Nie o marne kliknięcia, nie o liczbę odświeżeń tabliodowej strony, chodzi o przetrwanie i utrzymanie wpływu na naszą świadomość.
Analiza przyczyn i celów prowokacji związanej ze sprawą kataryny musi być osadzona w pewnym rzeczywistym kontekście. Nie zgadzam się z przedstawioną we wpisieGniewomira Świechowskiego tezą, że sprawa ma wymiar biznesowy.
Dziennik rakiem wycofuje się z tej afery bo nie udało mu się złamanie blogerów. Chyba nie udało się zrównanie ich z onetowymi frustratami (czy to nie było celem?). Wynik tej wojenki nie jest jednak zupełnie jednoznaczny a wpadanie w huraoptymizm, że oto pokazaliśmy siłę a Dziennik lada moment padnie jest nieco oderwane od rzeczywistości.
Dziennik, podobnie jak Gazprom, pada już od kilku lat, ale nie upadnie dopóki istnieją polityczne korzyści z jego istnienia. Rachunek biznesowy (tak ukochany przez domorosłych liberałów) nie jest jedynym argumentem. Pozabiznesowe korzyści nadal są i jeszcze długo będą -co najmniej do wyborów prezydenckich. W sensie biznesowym Dziennik nigdy nie był rentowny – dlatego trudno mi uwierzyć, że afera z kataryną w roli ofiary jest jedynie próbą planowanego przejście „Dz” do sieci i zwiększenia odwiedzalności na portalu – czyli zwiększenia rentowności – Kilka kliknięć nie utrzyma Dziennika.
Przeciw temu świadczy też choćby i to, że czysto biznesowo jest to nieopłacalne, bowiem koszt utraty wiarygodności i smród jaki się wytworzył wokół sprawy, nie da się zrekompensować zwiększonym ruchem na portalu.
Zatem nie o to tu chodzi.
Tylko pozabiznesowe korzyści są dziś (zawsze były?) istotą istnienia Dziennika. To właśnie blogerzy poprzez swą działalność zmniejszają jego propagandową siłę – zagrażają więc podstawowemu sensowi istnienia takich mediów. Z tego punktu widzenia nie przypadkiem to kataryna i blogerzy w S24 stali się celem.
Truizmem jest twierdzenie o rosnącej roli Internetu. Sieć odgrywa coraz większą rolę w życiu publicznym, jest coraz silniejszym medium w wyborach, więc ma coraz większy wpływ na realną władzę a światowe elity nie lubią zostawiać realnej wolności (nawet wolności słowa) poza kontrolą.
Realna władza to ci co wiedzą „kiedy będzie zaćmienie słońca” - reszta to my. Nie należy redukować władzy do Tuska, Kaczyńskiego czy Pani Merkelowej.
Władza dostrzega zagrożenie jakie czyha w przypadkowym spotkaniu się w necie kilku ludzi – specjalistów z różnych dziedzin życia. Każdy z nich z osobna będzie jedynie korporacyjnym wyrobnikiem lub szefem własnego dobrze prosperującego małego przedsiębiorstwa. Razem mają to co posiada korporacja – interdyscyplinarną wiedzę i szersze rozumienie rzeczywistości. Razem wykorzystują efekt synergii. Co jak spotkają się poza kontrolą specjaliści od „śpiewu i mas” ze specjalistami od „szarych smutnych ludzi” którzy znają „pana od śrubek”? Może przyjdzie im do głowy zmienić istniejące status quo? A kryzys to właśnie taki moment, niepewny moment bo to teraz decyduje się czy ciemny lud zapłaci bankom by to status quo zostało zachowane.
Nic więc dziwnego, że Internet staje się obiektem coraz to nowych kontroli, próbuje się narzucać ograniczenia, straszyć zagrożeniami etc. Czas założyć mu kaganiec. Zbyt dużo jest do stracenia.
Szybkość przekazu internetowego powoduje, że kontrola prewencyjna jest mniej skuteczna. Nie da się blokować tematów, nie da rady przygotowywać gruntu pod publiczną debatę tak by potoczyła się w oczekiwanym kierunku.
Jak wsponiałem internet weryfikuje i stępia też propagandę mainstreamową. To tu zderzają się poglądy za i przeciw, To tu medialne wrzutki spotykają krytyczne uwagi, trudne pytania, ostrą polemikę itd. To zmniejsza skuteczność mainstreamu w kreowaniu światopoglądu mas a to właśnie jest sensem istnienia Dziennika. I to właśnie tu S24 nadepnął mu na odcisk.
W necie rzeczywiście tworzy się namiastka kontroli obywatelskiej, nie tylko nad trzema monteskiuszowskimi władzami, ale też tą czwartą, która niestety przez swą ułomność i kompletną etyczną deprawację (zachęcam do zapoznania się z niezwykle celnym komentarzem Chevaliera) wykazuje godny potępienia serwilizm wobec władzy. Warto też zwrócić uwagę na kolejną władzę – swoistą dyktaturę popkulturowych autorytetów żyjących w pełnej symbiozie z władzą czwartą.
„DZ” na rzecz rządzących elit wykonał sondowanie. Jakie metody będą skuteczne by skanalizować rodzącą się w necie niezależność. Sprawdzono skuteczność: szantażu, zastraszenia, przekupstwa, oczerniania i manipulacji. Sprawdzono realną siłę blogerów w zderzeniu z medialną machiną mainstreamową. Zbadano czyja wersja „prawdy” dotrze do opinii publicznej. Sprawdzono też nie tylko siłę ale też solidarność blogerów.
Wiadomo wszystkich nie da się kupić, zastraszyć czy oszukać. Jak to się nie uda zawsze można przyprawić blogerom gębę internetowych frustratów, chamskiego motłochu – tak jak to zrobił dziennik.
Atak na blogerów jest testem zachowania środowiska internautów i reakcji opinii publicznej w sytuacji planowanej redukcji wolności w sieci. Zakaz anonimowości jest jednym z przykładów ograniczania wolności a atak na katarynę jedynie pretekstem do unurzania nas wszystkich w błocie i zmniejszenia naszej wiarygodności.
Biorąc to wszystko pod uwagę naprawdę trudno mi uwierzyć że ten szmatławiec zrobił to tylko z biznesowych pobudek. Myślę, że więcej kliknięć wygenerowałoby pokazanie gołej dupy Kukiza, którą całuje Krassowski niż nic ta wojna.
Owszem oni wiedzą że nie poszło łatwo, wiedzą że stracili twarz w środowisku internautów ale czy naprawdę ponieśli porażkę?Czy opinia publiczna zadrżała z oburzenia nad wolnością w necie? Nie. Oni osiągnęli co najmniej kilka ze swoich celów. A, że jacyś najemni karnowscy, zaręby, wróble czy inni sprzedani funkcjonariusze odkryli na chwilę przed nami swoją prawdziwą twarz cóż…. Mieliście wątpliwości kim oni naprawdę są? Jeśli tak byliście naiwni.
Mieliście wątpliwości, że część z nas połasi się na rzuconą przez nich kość? Przecież także dla części z nas, blogi mają być trampoliną do medialnej kariery. Tak część z nas jest urodzona by być gazetowymi cynglami. Tak część z nas chce im służyć.
Na koniec, ku przestrodze, zanim nastąpi bezkrytyczny przepływ naszego szacunku od ww. Karnowskich i Zarębów w stronę tych co stanęli po stronie blogerów lub okrakiem na barykadzie zasiedli, pamiętajmy, że także wśród nich są tacy co spór ten i całą swoją działalność blogerską traktują jedynie jako uzupełnienie i dywersyfikację osobistej kariery. Wielu robi to naprawdę skutecznie – zapytajcie kogoś kto nie bywa w S24 - Kto to jest Leski?
S24 realnie zagroził istnieniu Dziennika. Istnieniu nie biznesowemu ale tym wszystkim powodom dla, których nadal opłaca się go reanimować - a tymi powodami jest kreowanie opinii publicznej bo to przekłada się na realną władzę. Warto widzieć wojnę o katarynę w szerszym kontekście.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)