Dzisiejszy dzień przyniósł nam dwie ciekawe informacje dotyczące naszej sceny politycznej.
Obie dotyczą partii rządzącej, która ma wyraźny problem z utrzymaniem szerokości frontu od Olejniczaka do Krzaklewskiego. Obie zdecydowanie negatywne dla PO.
Pierwszą informacją zupełnie pominiętą są wyniki badania rozpoznawalności polityków. O ile nie zdziwiły mnie wyniki badania dotyczące pozostałych partii, o tyle wynik Platformy jest zaskoczeniem. Od dawna politolodzy lansowali tezę, że żadna partia poza Platformą nie zdołała przejść przez proces depersonalizacji. Szczególnie gorącym orędownikiem tej tezy był Marek Migalski ale posiłkowała się nią także, wśród wielu innych komentatorów, prof. Staniszkis.
Wyniki powyższego badania zaprzeczają tej tezie w całości. Okazuje się, że PO = Tusk. To jemu dzięki skutecznej polityce wyrzucania osobowości udało się odwrócić proces depersonalizacji. To jego polityka wewnątrzpartyjna spowodowała zanik wewnętrznej debaty, zanik konkurencji. Kto dziś jeszcze pamięta, że to w PO planowano przeprowadzać prawybory?
Kilka lat gry wyłącznie na szefa partii, musiała zakończyć się w ten sposób.
Tak oto z partii pomyślanej jako obywatelska, mamy partię wodzowską, w której wódz posiada ponad 80% rozpoznawalności a za nim nie ma nikogo tylko skompromitowany błazen Palikom i zmarginalizowany marszałek.
Drugie wydarzenie daleko bardziej istotne od pierwszego, ale przecież w pewien sposób z niego wynikające, jest odejście A. Olechowskiego.
Nie mogę zgodzić się z tezą Newsweeka, że jest to polityk przegrany i w związku z tym wydarzenie to jest mało istotne. Wydaje mi się że jest to teza na zamówienie, na zdeprecjonowanie zagrożenia, którego nie da się zredukować ad pisorum. (Newsweek - mocno stawiał na tuskowego konia).
Jest to wydarzenie niezwykle istotne bo jaskrawo pokazuje, że łamie się front jedności narodu. Front od Krzaklewskiego do Olejniczaka. Może to być też pewna wyrwa w tamie przez, którą kolejne środowiska rozczarowane rządzeniem zaczną odpływać.
Do tego potrzebne jest jednak mocne tąpnięcie w sondażach – czy nastąpi? Dziś wydaje się to niemożliwe a jednak myślę, że Piskorski z Olechowskim wybrali doskonały moment bo fala rozczarowanych właśnie wezbrała. Jeśli ta sprawa zostanie rozegrana odpowiednio głośno (macie wątpliwości czyją stronę weźmie Lis i jak długo będzie temat wałkował?), jeśli Olechowski i jego środowisko będą ostro krytykował Donalda Tuska, to nastąpi gwałtowne przesilenie.
Mało tego istnieje duże prawdopodobieństwo, że sytuacja budżetowa nadal będzie się pogarszać i debiut nowego ugrupowania nastąpi właśnie gdy przyjdzie czas bardzo trudnych i niepopularnych decyzji.. Nowa siła powstanie w momencie apogeum słabości PO. Klasyka gry politycznej.
Zmiana sytuacji będzie też, nowym otwarciem w wyborach prezydenckich.
Do gry wróci L. Kaczyński. Absurd? Niekoniecznie. Przy starcie Olechowskiego ma ogromną szansę na drugą turę. TW Must raczej nie odbierze mu twardego elektoratu więc 25-30% na drugą turę wstarczy. Kaczyński marzył o silnym kandydacie na lewicy i się chyba doczekał choć nie tam gdzie się spodziewał.
Myślę też, że Piskorski nie popełni błędu SLD i nie będzie po cichu wspierał Tuska w drugiej turze. Jego zwycięstwo postawiłoby bowiem pod znakiem zapytania późniejszy sukces wyborczy SD. Dlatego myślę, że w drugiej turze będzie grał na Kaczyńskiego – nie że go lubi – Piskorski po prostu musi. Porażka Tuska zdestabilizuje PO i wywianuje Piskorskiego w antypisowski elektorat. Lemingi zmienią kierunek biegu.
Ostatnim elementem układanki jest SLD, ale chyba ostatni już naiwni sądzą że pod światłym przywództwem Napieralskiego ugrają coś więcej niż 10-12%. Piskorski dobije ich przyciągając Rosatiego i Borowskiego. niczym nie ryzykuje bo samodzielnie politycznie nic już nie znaczą.
Nie jest to łatwa rozgrywka ale po popisowej porażce Dudkiewicza, po klęsce Libertasu i Marka Jurka, przy dość stabilnym poparciu Rydzyka dla PiS to jedyna nadzieja na przemeblowanie sceny politycznej i nowe rozdanie kart. Następna będzie za kilka lat.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)