Tak to widzę
"Badałeś i pieściłeś słowa jak poeta\ A z pism twoich ocalało jedno zdanie"
6 obserwujących
69 notek
58k odsłon
  507   0

Norwidowska teoria poezji i poety w cyklu Vade-mecum (wciąż aktualna)

Ty żyjesz, wciąż żyjesz, przetrwałeś jednak śmierć, czasowi, zapomnieniu wbrew. Spośród wielu opinii i komentarzy na temat życia i twórczości Cypriana Norwida, według mnie, te słowa (budka Suflera Noc nad Norwidem) najlepiej oddają wpływ tego genialnego twórcy na kulturę do dzisiaj.

Nie można mówić o jednym Norwidzie. Działając na skrzyżowaniu kilku prądów i szkół literackich bywał klasykiem, romantykiem, parnasistą, symbolistą, czy pozytywista, ale żadnym z nich nie był. Juliusz W. Gomulicki określa Cypriana Norwida mianem niepowtarzalnego zjawiska, które swój początek miało w przeszłości i teraźniejszości, ale rzutowało na przyszłość, niosąc nieznane. Opublikowanie w 1905 roku ineditów Norwida sprawiło, że obok „trójcy wieszczów” pojawił się jeszcze jeden genialny twórca, którego odmienne oblicze poezji musiało poczekać w zapomnieniu kilkadziesiąt lat, żeby z całą mocą dopełnić poezje swego czasu. Przedstawiciel ostatniego pokolenia romantyków, którego twórczości nie można podporządkować do żadnej z ówcześnie panujących tendencji. Poeta, który dostrzegał ograniczenia literatury romantycznej, nie akceptował, związanej z polskim romantyzmem, kultury szlacheckiej. Twórca, który połączył pierwiastki klasyczne i romantyczne, akcenty polskie z akcentami europejskimi, który ostatecznie odświeżył literaturę narodową i nadał jej nowy kierunek.

Cała spuścizna po Norwidzie to nie tylko bogactwo i różnorodność form, to przede wszystkim głębokość i szlachetność tonu oraz nowatorstwo wykraczające poza najwyższe osiągniecia ówczesnej poezji europejskiej. Cała twórczość Norwida zdaje się być rozprawą z otaczającą poetę rzeczywistością. Z dziewiętnastowiecznym skokiem cywilizacyjnym i jednoczesną stagnacją moralną człowieka. Przyjęta rola obserwatora, filozofa, a w końcu moralizatora i krytyka, pociągnęła za sobą literackie konsekwencje, wymagała nowej poetyki, nowego warsztatu, który mógłby sprostać twórczej wizji. Norwid, zdaje się bez żalu zostawił konwencjonalną i nastrojową poezję na rzecz całkowicie nowych form wyrazu poetyckiego, co jednocześnie zepchnęło go na margines życia literackiego.

Bez wdawania się w biograficzne szczegóły warto pamiętać, że Norwid, który po europejskich podróżach, w 1849 roku zjawił się w Paryżu, to osoba rozumiejąca siebie i innych, potrafiąca spojrzeć z dystansem na siebie i na świat. To w tym roku pojawia się pierwsza publicystyczna polemika z romantycznym mesjanizmem. Bezkompromisowość poety prowadzi do nagonki prasowej, trudności w publikowaniu, w końcu do coraz większej samotności. To wpływa na decyzję o wyjeździe do Ameryki, gdzie, jak pisze w liście do Marii Trębickiej, żyje w społeczeństwie mu przeciwnym i ze wszech miar innym. Jednocześnie dostrzega prawdziwą poezję w pracy rak swoich. Ostatecznie amerykański sen przynosi rozczarowanie, Norwid wraca do Paryża, gdzie pozostaje do śmierci. Okres ponownego osiedlenia się w Paryżu, to okres biedy, borykania się z życiem codziennym, a także czas (1865-1866) gdy dokonał redakcji Vade-mecum.

Vade-mecum, wielkie dzieło, cykl stu wierszy, autonomicznych utworów, powiązanych niczym kostki domina, które ostatecznie pozostają spięte niewidzialną klamrą. Cały utwór przypomina przekrój geologiczny, na którym zobaczyć można nie tylko poszczególne warstwy podłoża, ale również przenikające się, w sposób nieregularny, gatunki gleby. Tytuł Vade-mecum, to ewangeliczne pójdź za mną, jak również słowa, które Wergiliusz kieruje do Dantego w Boskiej Komedii, stąd można go traktować jako wezwanie do alegorycznej wędrówki po piekle form, wątków i tematów.

No właśnie, kim jest wzywający u Norwida? Według mojej własnej interpretacji (nie chcę wdawać się w spory ze znawcami tematu) Czytając Vade-mecum można odnieść wrażenie, że pisze je starzec z Romantyczności, który wciąż posiada szkiełko i oko, to dzięki nim obserwuje otaczający świat i ludzi, jednocześnie starzec ten ewoluował i na drodze ewolucji wyposażony został w czucie i wiarę. Norwid widząc zmierzch twórczości romantycznej, dostrzegał jej opóźnienie w stosunku do pędzącej rzeczywistości, to przekładało się fałszywy obraz świata. Dostrzegał przekształcenie szlachecko-ziemiańskiego etosu w kulturę przemysłowo-miejską. Jego receptą miała być nowa twórczość, nowy – w i e r n y obraz nowej rzeczywistości, który tworzony jest prze nowego poetę. Poeta-autor Vade-mecum przeobraża się w publicystę, kogoś, kogo dziś nazwalibyśmy komentatorem życia publicznego. Jednocześnie to przeobrażenie nie jest pełne, tak jakby zatrzymało się w połowie drogi. Twórca częściowo przybiera formę publicysty, jednocześnie pozostając poetą, poetą prekursorem, ale i tyranem. W liście do J. I, Kraszewskiego Norwid pisze, że poezja polska tam pójdzie, gdzie główna część VM wskazuje (…) Czy chcą? czy nie chcą? wszystko jedno. Ten poeta idzie dalej niż mickiewiczowski Konrad, nie woła: daj mi rząd dusz, on sam po niego sięga. Co sprawia, że ma do tego prawo? Odpowiedzią są wiersze programowe, ale już wiersz-program całego cyklu zdaje się ukazywać prawo poety do wyznaczenia nowego kierunku. To odkrycie uroku poezji i wymowy, uroku ponad wszystkie uroki:

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura