Wystarczy podstawowa wiedza ekonomiczna, by zrozumieć gdzie leżą przyczyny tego, że Polska osiągnęła wyższy wzrost gospodarczy w porównaniu z innymi państwami regionu.
Najpierw jednak istotna uwaga. Rząd propagandowo przedstawia sytuacje w sposób zaiste prostacki i aż dziw bierze, że ani media, ani ekonomiczne autorytety, ani nawet opozycja (wstyd!!) nie chcą tego dostrzec. Rządowa propaganda sukcesu zupełnie abstrahuje od porównania rzeczywistego spadku gospodarek. Przecież Niemcy przed kryzysem mieli wzrost PKB 2% dziś spadają -6% Polska zaś ponad 7% dziś +0,8 czyli różnica w punktach procentowych 8% do 6,2% już tak znacząca nie jest.
Przyczyny nieco lepszej sytuacji Polski w porównaniu do sąsiadów są wielorakie i właściwie różne dla każdego kraju. Spróbuję je usystematyzować .
Pierwszą przyczyną kryzysu gospodarczego był kryzys finansowy. Była to pierwsza jego fala spowodowana ogromnymi odpisami i zachwianiem płynnością banków. Nas ta fala nie dotkneła zrobi to dopiero fala wtórna. Tu nastąpiło pierwsze przesunięcie czasowe.
Pierwsza fala uderzyła głównie kraje, w których monetyzacja czyli nasycenie bankowością, a dokładniej udział kredytów w kreowaniu PKB jest bardzo wysoki (Niemcy, USA etc.)
W takiej sytuacji choćby krótkotrwałe zatrzymanie akcji kredytowej powoduje gwałtowne spowolnienie gospodarcze. Należy też pamiętać, że zatrzymana akcja kredytowa dotyka zarówno popytu inwestycyjnego jak i konsumpcyjnego. Stąd ostry spadek PKB w Niemczech -6%, USA -4%.
Kraje te jako główny rynek zbytu, przenoszą spowolnienie poprzez zmniejszenie importu do innych krajów tym silniej im większy jest udział eksportu w tworzeniu PKB.
To właśnie różnica w strukturze PKBpomiędzy Polską a np. Węgrami, Czechami czy Słowacją jest przyczyną drugiego przesunięcia czasowego. Gospodarki proeksportowe z małym popytem wewnętrznym, szybciej reagują na zewnętrzne bodźce zarówno te pozytywne jak i negatywne. Eksporterzy (głównie międzynarodowe korporacje) natychmiast zwalniają pracowników i redukują produkcję. Nie ma zaś amortyzacji w postaci popytu krajowego. Stąd gwałtowny spadek PKB.
Ciekawym przypadkiem jest Słowacja. Tu najwyraźniej widać jak fatalną w skutkach była decyzja i moment wejścia do strefy euro. Załamanie się eksportu nie zostało zamortyzowane osłabieniem narodowej waluty (jak było u nas). Dodatkowo wzrost cen produktów i usług konsumpcyjnych zabił i tak skromny popyt wewnętrzny. Dramat tym większy, że w małym kraju konsumenci mają zawsze blisko za granicę - stąd turystyka bazarowa. Zjawisko to dotyczy też Niemiec i Litwy. Turystyka bazarowa znacząco poprawia nasz PKB.
Czy to koniec różnic? Właśnie nie. Należy zaznaczyć że właśnie trwa czas powrotów bezrobotnych gastarbeiterów. Przywożą oni ze sobą znaczne oszczędności.
Warto zwrócić uwagę, że Polska jako jedyny z krajów regionu dokonała w ostatnich latach znaczących cieć w podatkach. To jeden z głównych motorów, które tak skutecznie napędziło koło zamachowe naszej gospodarki, że siłą rozpędu jakoś się jeszcze kręci. Ciekawe też, że to minister Rostowski na dzisiejszej konferencji prasowej sobie przypisał tą zasługę choć nic z tym nie miał wspólnego, ani on ani PO. Wszystkie zmiany są autorstwa PiS.
Przejdę teraz do tego co nas czeka. Nieuchronnie przyjdzie do nas jeśli nie kryzys finansowy, to na pewno zatrzymanie akcji kredytowej (co już ma miejsce) i groźba poważnej utraty płynności banków. Wraz ze wzrostem bezrobocia zacznie rosnąć odsetek złych długów i zaciskać pętle na bankach.
Swoje trzy grosze dołoży rząd - drenując banki z dywidendy czy podnosząc opodatkowanie.
Rząd, który tak się chwali tym, że mamy najlepszy wskaźnik wzrostu PKB w Europie a realne działania ogranicza do socjalnego rozdawnictwa (o czym w poprzednim wpisie)
Rząd, który nie chce zwiększyć deficytu mimo, że to i tak nieuchronne i przeznaczyć go na inwestycje, który mami nas utrzymaniem deficytu w ryzach a jednocześnie dokonuje wirtualnych cięć i pozornych oszczędności lub zabiegami księgowymi fałszuje realny obraz deficytu.
Taki rząd nie wygra z kryzysem, wszyscy słono za to zapłacimy.
Na koniec ciekaw jestem jak dziś Donald Tusk tłumaczyłby nam zasadność i pozytywne skutki wprowadzenia podatku liniowego (notabene - którego jestem zwolennikiem)?
Przypominają sobie Państwo jak stawiano nam Słowację czy Estonię za wzór. Jak jedynym czynnikiem rozwoju miało być cudowne rozwiązanie – podatek liniowy?
Tak właśnie wygląda cały fałsz zawarty w debacie rodzimych liberałów. Zamiast rzeczowej dyskusji manipuluje się faktami – jak dziś ze wskaźnikiem PKB. Co niby ten wskaźnik miał nam pokazać?
Ja się pytam Pana Premiera i guru kosmicznej ekonomii prof. Balcerowicza - gdzie te gospodarcze tygrysy z podatkami liniowymi? Gdzie one są? To jednak nie jest cudowny eliksir, panceum na wszystko? Gdzie wasza wiarygodność?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)