1 obserwujący
29 notek
22k odsłony
  899   9

Lakoniczna reakcja rządu to dobry ruch

Oczekiwanie, że rząd w skrajnie niebezpiecznej sytuacji, która jest konsekwencją wybuchu rakiet na naszym terytorium powie byle co, byle szybko – po to, żeby nasycić potrzebę bicia piany przez wszelkiej maści komentatorów i „ekspertów” dowodzi jak bardzo infantylny stał się świat przekazu opartego o media elektroniczne. 

Trzeba przyznać otwarcie, że po tylu miesiącach wojny toczącej się za naszą granicą, tak „po ludzku” przywykliśmy do kolejnych doniesień z frontu. Wywoływały one coraz mniej emocji. Tymczasem we wtorek stanęliśmy twarzą w twarz z sytuacją kryzysową – dotyczącą nas osobiście. Sytuacją bardzo poważną. 

Reakcje na nią pokazują wiele – chociaż w sumie, potwierdzają to, co wiadomo do dawna. Po pierwsze, w świecie mediów i komentatorów, nie brakuje idiotów – czego dowodzą wpisy sugerujące, że wybuch rakiet, to przemyślana akcja obozu rządowego, celem przykrycia niepowodzeń w gospodarce. Po drugie, Rosja ma znakomite doświadczenie w kreowaniu przekazu, którego celem jest powodowanie zamieszania i poczucia destabilizacji poprzez promowanie przeciwstawnych informacji. Nie wiem jak Państwo, ale kiedy śledzę doniesienia portali, mam nieodparte deja vu, z pierwszych godzin po katastrofie Smoleńskiej. Niby wszystko wiadomo, a nic nie wiadomo. 

Po trzecie, jak to bywa w chwilach krytycznych, ziarna same oddzielają się od plew. Przekazy dnia, kreowane przez partyjnych piarowców w jednej sekundzie stają się nieaktualne. Żenujący tweet szefa opozycji, który niczym podpity na weselu wujcio, aluzyjnie nawiązywał do sfery seksu, w ciągu kilku sekund zmienił się z planowanego hitu, w potworny wstyd. Tak to już jest, kiedy ktoś chce uchodzić za męża stanu, prezentując styl z zakrapianej biesiady. 

To, co uderzyło mnie najmocniej to atakowanie rządu za to, że informuje o sytuacji spokojnie, może nawet więcej, lakonicznie. Tak jakby rolą władzy było podkręcanie przekazu, a nie przemyślana analiza sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Dowodzi to zgubnego wpływu mediów elektronicznych na naszą rzeczywistość. Internet czyni nas coraz bardziej niecierpliwymi – chcemy wiedzieć wszystko od razu. Reagować natychmiast – bez względu na konsekwencje. Publicyści, komentatorzy dziennikarze – cała elita tworząca narrację za pomocą wpisów na Twitterze czy Facebooku, w jednej chwili pokazała, jaka jest różnica między światem rzeczywistej odpowiedzialności, a życiem z wywoływania emocji. 

W sytuacjach kryzysowych warto czasami „wziąć na przeczekanie”. Dać sobie kilka chwil na spokojną reakcję. Nie tylko dlatego, że informacje zmieniają się z sekundy na sekundę, ale przede wszystkim w celu uspokojenia atmosfery. Rząd, zarząd firmy, wreszcie każdy z nas – postawiony przed potrzebą odniesienia się do czegoś, co jest skrajnie niebezpieczne dla funkcjonowania, musi działać ze spokojną głową. Na zimno. I tak właśnie - tu muszę przyznać z niemałym zdziwieniem, ale i satysfakcją, reagują polskie władze. 

Nie ma takiego scenariusza zarządzania kryzysowego, który wszystko by przewidział, na każdą sytuację miał odpowiedź. Takie podejście sprawdza się wyłącznie na poziomie podręczników i prezentacji power point pokazywanych na konferencjach branżowych.  

Co zatem pozostaje? Spokój – nie dajmy się zwariować, bo to było, jest i będzie celem naszych wrogów. Po drugie, wybierajmy świadomie źródła informacji, opierając się na tych, które są oficjalne. Po trzecie – i to pewnie będzie najtrudniejsze, trzeba wznieść się ponad poziom niechęci i sympatii do tej czy innej partii. Bo bez względu na to, czyje były rakiety i kto je odpalił, musimy teraz być razem.


Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo