platos platos
3146
BLOG

Dwie koncepcje rozwoju miast

platos platos Polityka Obserwuj notkę 12

Nie chcę wprost polemizować z Łukaszem Warzechą – bo w jego tekście o buspasach dużo jest (przyznam czasem słusznego ale też dziecinnego) żalu, dużo prywatnych emocji wynikających z wyznawanej ideologii i z faktu że pogorszyły mu się warunki dojazdowe. Temat przedstawię na gruncie teorii urbanizacji.

W nauce urbanizacji jest mało znana ogółowi teoria progowa rozwoju miast.
Polega ona na tym, że miasto może w miarę łatwo rozwijać się do pewnego poziomu, przy którym następuje wymóg znacznego doinwestowania miasta, by podtrzymać jego rozwój.
 
Często wiąże się to z odnalezieniem nowego ekonomicznego uzasadnienia dla istnienia miasta (z tym problemem boryka się np. Łódź czy miasta pokopalniane), w przypadku Warszawy problem, przekroczenia progu wiąże się z jego szybkim rozwojem, za którym nie nadąża infrastruktura miasta – dodajmy szeroko rozumiana infrastruktura (szkoły, przedszkola, urzędy etc).
Swoją drogą warto zwrócić uwagę na fakt, że aktualne władze państwowe, nadal stoją na stanowisku, że to miasta mają być motorem wzrostu a nie prowincja – choć właśnie miasta dotarły do swoich naturalnych progów rozwoju i dalsze rozwijanie ich w tym modelu i kosztem prowincji nie ma najmniejszego sensu i jest mniej efektywne i bardziej kapitałochłonne.
 
Wracając jednak do miast - wszystko zaczyna się od niskiej świadomości i słabości miejskich władz. To one nie maja żadnej strategicznej koncepcji rozwoju miasta. Jak docelowo miałaby wyglądać Warszawa? Gdzie zaplanować szkoły? Jak zmienić ustrój miasta. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie - czy stać nas na miasto poprzecinane szerokimi bezkolizyjnymi drogami, na podziemne parkingi, na miasto otwarte dla samochodów także w jego centrum? Taka koncepcja przyświecała bez wątpienia wszystkim rządzącym Warszawą do tej pory. Budowano wiadukty w centrum, tunele wzdłuż Wisły, spychano ruch pieszych na drugi plan rozmieszczając przejścia bardzo daleko od siebie, kładąc kładki lub podziemne przejścia – które paradoksalnie właśnie utrudniają poruszanie się pieszych. Podobnie jest z rowerzystami – jak ktoś jeździ to wie.
 
W moim odczuciu koncepcja miasta pełnego samochodów po prostu zbankrutowała. Nie stać nas na takie miasto, bowiem wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych a Warszawy nie stać nawet na przyzwoite utrzymanie już istniejącej infrastruktury drogowej. Mosty zżera rdza a dziurawe drogi wołają o pomstę do nieba.
Dotarliśmy do progu rozwoju, który wymaga nakładów przewyższających możliwości budżetu. Dalej tą drogą nie pójdziemy. Doskonałym przykładem jest wiadukt na skrzyżowani Rzymowskiego z Wilanowską. Ogromny korek, który był tam prze wybudowaniem wiaduktu nadal tam jest, tyle że samochody stoją 150m dalej i na wiadukcie. Zgodnie z teorią progową należy bowiem bezkolizyjnie planować całą trasę – budowa jednego wiaduktu to stracone pieniądze.
 
Miasto postanowiło zmienić koncepcję na miasto nieprzyjazne samochodom. Oczywiście tu także działa teoria progowa. Także w tej koncepcji by osiągnąć rezultat należałoby w jednym momencie (myślę ze maksimum rok) zaprojektować i wykonać infrastrukturę (rozumianą jako buspasy, nowe autobusy, nowe rozkłady jazdy, nowe przystanki i większą częstotliwość kursowania etc) transportu masowego. Teoria progowa mówi, że należy budować całą linię metra jednocześnie, bowiem budowanie stacja po stacji jest bardziej kosztowne i nie przynosi korzyści. Podobnie jest z buspasami.
Wprowadzenie buspasów ulica po ulicy powoduje ogromny chaos. Nie zachodzi żadna poprawa jakości komunikacji masowej, autobusy wcale nie jeżdżą szybciej ani częściej i nie następuje zjawisko przesiadania się z samochodów do autobusów – bo nie ma żadnych korzyści. W ten sposób szkodzi się i tym co korzystają z transportu zbiorowego i tym co podróżują indywidualnie. Szkodzi się miastu.
 
Jak dojeżdżałem rowerem – to najpierw szykanowano mnie w pracy (nie miałem gdzie stawiać roweru, ciągle komuś on przeszkadzał - doszło do tego że musiałem znosić go wąskimi schodami do piwnicy a na miejscu gdzie wcześniej stał i psuł podobno widok postawiono obleśne pudła ze starymi dokumentami). Przygodę z rowerem zakończył wypadek – zostałem potrącony przez samochód na pasach – jeden ustąpił mi pierwszeństwa a drugi już nie.
 
Jeszcze rok temu korzystałem z transportu zbiorowego, ale widząc brak jego rozwoju i to, że samochodem dojadę mimo wszystko szybciej -  przesiadłem się na cztery kółka. Stoję w korkach, denerwuję się itd. ale jakość transportu masowego jest porażająco niska. Zbyt często czekałem ponad 20 minut na tramwaj, bo albo się spóźniał albo po prostu nie dało się do niego wejść i czekałem na następny też zatłoczony. Zbyt często się spóźniałem do pracy.
 
Mimo to jestem zwolennikiem tego drugiego modelu rozwoju. Miasto jest dla ludzi i to pieszy (w mieście) ma pierwszeństwo przed samochodem. Miasto nie może ludzi traktować jak szczury i wpychać ruch pieszy i rowerowy, pod ziemię tylko po to by usprawnić ruch samochodowy. Prowadzi to do sytuacji, w której  przejście z jednej strony ulicy na drugą to prawdziwa wyprawa – a odległośc to 0,5 km. Nie oznacza to oczywiście całkowitego zakazu wjazdu do miasta ale ścisłe centrum docelowo powinno być najpierw płatne a potem zamknięte.
Zwolennikom koncepcji pierwszej, zawsze powtarzam że pieniądze z akcyzy paliwowej i podatków samochodowych nie pokrywają nawet części kosztów budowy utrzymania infrastruktury drogowej – jeśli więc chcą wszędzie dowieźć swoje 4 litery własnym samochodem niech zgodzą się na dwu-trzykrotne podniesienie akcyzy na paliwo.
 
Co zatem zrobić by usprawnić komunikację miejską?
 
1 – budować bezkolizyjne wylotówki zaczynając od skrzyżowań najodleglejszych od centrum. Docelowo wyloty na całej długości muszą być bezkolizyjne. (z centrum Wiednia do autostrady wyjechałem w 12 minut!!!)
2 – buspasy powinny stanowić system bo ich pojedyncze wyznaczanie mija się z celem
3 - konieczne jest jednoczesne podniesienie jakości i transportu, punktualność, czystość, częstotliwość etc.
4 – przejściowo buspasy powinny być dostępne także dla – motocyklistów, taksówkarzy, samochodów przewożących co najmniej 4 osoby
 
Podsumowanie:
Oczywiście obie koncepcje można zaplanować dobrze i można też kompletnie spieprzyć. Druga koncepcja na razie jest systematycznie niszczona poprzez nieudolne wdrożenie i nie znajdzie wielu zwolenników. Niech ktoś spróbuje przesiadki na Gdańskim z metra na tramwaj w kierunku Żoliborz – gehenna :). Tak zaplanowana komunikacja miejska nie skłoni nikogo do przesiadki. To naprawdę szkodzi tej idei.
 
 
platos
O mnie platos

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka