stając bezradny wobec coraz bardziej gorących objawów kryzysu gospodarczego.
Minister sprawiedliwości Andrzej Czuma może mówić o pechu. Stał się kolejnym fatalnym ogniwem w łańcuchu nieszczęść Donalda Tuska.
Ledwie Czuma zastąpił Zbigniewa Ćwiąkalskiego, to zaraz wyszła sprawa zamordowania polskiego geofizyka przez muzułmańskich bandytów. Wyszło także i to, że Polska nie uczyniła wszystkiego, co trzeba było w takie sytuacji uczynić. Nadto Andrzej Czuma, świadomie czy z głupoty - nie wiem - na tej nieszczęsnej konferencji prasowej właściwie prawie przedyktował tajny dokument dotyczący rozpracowywania środowiska, z którego wywodzili się porywcze i mordercy porwanego Polaka. Ku radości talibów, którzy uważnie śledzą reakcję polskiego rządu po zamordowaniu Polaka. Zatem nie ma się czemu dziwić, że Donald Tusk obiwanił tak Czumę, jak i Sikorskiego. Obiwanił, jak stali! Bo w sondażach PO traci w oczach. A czym są sondaże dla Platformy? Każde dziecko wie.
Jakby jeszcze tego było mało, nagle zza oceanu przychodzą zdumiewające wieści, że za Czumą ciągnie się solidny ogon amerykańskich długów. Po prostu szok. Ludzie wcale nie zastanawiają się czy jest to prawdą czy nie. W odbiorze społecznym Czuma w ciągu godziny stał się tym, który nie oddaje długów. I to bynajmniej nie karcianych. Ludzie wiedzą, że w Polsce za kilka groszy niedopłaty Urząd Skarbowy czy inna ulubiona instytucja Polaków ZUS zawzięcie ściga nieszczęśnika po całym świecie, wydając na tę czynność wielokrotność wspomnianej niedopłaty. Ale to dotyczy tylko tych biednych.
Wczoraj w PR jakiś głupi dziennikarz usiłował bronić Czumy mówiąc, że „dużo Polaków ma długi”. Pewnie. Ale nie słyszałem, aby wszystkich zadłużonych ścigał wymiar sprawiedliwości. Owszem, tylko tych, którzy notorycznie nie oddają pożyczonych pieniędzy, nie układają się z pożyczkodawcami. Ot, taka mała, subtelna różnica.
Minister sprawiedliwości Andrzej Czuma widać nie miał w Stanach szczęścia do geszeftów. Interes mu nie szedł. Długi tak. Mimo to z uporem godnym lepszej sprawy dalej uważa, że nie ma podstaw do tego, by podał się do dymisji w związku z doniesieniami prasowymi na temat jego rzekomych długów. Przeciwnie rozpoczyna głośne odgrażania się, że będzie sądził się z redakcjami „Polityki” i „Super Express”. No i zrobiło nam się współcześnie i po amerykańsku, bo tam wszyscy z wszystkimi się sądzą. Taki sądowny kraj, jakby powiedział mój znajomy, który mówi o sobie z dumą, że jest sądownym człowiekiem. Miał chyba ze 30 procesów. Czyżby nieoczkiwanie w Czumie zyskał kolegę z branży?
Jakoś nikt z tych 11 pożyczkodawców, nikt z amerykańskich sędziów prowadzących sprawy przeciw Czumie nie dał się przekonać, że długi, niespłacanie pożyczek, to takie hobby aktualnego ministra sprawiedliwości RP Andrzeja Czumy. Już pomijam, wygibasy retoryczne kumpla naszego ministra, Schetyny Grzegorza, który ruszył mu z rozpaczliwą pomocą. Szef polskiej policji bagatelizował amerykański wymiar sprawiedliwości, mówiąc, że były to orzeczenia. Jak zwal, tak zwał. No, no, a jeśli były to jednak wyroki? Zresztą, sąd to sąd. Lepiej tam nie być. Ale co się mamy kłócić: najlepiej zapytać wielokrotnego podsądnego wymiaru sprawiedliwości Made in USA. Powinien mieć jakieś papiery z tamtych spraw. Zresztą, mam inne pytanie? Jak się nazywa w prawie karnym powtarzanie tych samych działań, niezgodnych z prawem? Czy to czasem nie jest recydywa?
Tekst pochodzi z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (7)