Co mnie obchodzi co robił Piesiewicz? Czy wciągał nosem kokę czy mąkę Szymanowską, czy zaproszone przez niego panie to prostytutki czy działaczki PCK? Czy może obchodzić czy Piesiewicz przebiera się w kiecki, nosi podwiązki czy damską bieliznę?
Czy mam prawo wiedzieć jakie są jego upodobania i jakie ma dewiacje?
Czy mi to wisi? Nie bo takie podejście to jest tumiwisizm a nie żaden liberalizm, żadna nowoczesność i tolerancja.
Zależy mi na tym by rządzący podzielali moje poglądy moralne. Zależy mi na tym by jeśli je głoszą i podzielają także bezwzględnie przestrzegali tych zasad, nie tylko w sferze publicznej ale też prywatnie. Żeby ich życie było zgodne z głoszonymi publicznie zasadami.
Zależy mi by szczerze wyznawali te poglądy a nie wynikały one jedynie z koniunkturalizmu. Zależy mi bo wiem, że tylko taki polityk będzie gwarancją tego, że nie sprzeniewierzy się tym ważnym dla mnie zasadom.
Głosując na polityka mam prawo wiedzieć o nim tak wiele jak to tylko możliwe. Granicą jest jego prywatność ale jest to granica bardzo płynna. Postaram się wyjaśnić na czym ta płynność polega. Jeśli więc polityk wypowiada się o jakimś problemie – np.: adopcja dzieci przez związki homoseksualne – to jego wiarygodność legnie w gruzach jeśli jest/był homoseksualistą, ma skłonności homoseksualne i tego wcześniej nie ujawnił.
Jeśli zataił, że był Marsjaninem a wypowiada się (głosuje) na temat przywilejów dla Marsjan - to jest niewiarygodny a wyborca ma prawo poznawać wiarygodność swych przedstawicieli.
Oczywiście bycie Marsjaninem nie jest identyczne z byciem homoseksualistą ale nie powinno to mieć żadnego znaczenia. Ukrywanie swej tożsamości także światopoglądowej i rzeczywiście reprezentowanych wartości moralnych jest hipokryzją, jest zakłamaniem.
Sytuacja, z którą zderzamy się w przypadku Piesiewicza, to przykład absurdu do jakiego prowadzi ideologia poprawności politycznej. W duchu tej ideologii nawet nie wypada wiedzieć, nie wypada interesować się a broń Boże zapytać czy ktoś jest Marsjaninem, czy homoseksualistą.
Gdyby bycie dewiantem/narkomanem/bywalcem burdeli było pomocne w karierze zapewne Piesiewicz nie kryłby się z tym. Problem polega na tym, że on sam się tego wstydzi. On doskonale wie, że jest to moralnie naganne. Jest świadom tego jak wielką hipokryzją, jak zakłamane było jego publiczne życie.
Zdeprawowane elity, wspierane przez liczną rzeszę pożytecznych idiotów, chcą nam wmówić, że nie mamy prawa wiedzieć jakie kwalifikacje moralne reprezentują nasi przedstawiciele, nasze autorytety. Jeśli tak mówią to oznacza, że mają wiele do ukrycia. Ukrywa się to co jest wstydliwe lub mogłoby zmienić nasze spojrzenie na te „autorytety” na ich wiarygodność i nasz szacunek do nich. Elity więc bronią swojej pozycji i robią to nie z troski o dobro wspólne ale z troski o własny interes.
Takie skandale będą się powtarzać, ponieważ wystąpiła drastyczna dysproporcja pomiędzy zachowaniami akceptowanymi wśród „elit” a tymi akceptowalnymi w społeczeństwie. Społeczeństwo nie akceptuje dewiacji i nie rozgrzesza ich tak łatwo jak oportunistyczne „elity”
Dlatego skandale Polańskiego i żenująca postawa jego obrońców, przypadek Marcinkiewicza a teraz Piesiewicza będą szokujące społecznie. To dobrze bo ten ozdrowieńczy szok wymusi dostosowanie się elit do podstawowych norm społecznych, choć robią oni wszystko by to społeczeństwo zaakceptowało ich sposób na życie i ich poglądy moralne, ba by zagwarantować im prawo do dewiacji i bezkarność w przypadku łamania norm – bo podobno wolno im więcej.
Część elit, która się nie dostosuje zostanie z czasem skompromitowana. Tak działa konkurencja, na rynku medialnym i to właśnie jest rola mediów. Elity o tym wiedzą i przed tym się bronią. Bronią się przed prawdą, która pokaże ich w prawdziwym świetle, okaże się wtedy że są nadzy.
Nie pozwólmy by wmówiono nam, że to my mamy zmienić swoje poglądy na wzór tych prezentowanych przez elity. Sprawa Polańskiego pokazała, że akceptacja dewiacji tj. pedofilia jest tam dużo większa niż wśród tych „najlepszych z najlepszych”.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)