platos platos
79
BLOG

Po co się męczyć - przeczekajmy ten kryzys

platos platos Polityka Obserwuj notkę 44

Rożne rzeczy w życiu widziałem. Wiele abstrakcyjnych pomysłów zostało wdrożonych jednak najnowszy rządowy pomysł dopłat do przestojów mógł powstać jedynie w umyśle ekonomicznego analfabety.

Krew się we mnie burzy bo jest to sprzeczne nie tylko z moimi liberalnymi poglądami ale i z podstawową logiką. Za to wszystko zapłacę ja bo mi przestój nie grozi a jakby groził zrobię wszystko by do niego nie dopuścić. Ale zacznijmy od początku…
 
Dogmat 1
Jednym z najbardziej znanych dogmatów neoliberalizmu jest to, że zwiększenie deficytu budżetowego jest zjawiskiem negatywnym. Według niedouczonych wyznawców neoliberalizmu, każde zwiększenie deficytu jest z gruntu złe i traktuje się je niemal jak zbrodnię. Cóż z tego, że nauka ekonomii dawno już odkryła pojęcie polityki fiskalnej jej zależności i zastosowanie. Deficyt jest zły i już – zawsze!
 
Dogmat 2
Wierzenie to oparte jest na innym dogmacie, że wszystko co prywatne jest lepsze i efektywniejsze. Nie zamierzam twierdzić, że tezy te są zupełnie bezpodstawne, faktem jest jednak to, że nie są prawdziwe zawsze. O tym czy usługa świadczona przez rząd jest tańsza niż usługa świadczona przez prywatnego przedsiębiorcę decyduje bowiem wiele przeróżnych czynników od poziomu konkurencji na świadomości konsumenta kończąc.
Łatwo też wyobrazić sobie sytuację, w której publiczne pieniądze przeznacza się na cele, które przynoszą także inne korzyści niż te mierzone rentownością.
Np.: projekt gazociągu z Norwegii może dać wiele korzyści mierzonych pieniądzem ale także wiele politycznych – niewymiernych. Taka inwestycja nie będzie opłacalna dla żadnego przedsiębiorcy ale dla ogółu jak najbardziej. Tu jest właśnie miejsce dla publicznych pieniędzy.
 
Co to ma wspólnego z deficytem? Otóż tyle, że każde zwiększenie deficytu będzie korzystne o ile środki przeznaczone zostaną na inwestycję, z której korzyści są większe niż całkowity koszt finansowania tego deficytu. Podkreślam słowo całkowity, bowiem należy dodać do niego koszt utraconych korzyści z tytułu drenowania rynku finansowego. Więcej pieniędzy dla budżetu = mniej pieniędzy dla przedsiębiorstw.
 
To kolejny dogmat co do zasady prawdziwy ale jak wszystko mogący mieć wyjątki.Z takim wyjątkiem mamy do czynienia właśnie teraz.
 
Pierwszym i podstawowym problemem obecnego kryzysu jest zastopowanie akcji kredytowej. Dlaczego? Banki doskonale wiedzą ze przy spadającym PKB i przy wielkości już udzielonych kredytów, która jest kilkadziesiąt razy większa niż wartość posiadanych depozytów (vide mnożnik kreacji pieniądza w systemie bankowym), przy spadającej jakości tych kredytów, kwestią czasu jest problem z płynnością. Banki więc śpią na pieniądzach bo to przedłuża ich egzystencję. Żadna siła i żadna premia za ryzyko nie zmusi ich od wyzbycia się tej gotówki. Do tego stopnia, że zamarł rynek międzybankowy. Banki oferują coraz wyższe oprocentowanie lokat (choć pierwsza paniczna fala wojny depozytowej już minęła).
 
W takiej sytuacji instrumenty polityki pieniężnej są zupełnie bezużyteczne. Żadne obniżenie stóp procentowych nie skłoni bankowców do zwiększenia akcji kredytowej. Pozostają jedynie narzędzia polityki fiskalnej a jednym z nich jest właśnie zwiększenie deficytu budżetowego.
 
Jedyny sposób na wyciągnięcie pieniędzy z banków przy jednoczesnym pozostawieniu poziomu ryzyka ekspozycji kredytowej na niezmienionym poziomie jest pożyczenie tych środków rządowi. Rządowe papiery dłużne obarczone są niskim ryzykiem i są płynne. Rząd może więc, w kontrolowany sposób i bez szkody dla banków,  zwiększyć deficyt budżetowy a środki przeznaczyć na inwestycje.
 
Pozostaje pytanie dlaczego tego nie robi?
Czy nie mamy możliwości inwestycyjnych czyli znalezienia inwestycji o stopie zwrotu większej niż koszty obsługi? Czy grozi nam przeinwestowanie?
Patrząc na stan polskiej infrastruktury odpowiedź brzmi nie.
Mało tego każda inwestycja może zostać wsparta środkami UE i znacznie zmniejszyć jej koszt.
 
Co leży u podstaw tak asekuranckiego zachowania rządu? Czy to tylko ślepa wiara w wyżej opisane fałszywe dogmaty, czy jest znacznie gorzej? Czy jest to świadomość tego, że z różnych przyczyn nie jesteśmy w stanie zaabsorbować środków UE? Czy niska ich absorpcja nie jest intencjonalna – przykazana przez zagranicznych mocodawców? Czy takie wnioski są nieuprawnione?
 
Jaką wartość dodaną ma plan płacenia za przestoje przedsiębiorcom? Przecież to jest kompletna bzdura! Płacić za nie robienie niczego to już lepiej, jak Keynes przykazał, dać tym przedsiębiorcom zlecenia, rozpisać przetargi. Niechże coś robią choćby po koszcie wytworzenia!!!
Płacić za nic nie robienie? Co budżet na tym zyska?
 
Już widzę ten chór rządowych piewców jak to rząd skutecznie walczy z kryzysem.
To może wszyscy idźmy na rządowy zasiłek. Po co się męczyć? Po co męczyć ma się nasz pracodawca, po co ma szukać zleceń, akceptować kontrakty eksportowe na poziomie rentowności jak rząd i tak zapłaci. Wszyscy przeczekajmy!!!
Jak ten chory pomysł ma się do „uwolnienia energii Polaków” zapowiadanej w expose? Energii tak potrzebnej by przezwyciężyć kryzys?
platos
O mnie platos

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Polityka