Nóż się w kieszeni otwiera kiedy domorośli ekonomiści, dziennikarze z bożej łaski tłumaczą ciemnemu ludowi, że to co się działo z tymi środkami w roku 2008 nie jest niczym nadzwyczajnym!!!
Jak taki post można potraktować inaczej jak kolejny przykład nachalnej propagandy, w której wszystkim co żenujące skandaliczne dzieli się także z PiS?
Jak potraktować autora takiego postu człowieka korzeniami i wszystkimi uczuciami tkwiącego w środowisku skompromitowanej UW, teraz PO. Jakie są jego standardy i jaka jest jego ekonomiczna wiedza? Czy jest on propagandzistą czy tylko ekonomicznym ignorantem.
Dzisiejsza publikacja GP o fatalnym wykorzystaniu środków unijnych nie jest pierwszą. O tym że jesteśmy płatnikiem netto dawno pisał już Dziennik
O wpływie fatalnego wykorzystania środków pisała między wierszami RZ.
O tym pisałem już dawno i ja jeszcze przed tym jak PiS zrobiło swoją sławną konferencję 0,3% przykrytą palikotową prostytucją.
Informacja dzięki naszym podległym mediom nie przebiła się do świadomości opinii publicznej. W salonie też była cisza.
Dzisiejszy wysyp postów oznacza, że wiedza ta dociera powoli do ludzi. Na posterunku stoją jednak sprzedajni dziennikarze. Sprzedajni bądź pożyteczni bezinteresownie. Z czołówek SG w mentorskim tonie wyjaśnią oni nam, że „Kłopoty z unijną kasą można i trzeba rządowi wytykać, ale to nie one są groźne i nie one będą głównym motywem oceny sprawności rządu w obliczu światowego kryzysu.”
Tylko człowiek zupełnie nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji może być autorem tak kompromitującej opinii!!!
Chciałbym Panu Leskiemu wyjaśnić, że rok 2008 był ostatnim, w którym Polska mogła wykorzystać znaczną część środków UE. Obecnie wykorzystanie tych środków będzie niemożliwe ze względu na brak możliwości finansowania projektów. W poprzednim roku można było jeszcze bez zwiększania deficytu budżetowego i drenowania rynku finansowego prowadzić duże projekty. Teraz już nie ma takiej możliwości.
Nie jest więc istotne czy one przepadają czy jeszcze nie. Ich wykorzystanie w czasie kryzysu finansowego jest nierealne. Pewnych zaniedbań nie da się już nadrobić. Tuskowe bimbanie i urlopy, szpan w Krynicy zamiast realnej dyskusji, medialne wyskoki zamiast rzetelnej pracy będą nasz słono kosztować.
Zwiększenie deficytu oznaczać będzie drenaż rynku z pieniądza i pogłębienie i tak trudnej sytuacji. Stracimy wartość dodana unijnych środków.
Fatalne wykorzystanie środków UE przez obecny rząd jest główną i jedyną przyczyną obecnej dziury budżetowej. Wystarczy poczytać to co mówiła Suchocka-Roguska dla RZ albo jeszcze lepiej do posłów w odpowiedzi na interpelacje. Ciekawie opisano to tu http://jagiellonski.salon24.pl/382902.html by zrozumieć powagę sytuacji.
Spadek innych (niezwiązanych z unijnymi) dochodów budżetowych był znikomy i wyniósł jedynie 7,8 mld PLN. Śmiało można założyć, że jest to wynik braku realizacji projektów gdyż ubytek ten można byłoby pokryć z samego tylko VAT (przy wydaniu 35 mld PLN a jeszcze jest CIT i PiT). Kryzys, o którym tyle się mówi jeszcze nie jest widoczny w pełnej krasie. Ten rok był dla nas łaskawy bo wzrost PKB o 4,8% to ciągle przyzwoity wynik.
Katastrofa budżetowa nie pozostała bez wpływu na naszą walutę bo rynek, w przeciwieństwie do Pana Leskiego, świetnie zdaje sobie sprawę z tego że nasz kraj zbliżył się gwałtownie do bankructwa.
Wystarczy przyjrzeć się kursowi PLN do koszyka walut i notowaniom polskiego długu będącym najlepszym wskaźnikiem ryzyka naszych papierów dłużnych. A jak rośnie ryzyko to albo trzeba dać inwestorom większe dyskonto i powiększyć drastycznie koszty obsługi długu. Jak w takiej sytuacji Tusk chce uplasować obligacje na ponad 150mld PLN!? Jak realizować unijne projekty? Tego już nam Leski nie wyjaśni ale podzielić się Tuskowym g… z PiSem zawsze jest gotów. Ot obiektywne dziennikarstwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)