51 obserwujących
357 notek
390k odsłon
  554   3

Sprawa MIG-ów albo szara mgła wojny zastępczej

#prawo cytatu
#prawo cytatu
O myśliwcach MIG-29 nikt już nie pamięta. W odmętach mgły wojny propagandowej utonęło wiele późniejszych i ważniejszych spraw: wyjazd Czterech do Kijowa, Joe Biden w Jasionce, nadawanie numeru Pesel obywatelom Ukrainy... Ale rozważania Mariana Piłki zasługują na uwagę, choćby ze względu na wyrażoną wprost tezę o obłudnej polityce USA.

Zacznijmy od uporządkowania pojęć. Clausewitzowska mgła wojny odnosi się przede wszystkim do niepełności oraz niepewności danych o celach i zasobach przeciwnika w teatrze działań militarnych, ale w dzisiejszych czasach, przy ogromnych możliwościach pozyskiwania precyzyjnej informacji w polu (zwiad satelitarny, drony) uwzględnia zwłaszcza działania dezinformacyjne i propagandowe, obliczone w równej mierze na opinię publiczną stron uczestniczących w konflikcie, jak również na postrzeganie tych zmagań przez podmioty postronne, czyli państwa sojusznicze, wrogie lub neutralne.

Zróżnicowana sieć powiązań między państwami, megakorporacjami czy organizacjami międzynarodowymi, technika umożliwiająca kreację propagandowych symulakrów (tj. obrazów, które nie mają żadnych realnych odpowiedników), oraz występująca systemach demokratycznych konieczność odnawiania mandatu władzy po upływie kadencji – wszystko to sprawia, że uprawianie polityki bez efektywnego systemu totalnej propagandy stało się praktycznie niemożliwe. I wbrew pozorom, w tzw. demokracjach jest to znacznie bardziej niezbędne niż w żywotnej i w miarę sprawnej autokracji.  

Wojny są wprost nieprzyzwoite
Trauma dwóch okrutnych i ludobójczych wojen światowych sprawiła, że w drugiej połowie dwudziestego wieku mówienie o wojnie (nawet obronnej, czyli sprawiedliwej) stało się nieprzyzwoite, a dla polityków wręcz kompromitujące i grożące szybką utratą władzy. Ale ponieważ mimo moralnego potępienia wojny jako narzędzia realizacji polityki sprzeczności interesów w świecie wcale nie zniknęły, a także dlatego że mocarstwa oraz państwa do tej ligi aspirujące bez wojny właściwie nie mogą sprawnie funkcjonować, więc pojawiły się w użyciu nieco przyzwoiciej brzmiące nazwy, takie jak: operacje pokojowe, misje stabilizacyjne, ewentualnie interwencje w obronie praw człowieka albo ustanawiania demokracji czy walki z terroryzmem. I to zupełnie przecież wystarcza dla zaspokojenia apetytów lobbies militarno-przemysłowych oraz – co ważne! – pozostaje do zaakceptowania dla antywojennie usposobionych obywateli państw Zachodu.

Po epoce „zimnej wojny” i przy niechęci do pełnoskalowej wojny gorącej, pojawiły się niekoniecznie całkiem nowe, ale jednak nieco odmienne sposoby militarnego ścierania się zbrojnych formacji stron ze sobą walczących. Takie zdecentralizowane i zróżnicowane sposoby prowadzenia walki, w tym w cyberprzestrzeni, albo ograniczone ataki gorące na istotne fragmenty krytycznej infrastruktury przeciwnika, które nie angażują regularnych, umundurowanych oddziałów, noszą miano wojen hybrydowych. Niekiedy biorą w nich udział formacje zawodowych najemników, jak Grupa Wagnera, lub prywatne armie najemnicze, czyli firmy z nazwy ochroniarskie, jak np. Blackwater, dziś Academi, podobno na cześć Platona, której rzutkim założycielem jest Eric Prince, eks-żołnierz Navy Seals.

O wojnie hybrydowej, od zajęcia Krymu w roku 2014 przez ludzi odzianych na zielono „w sorty zakupione wraz z bronią w pobliskim sklepiku z militariami”, aż do najazdu wojsk Federacji Rosyjskiej na Ukrainę w lutym br. mówiło się niemal bez przerwy. Dość podobnie, choć na różne sposoby, Rosja Putina oraz Ukraina przedstawiały sytuację na terytoriach tzw. zbuntowanych republik Donieckiej i Ługańskiej, gdzie bezpośredni konflikt po roku 2014 został niejako zamrożony. Ale o wojnie proxy, wojnie zastępczej, prowadzonej przez pośredników, w związku z działaniami militarnymi na Ukrainie dotąd się właściwie nie mówiło.

Starcie Rosja – USA na terytorium Ukrainy
Ciekawie, wnikliwie i kompetentnie o wojnach zastępczych (w anglosaskiej literaturze przedmiotu: Proxy Wars) pisze dr Filip Bryjka, specjalista w zakresie nauk o bezpieczeństwie, którego rozprawę poświęconą tej właśnie problematyce opublikował niedawno Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (F. Bryjka, Wojny Zastępcze, Warszawa 2021).

O ile wojny hybrydowe od klasycznych konfliktów zbrojnych różni sposób ich prowadzenia (prócz działań konwencjonalnych, również nieregularne, z wykorzystaniem terrorystów czy przestępców), o tyle istotą wojny zastępczej pozostaje raczej instrumentalizacja konfliktu, która zaspokajając cele oraz interes polityczny stron sporu, przenosi działania militarne na terytorium podmiotu zastępczego, co umożliwia przynajmniej jednej ze stron na uniknięcie bezpośredniego udziału w walkach zbrojnych. Choć oczywiście nieraz bywało, że obie walczące ze sobą strony posługiwały/wysługiwały się siłą żywą różnych podmiotów zastępczych.

Precyzyjna definicja wojny zastępczej musiałaby uwzględniać wiele czynników systemowych, lecz na potrzeby tego tekstu wystarczy przyjąć, że jest to wojna, w której co najmniej jedna z prawdziwie aktywnych stron sporu nie bierze bezpośredniego w nim udziału, ograniczając się do wsparcia sprzętowego, wywiadowczego, logistycznego, finansowego, a także propagandowego walk toczonych na jakimś terenie zastępczym.   

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale