To w jedną, to w drugą stronę, słychać powarkiwania i przytłumiony skowyt ofiary, gryzionej przez przeciwnika. Dzisiaj tak wielu zadaje sobie pytanie, co takiego dzieje się w PO, jak rozłożyły się siły partyjnych bulterierów, kto w kogo wbija kły usiłując dostać się bliżej, jeszcze bliżej władzy.
A Tusk patrzy. Zaniepokojony podgryzaniem się kolegów, którzy już wyraźnie ukształtowali się we frakcje dowodzone przez partyjnych bossów. Z lewej flanki, tej najsilniejszej dowodzonej przez Schetynę już do uszu premiera Tuska dochodzą ostre powarkiwania bulterierów i chartów. Jest o co się bić, bo rekonstrukcja rządu, to kwestia niedługiego czasu. A gdy Tusk ruszyłby skutecznie na pałac prezydencki, to wtedy najsilniejsi pójdą za nim lub „w premiery”. Lewa frakcja jest silna. Bardzo silna. Gdyby nie wyszło z prezydenturą, to…
Po próbie generalnej skutecznego osłabienia prawej frakcji efekt jest zaskakujący: prawej frakcji już nie ma. W ruch poszły kły i tylko przyciszony skowyt ofiary wydostał się spod dywanu z napisem PO. Głusi dziennikarze nic nie słyszeli, widzieli tylko falujący dywan i tłumaczyli swoim czytelnikom, że to dlatego, iż od gór powiało halnym.
Zaniepokojony Donald Tusk już nie marzy. Gdy nawet śpi oczy ma szeroko otwarte. Żołnierze partyjni pod dowództwem Schetyny, kończą przeformowanie oddziałów. Dowódcy polowi rozwijają sztabowe mapy i kreślą strategiczne cele: jeden klin tu, drugi tam. Przyboczne media osłaniają flanki.
Tekst wzięty z: http://www.pis.org.pl/akcja.php?id=8


Komentarze
Pokaż komentarze (1)