platos platos
62
BLOG

Rozmowy niedokończone

platos platos Polityka Obserwuj notkę 6

Jakiś czas temu wróciłem z żoną z tygodniowego pobytu nad naszym morzem. Ciekawa odmiana i szczerze przyznam, że podobało mi się bardziej niż za granicą.

Na urlop w to samo miejsce wybrali się także moi znajomi ze swoimi znajomymi, których wcześniej nie znaliśmy. Nie odbyło się bez wspólnego grilla i dyskusji.
 
Nieznajoma nam para, szczególnie kobieta, wykazywała od początku poznania szczególną ciekawość, graniczącą z wścibstwem. Zadawała setki szczegółowych pytań dotyczących sfery naszego życia prywatnego - gdzie i jak mieszkamy, co robimy, gdzie pracujemy etc. Nas nie zapytała ile zarabiamy ale koledze, z którym dzielili kwaterę zadała także i to pytanie.
 
Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa dyskusja ze spraw nudnych, przeszła na tematy polityczne.
Co ciekawe od jakiegoś już czasu obserwuje w tego typu dyskusjach zmianę stylu jej rozpoczęcia. Kiedyś naturalne było, że pojechanie po Kaczorach, po PiSie lub kadzenie Platformie. Tym razem było inaczej a dyskusja była nadzwyczaj merytoryczna.
 
Rozmawialiśmy na wiele spraw i ani przez chwilę nie padła nazwa żadnej z partii, nie wymieniliśmy żadnego polityka.
Nowo poznani znajomi mieli, w wielu sprawach, poglądy przeciwne do moich. Dyskusja, choć w przyjacielskiej atmosferze, z racji ubogiego repertuaru ich argumentów i co tu dużo mówić braku doświadczenia w prowadzeniu sporów, z każdym tematem stawała się dla nich coraz mniej komfortowa - i to pomimo moich szczerych starań by nie odczuli z mojej strony jakiejś niechęci czy negatywnych uczuć – których zresztą do nich jako do osób nie żywiłem.
 
W ogóle większość ludzi rakiem wycofuje się z dyskusji gdy ze wspólnego lamentu o złym PiS i złym Prezydencie ktoś się nagle wyłamuje i okazuje się mieć inne zdanie. Tu chyba ze względu na inny wstęp rozmowa trwała nadal.
Dyskusja polegała na powtarzaniu kolejnych medialnych kalek, które ja usiłowałem merytorycznie zbić. W kilku sprawach udało mi się zburzyć ich wiarę w słuszność powielanych tez. Wiarę opartą raczej o brak pełnej wiedzy, świadomości i powierzchownemu rozumieniu rzeczy. Ich pewność siebie wynikała raczej z ignorancji niż rzetelnie poznanej materii.
 
W pewnym momencie kobieta uciszając wszystkich zadaje sakramentalne wręcz pytanie – poprzedzone pytaniem czy może mnie o coś zapytać. Wcześniej nie pytała o zgodę więc nieco się zaniepokoiłem tym wstępem, jakież to trudne pytanie zada mi ta wścibska kobieta. Zapadła chwila ciszy i padło to pytanie.
- Czy ty oglądasz telewizję Trwam?
- Tak - odpowiedziałem – ale raczej rzadko. – co jest zgodne z prawdą bo w mojej kablówce nawet nie mam TV Trwam.
 
Dopiero po dyskusji dotarło do mnie to, co jest rzeczywistym tematem tego wpisu.
 
To pytanie nie tylko miało mnie zaszufladkować razem z pakietem niewygodnych dla niej tez i poglądów. Nie tylko miało zredukować dysonans poznawczy człowieka, który nagle rozumie i doświadcza, że poglądy w które święcie wierzy nie mają realnych podstaw, nie są wyrobione i nie są powszechne a osoba, która ich nie podziela nie jąka się, nie wygląda na jak chłop małorolny i nie nosi twarzowego moherowego bereciku.
 
Postawienie takiego pytania pokazuje, że w przypadku tego typu osób najpierw występuje  identyfikacja z podmiotem np.: z polityczną partią, politykiem etc. a dopiero potem z własnymi poglądami.
Osoby takie przyjmują za swoje poglądy tych, których popierają/lubią/ lub przez negację tych którzy nie lubią.
 
Zrozumiałem, że wszelka rozmowa jest jałowa. Skuteczna i rzetelna argumentacja, nawet jeśli spadnie na podatny grunt – co już jest sukcesem - wywoła obronną reakcję emocjonalną. Wywoła albo ucieczkę z dyskusji i zwinięcie się w kłębek, doszukiwanie się w interlokutorze, tak jak w wyżej opisanym przypadku, słabości czy ułomności wyższego rzędu – tu słabością byłaby zapewne imputowana mi rydzykowa indoktrynacja. Równie często spotykam się wręcz z otwartą bądź bierną agresją.
 
Nie mam złudzeń i znam przykłady, podobnych postaw po stronie zwolenników innych partii choć nie wiem i mogę jedynie domniemywać na jaką partie głosuje bohaterka tego wpisu.
 
Sprowadzenie sporu politycznego do wizerunkowej wojny niesie ze sobą fatalne skutki.
 
Prowadzi bowiem do narzucania nam fałszywych poglądów. Chodzi o to, że pewne wartości, poprzez pozytywny/negatywny wizerunek osób, które je głoszą mogą stać się przez emocje wbrew nam, naszymi poglądami. Mało tego, będziemy w ich obronie gotowi do bardzo emocjonalnych wystąpień. Być może także do rezygnacji z własnego dobra, a w skali kraju z własnej racji stanu.
platos
O mnie platos

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka