Przeczytałem dziś kilka wpisów krytykujących rząd za to, że postawi huśtawki.
Można to wyśmiać, bo rzeczywiście Platforma idąca do władzy zapowiadała skok cywilizacyjny a pozostawi po sobie (jak to było w Misiu? być może – nie z pewnością) zamiast autostrad i mostów – boiska i huśtawki. No i długi do spłacenia.
Myślę jednak, że rząd ma prawo chwalić się i w jasnych barwach przedstawiać swoje priorytety. Cóż z tego, że te priorytety są śmieszne. Są takie na jakie nas stać, to są priorytety na miarę naszych czasów i na miarę elektoratu.
Co innego jednak chwalić się „Misiem” czy huśtawką, a co innego zakłamywać rzeczywistość i fałszować rządowe statystyki, raporty i prognozy.
Upiekszanie rzeczywistości przez rządzących nazywa się eufemistycznie „urzędowym optymizmem". Pod wpisem Łukasza Warzechy na temat huśtawek, przeczytałem ciekawą dyskusję właśnie o upiększaniu rzeczywistości i nad tym chciałbym się pochylić.
Znajduje ono niestety poklask lub próbę usprawiedliwienia. Nieoceniony Krzysztof Leski (człowiek orkiestra) twierdzi, że Rostowski słusznie i celowo zakłamuje prognozy argumentując to „samosprawdzającą się przepowiednią”, trudnością z uplasowaniem na rynku długu. Myślę, że zarówno twierdzenie Leskiego będące kalką tłumaczenia Rostowskiego jaki i sposób argumentacji jest wyjątkowo absurdalny.
Władza ma przede wszystkim informować nasz wszystkich rzetelnie. Wszystkich to znaczy to samo mówić nam i dziennikarzom FT. Statystyki rządowe muszą być prawdziwe, dokładne i precyzyjne bo tylko w ten sposób buduje się wiarygodność.
Przez podejście rządzących, przez lata fałszujących statystyki nikt nie traktuje nas poważnie.
Na świecie nie do pomyślenia są takie przypadki by rządowe dokumenty rozmijały się z rzeczywistością o kilkadziesiąt mld. (kilkanaście procent!!).
W cywilizowanych krajach nie do pomyślenia jest by budżet nowelizowany był w ciągu roku 3-4 krotnie!!! Owszem są błędne analizy ale są na bieżąco rewidowane są też ogłaszane i uzasadniane. pozwala to na lepszą ocenę administracji.
Precyzyjność szacunków i rządowych statystyk jest jednym z wyznaczników jego profesjonalizmu. To co się wyprawia u nas w sferze budżetowej, to jest nieprawdopodobna kompromitacja i dlatego zadziwia mnie spokój i lekkie pobłażanie komentatorów. Nie sądzę by byli równie pobłażliwi dla poprzedniej minister finansów.
Proszę sobie wyobrazić co się dzieje w budżetach lokalnych, które nadal nie wiedzą ile otrzymają z budżetu centralnego.
Twierdzenie ministra, że upiększając wyniki można uzyskać tańsze finansowanie jest przejawem pobożnego myślenia. Finansiści maja swoje własne wyliczenia i analizy, nie wierzą Rostowskiemu, a takie fałszowanie danych, tworzenie księżycowych budżetów tylko wprowadza dodatkowy czynnik niepewności. Niepewność to ryzyko, za które się płaci premię. To kosztuje nie tylko dziś ale ciągnie się latami jak smród. Odbudowanie wiarygodności nie jest później łatwe i dosyć długo trwa..
Świadome fałszowanie danych jest niczym innym jak zwykłym oszustwem. Oszukuje się właśnie nas i to na dwóch równoległych płaszczyznach. Po pierwsze wciskając nam i naszym funduszom emerytalnym przewartościowane papiery dłużne a po drugie pozbawia się nas prawdziwej informacji o rzeczywistym stanie gospodarki i pozbawia się nas możliwości szybkiego i skutecznego reagowania w celu ochrony naszego majątku.
Jesteśmy na straconej pozycji w zderzeniu z korporacjami, posiadającymi centra analityczne monitorujące sytuacje globalną. My takich danych nie mamy więc musimy polegać na rządowej statystyce, za którą sami płacimy w formie podatków.
Jakże uderzająca jest analogia z powodzią. Tu nikt nie ma wątpliwości, że odpowiednie instytucje powinny podawać właściwe stany wód i właściwy stan zagrożenia a nie upiększać je by np.: nie wywoływać paniki. Tu oczywiście strona rządowa nic nie ma do ugrania, nie przykrywa swojej niekompetencji więc nie zaniża stanów alarmowych. Dlaczego więc robi to w finansach?
Ja nie wierzę, że Rostowski robi to wszystko bezmyślnie i nieświadomie. Nawet w naszym państwie są urzędnicy, którzy są w stanie precyzyjnie oszacować kluczowe wskaźniki. Rostowski kłamie, bo ma taki rozkaz. Bo idą wybory prezydenckie dlatego właśnie zamiata pod dywan kolejne miliardowe dziury – a to 10mld do Funduszu Drogowego a to 9 mld do FUS. W ten sposób propagandowo deficyt budżetowy rośnie jedynie o 9mld ale deficyt sektora finansów publicznych z planowanych na ten rok jedynie 2,7% PKB wzrośnie nawet do 6% PKB.
Uzasadnianie tej kosztownej kompromitacji tzw. "urzędowym optymizmem" jest absurdalne.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)