51 obserwujących
357 notek
390k odsłon
  349   7

Lekcja okołokowidiańska. O demokracji i geopolityce

#prawo cytatu
#prawo cytatu
Liberalizm głosi pochwałę postaw wolnościowych, a demokracją są podobno rządy zgodne z wolą większości, przy poszanowaniu praw mniejszości. Jeśli tak, to arbitralny, mocno nieracjonalny sanitaryzm, który zamroził zachodni świat na dwa lata, ma się do tzw. demokracji liberalnej niczym pięść do nosa. Warto jednak mu się przyjrzeć, bo zapowiada nieodległą, groźną przyszłość.

A przecież, zwłaszcza w przypadku choroby tego rodzaju, istotne wydają się takie czynniki jak struktura etniczna oraz zróżnicowanie wiekowe społeczeństwa, jego faktyczna kondycja zdrowotna, a przede wszystkim rodzaj, ogólny stan oraz wydolność systemów lecznictwa. Parametry dość przecież odmienne w różnych krajach. A właśnie tego rodzaju analizy generalnie i globalnie zabrakło, wyjąwszy kilka przypadków, takich jak choćby Szwecja czy Wielka Brytania, przynajmniej do chwili, w której bliskie spotkanie z wirusem odbył późniejszy piewca pandemicznych rygorów premier Boris Johnson.

Niesubordynowaną Szwecję i jej głównego, realnie niezależnego epidemiologa Andersa Tegnella sekowano i grillowano w mediach kowidiańskiego głównego nurtu niemiłosiernie, choć suche dane liczbowe najlepiej chyba pozwalają na zobiektywizowaną ocenę skuteczności przyjętych strategii. Według portalu Worldometer (dane na dzień pisania tekstu) liczba śmiertelnych przypadków na 100 tys. mieszkańców wynosi w Szwecji – 184, 6, podczas gdy w Wielkiej Brytanii odpowiednio – 257, 8. Nasz kraj z liczbą 307, 7 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców też nie ma się, niestety, czym chwalić.

Kto już wiedział, a kto się dowiedział  
Tym, co powinno nas, jako ludzką wspólnotę na Ziemi, niepokoić teraz najbardziej, są oficjalnie nieeksponowane, przeważnie raczej zaniżane lub wręcz ukrywane skutki masowego zaaplikowania sporej części ludzkiej populacji eksperymentalnego preparatu genetycznego,  dla niepoznaki oraz zmniejszenia naturalnych oporów przed czymś nowym, dość radykalnie odmiennym przezwanego „szczepionką”. Ów preparat, czy raczej preparaty Pfizera i Moderny, nie dość, że były od początku zapowiadane przez „wiedzących” (charakterystyczny jest tu zwłaszcza krajowy casus dr. Jarosława Pinkasa), nie dość że ujrzały światło dzienne w rewolucyjnie krótkim terminie, otoczone nimbem ekstraordynaryjności (czy ktoś pamięta jeszcze te lodówki, chłodzące  do minus 70 st. C?), to – co właśnie może najistotniejsze – były w dodatku stręczone ludziom przy użyciu licznych i perfidnych technik psycho- i socjoperswazyjnych. Przecież owo słynne „zaszczep się i uratuj babci życie” od wcześniejszej nieco dyrektywy „zabierz babci dowód” różniły się tylko odwróceniem strzałki emocjonalnego wektora. Ale cała bezwzględność w pozbawianiu podmiotowości raz starszego, innym razem młodszego pokolenia została tutaj zachowana, byle tylko „nasze było na wierzchu”.

Z tym, że Borisa Johnsona, który w Bożonarodzeniowym orędziu AD 2021 obowiązek tej eksperymentalnej iniekcji uczynił priorytetem chrześcijanina, raczej trudno już będzie przebić. A to wszystko działo się w czasie, gdy cwany wirus zasadniczo i w sposób naturalny już wyłagodniał, zgodnie z przewidywaniami tych specjalistów, którzy zdołali zachować zdrowy rozsądek, charakter oraz czyste sumienie, nie idąc w sukurs przedsięwzięciom globalistów ani zyskom ich farmaceutycznych konglomeratów, szykujących się już do przejęcia motywowanej sanitarnie, w istocie jednak dyktatorskiej, mocno opresyjnej władzy nad światem.

Fact-checkerzy: Pinokio nie ma z nimi szans
Mimo zasadniczej blokady w mediach głównego nurtu, a także dezinformacyjnych działań tzw. fact-checkerów, którzy za sprawą wirusa SARS-CoV-2 stali się synonimem bezczelnego kłamstwa, znacznie wyprzedzając poczciwego włoskiego Pinokia, wieści o szkodach poszczepiennych jednak się rozchodziły. Działo się tak zarówno dzięki rosnącej podmiotowości użytkowników internetu, tworzących metodą dobrowolnych zbiórek (z angielska crowd-fundingu) media alternatywne, głównie jednak za sprawą liczby NOP-ów, liczby daleko przekraczającej jakiekolwiek dopuszczalne wyjątki od reguły, która np. w ulotce załączonej do mocnego środka od bólu głowy ostrzega wszystkich przyjmujących ten specyfik, że w rzadkich przypadkach niepożądanym skutkiem ubocznym stosowania preparatu może być... ból głowy.

Niepokojąco wysoka liczba szkód poszczepiennych, zwłaszcza tych definitywnych i to często wśród osób młodych, wysportowanych, w dobrej kondycji rozchodziła się głównie metodą społecznej osmozy, bo okazało się, że niemal każdy dysponuje sprawdzalną, pochodzącą z własnego kręgu towarzysko-rodzinnego wiedzą o takich przypadkach. Wieści drastyczne szybko wędrują, bo przecież nic dziwnego, że ludzie z niepokojem mówią o tym, że komuś jednak zaszkodziło to coś, co miało niezbyt groźnej chorobie zapobiegać. Gdyby nie wojna na Ukrainie, to nadal nie wiedzielibyśmy dokładnie, ile dawek przypominających o wciąż chudnącej zawartości zbiorowego portfela trzeba by jeszcze Pfizerowi zasponsorować. A w obecnej sytuacji nawet dzielny dr Niedzielski wygłosił „swoje non possumus”.

Na szalce Petriego w szwedzkim Lundzie
Wróćmy jednak do Szwecji, bo 25 lutego 2022, na łamach Current Issues of Molecular Biology, naukowego recenzowanego periodyku o otwartym dostępie, z siedzibą w Szwajcarii, siedmioosobowa grupa badaczy z Uniwersytetu w Lund ogłosiła niepokojące wyniki swego laboratoryjnego eksperymentu. Streszczając istotę badań: szwedzcy naukowcy pokazali, że możliwa jest tzw. odwrotna transkrypcja, czyli wewnątrzkomórkowa konwersja mRNA w DNA. Dokonali tego na linii komórkowej pochodzącej z ludzkiej wątroby, co więcej, stało się to szybko, w zaledwie 6 godzin od wystawienia komórek wątroby na ekspozycję BNT162b2. Jeśli dodać ponadto, że owa techniczna nazwa (zawierająca znaki BNT jak BioNTech) odnosi się do preparatu o handlowej nazwie Comirnaty, to...    

Producenci tego eliksiru, znanego szerzej jako „szczepionka przeciw CoViD-19”, głosili wszem wobec i komu się tylko dało, że nic takiego nie ma się prawa zdarzyć. A ich obciążone konfliktem interesów zapewnienia potwierdziła w swej witrynie, w tekście zatytułowanym „Mity i fakty dotyczące szczepionek przeciwko Covid-19”, rządowa amerykańska agencja CDC (Centrum Kontroli i Prewencji Chorób), z siedzibą w Atlancie, której dyrektorem od stycznia roku 2021 jest Rochelle Walensky.

Po badaniach zróżnicowanej etnicznie, międzynarodowej grupy uczonych związanych Wydziałem Badań Klinicznych Uniwersytetu w Lundzie (dr Yang De Marinis, Marcus Aldén, Mohammad Barghouth et alii) dumne zapewnienie agencji z Atlanty, że „materiał genetyczny zawarty w szczepionkach mRNA nigdy nie zdoła wejść do jądra ludzkich komórek” jest w najlepszym razie wyrazem myślenia życzeniowego personelu CDC. Aż strach pomyśleć, że te słowa mogłyby być motywowane czymś innym.

(15 maja 2022)

 

Waldemar Żyszkiewicz

pierwodruk: Obywatelska. Gazeta założona przez Kornela Morawieckiego, przywódcę Solidarności Walczącej, nr 271, 20 maja – 2 czerwca 2022

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale