W swej odpowiedzi do polemiki doomera - Łukasz Warzecha napisał rzecz mądrą i wartą głębszej analizy:
“PiS powinien bić się o centrum, a przynajmniej o to, żeby centrowi wyborcy uznali, iż niebezpieczeństwo, wynikające ze zwycięstwa PiS, nie jest na tyle poważne, aby trzeba było w dniu wyborów ruszyć się i zagłosować na PO.”
Rzeczywiście jest to klucz do zwycięstwa w wyborach i przejęcia władzy. Dodatkowo niska frekwencja pozwoli wygrać i wejść potencjalnemu koalicjantowi PSL (jeśli PSL nie wejdzie – to rośnie szansa na całą pulę) Szczypta populizmu, nieunikniona wojna PO-SLD i haki na SLD oraz recesja dokonają reszty. Tyle założenia.O ile zgadzam się z dość oczywistym określeniem powyższego stanu faktycznego o tyle trudno zgodzić się z proponowanym doborem narzędzi i sposobem ich użycia tym bardziej, że ŁW precyzyjnie określając cel proponuje fałszywe metody, którymi ww. celu nie da się osiągnąć.Cóż powinien robić PiS? ŁW uważa, że nic nie należy zmieniać – no chyba, że wizerunek - ale doskonale wiemy i ŁW też wie, że PiS wizerunku zmienić nie jest w stanie – szczególnie przy takich mediach. ŁW radzi więc PiS dalej grać w grę, w której szans na zwycięstwo nie ma, bowiem sędzia dziennikarz - nomen omen drukuje każdy mecz. Nie uznaje goli puszcza faule PO i kartkuje PiS.Reguły wizerunkowej gry narzuciła PO. PiS dał się wciągnąć w wojnę propagandową. Z utrwalonym przez stronnicze media wizerunkiem pieniacza, traci na każdej awanturze, w której uczestniczy. Ponadto wojna odciąga uwagę od spraw niewygodnych dla PO.Prawdą jest natomiast to, na co zwraca uwagę ŁW, że gdy PiS unosi się dumą - media przyklejają mu etykietę obrażalskiego. Zatem i tak jest bity i tak niedobrze.Moim zdaniem warto podjąć to ryzyko i na nowo rozpisać reguły gry. Już Sun Wu w Sztuce Wojny dobór pola bitwy (rozszerzmy to pojęcie do posiadania inicjatywy) uznawał za kluczowy. Trzeba więc zejść z pola nakreślonego przez PO.Najważniejsze słowa z wytyczonego celu to właśnie “...żeby centrowi wyborcy uznali, iż niebezpieczeństwo, wynikające ze zwycięstwa PiS, nie jest na tyle poważne...”.Jak więc dokonać tego gdy obecność w studio działa na wyborców jak płachta na byka, rozdrażnia i denerwuje? Odpowiedź wydaje się oczywista – zejść im z oczu. Wszystkim wyborcom? Nie tylko tym, których nie uda nam się przekonać. Nie pokazuje się w studio = nie podnieca widza = nie stanowi zagrożenia. Wyborcy PO są niestali i niezdycyplinowani. Nie będzie wroga to PO nie będzie im potrzebne.Decyzja PiS jest ryzykowna i być może spóźniona i nie do końca zrozumiała (wzmacnia wizerunek obrażonego) Jest to jednak pierwsza od dłuższego czasu decyzja, która pozwala przejąć inicjatywę. Warto grać w tę grę. Konsekwentnie.Drugim aspektem (o którym pisałem w poprzedniej notce) nie mniej ważnym jest to, że bojkot może w dłuższym terminie doprowadzić do:spadku oglądalności = spadek przychodów (marginalizacja?)wzrostu zapotrzebowania na gorący temat = patrzenie władzy na ręce (nie da się przemilczeć tematów)To doprowadzi do większej konkurencji i w efekcie do zwiększenia obiektywizmu w mediach jako całość.Warto ponieść straty sondażowe i przegrać wybory jeśli zrobi się coś pozytywnego. Bo chyba o to chodzi w tej grze z nie o bicie piany...


Komentarze
Pokaż komentarze (20)